Przejdź do forum
Gra Derda - gra m.i...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Gra Derda - gra m.in. z filmu Sztos

11 Posty
5 Użytkownicy
0 Reakcje
20.9 K Wyświetlenia
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

Gra w Derdę często "ustawianą" przysparza graczom wielu emocji i dużych zysków :) :fuckyeah: (sceny z filmu "Sztos")

:truestory:
Ten pan z prawej to Jerzy Kolasa - dawniej "człowiek z miasta" a obecnie m.in. scenarzysta, właściciel studia tatuażu. W Derdę podczas kilkudziesięciogodzinnej rozgrywki przegrał jak sam przyznaje pod koniec lat 70-tych równowartość dwóch mieszkań trzypokojowych. _evil:
fragment wywiadu (link poniżej)
"Sztos" to jednak nie film dokumentalny. Ile jest w nim z prawdziwego życia "ludzi miasta" w Sopocie?

- Dużo, bo od lat 60. do końca 80. w Trójmieście handlowało się walutą, i nie tylko, i grało się w prawie wszystko. Pieniądz cały czas krążył. Najlepsza melina karciana była u Fikasa, w "Sztosie" specjalnie zmieniona na u Midasa. To było w Sopocie, w budynku, gdzie teraz jest restauracja Pinokio. Melina działała całą dobę. Na miejscu były kanapki, czasem obiad domowy w cenie jak z Grand Hotelu i wódka. Najpopularniejszymi grami była Derda i Czternastka- wariant remika gdzie rozdaje się czternaście kart a nie trzynaście. Gra była uczciwa, wygrywał ten, kto lepiej oszukiwał. Jeśli samemu akurat się nie grało, można było robić zakłady o to, kto z grających wygra. Do ogrywania frajerów na klawo tworzyło się koalicje. Jest taka zasada w karatach, że jak siadasz do stołu i nie wiesz, kto jest frajerem, to znaczy, że ty nim jesteś, to ciebie za chwilę ograją.

Pamięta pan jakąś dużą wygraną, o której się mówiło w Sopocie?

- Pamiętam, bo to była moja przegrana. To było pod koniec lat 70. Graliśmy noc, dzień i noc w Derdę, ale ja w to słabo wtedy grałem. Jakby to przeliczyć na dziś, przegrałem pieniądze, za które można było kupić dwa trzypokojowe mieszkania. Tak naprawdę to w tamtych czasach częściej przegrywałem, niż wygrywałem. Dopiero później się to zmieniło, ale nauka sporo mnie kosztowała.

cały wywiad
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,8162685,Moj__Nikos___moj_Picasso.html

Grywa ktoś w Derdę?
spotkałem się z nią w filmie Sztos. Ponoć to stara warszawska gra. Pytałem już kiedyś o nią o zasady ale przy okazji wątku filmowego więc zakładam osobny wątek na jej temat. Podobną grą jest:
Kalabrjasz - Klaberjass
Kalabriasz
Деберц - popularna gra w Rosji i na Ukrainie
Деберц
Belote
Belote wywodzi się z Francji

zasady gry:

Gra dla 2 lub 3 osób (zasady takie same jak dla 2 graczy z tym, że grający atu gra przeciwko dwóm osobom).

Gra się 32 kartami, od asa do siódemki. Gra polega na zgromadzeniu jak największej liczby punktów za wzięte lewy i za układy kart w ręku gracza. Kolor atutowy jest zmienny. Starszeństwo kart i ich wartość punktowa jest różna (inna) dla koloru atutowego i pozostałych kolorów:

dla koloru atutowego:

- starszeństwo kart: walet, dziewiątka, as, król, dama, dziesiątka, ósemka, siódemka,

- wartość punktowa: walet- 20 pkt., dziewiątka- 14 pkt. (w filmie "Sztos" zwana Minela), as- ­11 pkt., figury po 10 pkt., pozostałe karty zgodnie z liczbą posiadanych oczek,

dla pozostałych kolorów:

- starszeństwo kart: typowe - od asa do siódemki,

- wartość punktowa: as- 11 pkt., figury po 10 pkt., pozostałe karty zgodnie z liczbą posiadanych oczek.

Premiowane układy kart:

- król z damą w kolorze atutowym, tzw. „bella”- 20 pkt.,

- trzy kolejne karty w kolorze atutowym tzw. „derda”- 30 pkt.,

- cztery kolejne karty w kolorze atutowym, tzw. „fuf" – 50 pkt.
Scenarzysta filmu Sztos p. Jerzy Kolasa twierdzi ze podobnie jak w Kalabrjaszu trzy lub cztery kolejne karty np. T, J, Q, K są punktowane w dowolnym kolorze jako Derda lub Fuf

Punkty za posiadanie układu kart przysługują obu graczom. Warunkiem ich uzyskania jest:

- zgłoszenie „belli” w momencie wyjścia na stół królem lub damą,

- zgłoszenie „derdy” lub „fufa” przed rozpoczęciem roz­grywki (przed wyjściem pierwszą kartą na stół).

W przypadku gdy dwóch graczy ma derdę lub fufa, liczy się jej starszeństwo; przy dwóch identycznych - pierwszego zgłaszającego.

Przed rozpoczęciem gry ustala się wysokość stawki, jaką obaj gracze wnoszą do puli przed każdą rozgrywką. Rozdaje się po 6 kart każdemu z graczy w następujący spo­sób: rozdaje się po 3 karty każdemu z graczy, jedną kartę odkrywa się (wyświęca) i znów daje się po 3 karty każdemu z graczy. Karty rozdaje gracz, który wygrał poprzednią roz­grywkę. Pozostałe karty stanowią zakryty talon.

Grę rozpoczyna gracz, który nie rozdawał kart. Analizuje swoje karty i ich siłę brania, uwzględniając wyświęcony i obo­wiązujący w tej rozgrywce kolor atutowy. Swoją decyzję oznaj­mia słowami: „gram” lub „pasuję”. W przypadku kiedy gracz deklaruje grę, obu graczom doda­je się jeszcze po 3 karty, co powoduje, że mają w sumie po 9 kart. Każdy z graczy ma więc informacje o 11 kartach (9 kart własnych i dwie "wyświęcone") z 32 kartowej talii. Wyświęca się także jeszcze jedną kartę, obok uprzednio już odkrytej (wyświęconej). Gracz rozgrywający ma prawo w­miany wyświęconej karty atutowej na posiadaną w ręku sió­demkę w tym samym kolorze.

Gdy gracz rozgrywający nie podejmie gry, lecz pasuje, wówczas prawo do gry przechodzi na drugiego gracza. Może on jednak także spasować. Zgłoszona również przez niego rezygnacja z gry powoduje, że prawo do gry wraca do pierwszego gracza. Ma on wówczas możliwość zmiany koloru atutowego i powtórzenia deklaracji swojej decyzji, czy gra, czy też pasuje. [Nie losuje się wtedy kart z zakrytej kupki przy zmianie atutu i dlatego nie podmienia karty 7-ki atu z reki na atu wyświeconą]. W razie ponownej rezygnacji z gry, prawo do wypowiedzenia ponownie przechodzi na drugiego gracza. Po jego pasie karty tasuje się.
Rozgrywka polega na braniu lew w taki sposób, aby jednocześnie gromadzić jak najwięcej punktów. Po wzięciu lewy nie dobiera się kolejnej karty ze stosu jak w tysiąca dobieranego - tzw. zamknięty stos (podobnie jak w grze 66 ale tam biorący lewę zgłasza że chce zamknąć stos). Rozgrywkę (rozdanie) wygrywa gracz, który zdobył więcej punktów (za ugrane karty i za zgłoszone układy kart). W przypadku wygrania rozgrywki (rozdania) przez rozgrywającego obu graczom zapisuje się ich własny dorobek punktowy. W przypadku przegrania rozgrywki przez rozgrywającego lub remisu, jego przeciwnikowi zapisuje się sumę punktów zgromadzonych przez obu graczy. Stąd też, jeśli rozgrywający zakłada możliwość przegranej, to nie zgłasza posiadanych premiowanych układów kart. Wiąże się to z faktem, że w przypadku przegranej jego punkty zapisze się na koncie przeciwnika. Gra się na ogół do 500 punktów. Wygrywa gracz, który szybciej osiągnie tę granicę. On też zabiera całą pulę. Przy grze w trzy osoby całą pulę rozlicza się proporcjonalnie do liczby zdobytych punktów przez każdego z graczy.
http://jzm.w.interia.pl/derda.html

zasady gry z drugiego źródła

Gra dla 2 lub 3 osób. Gra się 32 kartami, od asa do siódemki. Gra polega na zgromadzeniu jak największej liczby punktów za wzięte lewy i za układy kart w ręku gracza. Kolor atutowy jest zmienny. Starszeństwo kart i ich wartość punktowa jest różna (inna) dla koloru atutowego i pozostałych kolorów: dla koloru atutowego: – starszeństwo kart: walet, dziewiątka, as, król, dama, dziesiątka, ósemka, siódemka, – wartość punktowa: walet- 20 pkt., dziewiątka- 14 pkt., as- 11 pkt., figury po 10 pkt., pozostałe karty zgodnie z liczbą posiadanych oczek, dla pozostałych kolorów: – starszeństwo kart: typowe – od asa do siódemki, – wartość punktowa: as- 11 pkt., figury po 10 pkt., pozostałe karty zgodnie z liczbą posiadanych oczek. Premiowane układy kart: – król z damą w kolorze atutowym, tzw. „bella”- 20 pkt., – trzy kolejne karty w kolorze atutowym, tzw. „derda”- 30 pkt., – cztery kolejne karty w kolorze atutowym, tzw. „fuf” – 50 pkt. Punkty za posiadanie układu kart przysługują obu graczom. Warunkiem ich uzyskania jest: – zgłoszenie „belli” w momencie wyjścia na stół królem lub damą, – zgłoszenie „derdy” lub „fufa” przed rozpoczęciem rozgrywki (przed wyjściem pierwszą kartą na stół). W przypadku gdy dwóch graczy ma dardę lub fufa, liczy się jej starszeństwo; przy dwóch identycznych – pierwszego zgłaszającego. Przed rozpoczęciem gry ustala się wysokość stawki, jaką obaj gracze wnoszą do puli przed każdą rozgrywką. Rozdaje się po 6 kart każdemu z graczy w następujący sposób: rozdaje się po 3 karty każdemu z graczy, jedną kartę odkrywa się (wyświęca) i znów daje się po 3 karty każdemu z graczy. Karty rozdaje gracz, który wygrał poprzednią rozgrywkę. Pozostałe karty stanowią zakryty talon. Grę rozpoczyna gracz, który nie rozdawał kart. Analizuje swoje karty i ich siłę brania, uwzględniając wyświęcony i obowiązujący w tej rozgrywce kolor atutowy. Swoją decyzję oznajmia słowami: „gram” lub „pasuję”. W przypadku kiedy gracz deklaruje grę, obu graczom dodaje się jeszcze po 3 karty, co powoduje, że mają w sumie po 9 kart. Wyświęca się także jeszcze jedną kartę, obok uprzednio już odkrytej (wyświęconej). Gracz rozgrywający ma prawo wymiany wyświęconej karty atutowej na posiadaną w ręku siódemkę w tym samym kolorze. Gdy gracz rozgrywający nie podejmie gry, lecz pasuje, wówczas prawo do gry przechodzi na drugiego gracza. Może on jednak także spasować. Zgłoszona również przez niego rezygnacja z gry powoduje, że prawo do gry wraca do pierwszego gracza. Ma on wówczas możliwość zmiany koloru atutowego i powtórzenia deklaracji swojej decyzji, czy gra, czy też pasuje. W razie ponownej rezygnacji z gry, prawo do wypowiedzenia ponownie przechodzi na drugiego gracza. Po jego pasie karty tasuje się. Rozgrywka polega na braniu lew w taki sposób, aby jednocześnie gromadzić jak najwięcej punktów. Rozgrywkę (rozdanie) wygrywa gracz, który zdobył więcej punktów (za ugrane karty i za zgłoszone układy kart). W przypadku wygrania rozgrywki (rozdania) przez rozgrywającego obu graczom zapisuje się ich własny dorobek punktowy. W przypadku przegrania rozgrywki przez rozgrywającego, jego przeciwnikowi zapisuje się sumę punktów zgromadzonych przez obu graczy. Stąd też, jeśli rozgrywający zakłada możliwość przegranej, to nie zgłasza posiadanych premiowanych układów kart. Wiąże się to z faktem, że w przypadku przegranej jego punkty zapisze się na koncie przeciwnika. Gra się na ogół do 500 punktów. Wygrywa gracz, który szybciej osiągnie tę granicę. On też zabiera całą pulę. Przy grze w trzy osoby całą pulę rozlicza się proporcjonalnie do liczby zdobytych punktów przez każdego z graczy. Opracował i z mroków zapomnienia starą Warszawską grę przypomniał – Krzysztof Dryl

http://mariasz.pl/o-grach/gry-staropolskie/

W Derdę suma wszystkich oczek w kartach wynosi 315 :yaoming: ponieważ walet w kolorze atutowym ma wartość 20pkt. a nie 10pkt jak bez atu. 9-tka atu ma 14pkt. a bez atu 9pkt. Bez tej specyficznej punktacji suma wszystkich oczek wynosiłaby 300.


Odpowiedz
Cytat
10 odpowiedzi
Olorion
Dołączył: 25.08.2008

tl'dr

nikt nie gra


Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

co to za skrót tl'dr?


Odpowiedz
Cytat
Felicissimus
Dołączył: 01.12.2008

tl;dr

Literally, "Too long; didn't read"

Really translates to: I'm too lazy to read the entirety of what you said, but I still want to say something.

2. The ability to arbitrarily read 400 small posts but not a long one.

7. A sign that, not only is someone too lazy and stupid to read but, clearly, too lazy and stupid to even type out four words indicating such.

"Too Long; Didn't Read" - a shining example of the sweeping Attention Deficit Disorder pandemic that seems to have embraced our society. Usually said by people who a) have never read a book, b) have no logical retort, c) want an easy laugh, or any combination of the three. Not to be confused with "TMS;DU", meaning "Too Many Syllables; Don't Understand", which is likely how some of you reading this feel about this definition.

Tyle znalazłem dla ciebie _biggrin:


Odpowiedz
Cytat
Mooris
Dołączył: 04.11.2007

Too long; didn't read - tyle mi wystarcza _biggrin: _biggrin: _biggrin:


Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

artykuły z działu strategia z pokerstrategy też są za długie dla was? ;) _cool:


Odpowiedz
Cytat
Tyb3r
Dołączył: 03.01.2009

No jasne, czekam aż będą audiobooki, albo wrzucam do ivony


Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

:D


Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

Stary artykuł sprzed 10 lat znaleziony w sieci:

Czy w Łukowie działa nielegalne kasyno?

10-10-2003, ostatnia aktualizacja 10-10-2003 22:42
Wiele wskazuje, że tak. Do miasta przyjeżdżają znani szulerzy z Warszawy, Krakowa i Gdańska.

Raz, dwa razy w miesiącu w Łukowie pojawia się kilka bardzo drogich samochodów z zamiejscowymi rejestracjami, które parkują co prawda w różnych miejscach, ale łączy ich wspólna godzina odjazdu - przeważnie znikają wczesnym rankiem z piątku na sobotę. Aby wejść i zagrać, należy mieć wprowadzającego i pieniądze: co najmniej 10 tysięcy złotych, jeśli jest się amatorem pokera, nieco mniej, jeśli lubi się czternastkę, derdę lub baccarata. Gra się bez ograniczeń finansowych. O ile jednak kiedyś można było w puli położyć swoje słowo, teraz liczy się tylko gotówka lub fant. Fakt, że i pieniądze są mniejsze niż kiedyś. W tym roku największą ilością pieniędzy w "banku" było 20 tysięcy dolarów. - To znaczy, że poważnych gier już prawie nie ma - mówi Karol (w 1988 roku wygrał przez jedną noc prawie miliard starych złotych) - jak się mnie pytasz, czy w Łukowie jest kasyno, to ja odpowiadam: nie wiem, nie interesuje mnie to. Ale mogę ci powiedzieć, że teraz najchętniej grają w derdę. Derda - Gra się we dwóch, stawki są nieograniczone. Wszystko zależy od umowy. Jeśli gracze są z tej samej grupy, znają się i przy innych okazjach są partnerami, gra jest niemal towarzyska. Stawki to 200, 300 złotych. Jeśli przeciwnikiem jest obcy, mogą sięgać i 10 tysięcy w jednej grze. Byłem blisko drzwi takiego kasyna. Zgubiło mnie, można powiedzieć, koleżeństwo. Jednym z graczy okazał się mój kolega ze szkoły podstawowej. Dowiedziawszy się, o co chodzi, mało delikatnie wyperswadował mi zarówno grę i ochotę do dowiedzenia się czegoś bliżej o łukowskich graczach. Aby osłodzić mi stracone nadzieje, Karol opowiedział kawałek prawdy o łukowskich graczach. Operował nazwiskami i jeśli nie kłamał, to wiem już, dlaczego dwudziestoletni bezrobotny jeździ mercedesem za 150 tysięcy złotych a lekarz z trzydziestoletnim stażem - piętnastoletnią ładą. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych grano w Łukowie w dwóch miejscach. Przez niewielki, parterowy domek, stojący niemal w środku miasta, przewinęło się sporo ludzi a wraz z nimi kilkadziesiąt kamienic, setki samochodów i kilogramy złota. Stajnia, czyli grupa opiekujących się kasynem i jego zyskami graczy, liczyła cztery osoby. Był czas, gdy każda z nich mogła sobie zafundować dom, dwa samochody i coroczne wczasy na Majorce. Utrzymać pieniędzy nie udało się żadnemu z nich. Ostatniego zgubiły państwowe kasyna. Kiedy hazard stał się legalny, czyli po otwarciu pierwszej sali gry w Marriocie, większość polskich szulerów ruszyła do nich jak w dym. Omamieni wolnością i niebotycznymi nieraz stawkami, oszołomieni kreacjami pań i smokingami panów, nie zauważyli różnicy między zadymionymi pokojami w pokątnych lokalach Polski Ludowej a wykwalifikowaną i nastawioną na oskubanie zachodnich gości kadrą krupierów w III Rzeczypospolitej. Tak też stało się z Edziem, który dyma teraz po Łukowie na rowerku mimo swych sześćdziesięciu lat i rozedmy płuc, mieszka zaś w drewnianej chałupie z walącym się dachem. Nikt nie pamięta już, jak wynajmował taksówki z Łukowa na Wybrzeże, które czekały na niego po kilka nocy z rzędu pod sopocką willą, w której odbywała się gra. Pamięta jak dziś: grał wtedy w derdę z badylarzem z Otwocka. Wygrał równowartość szklarni z kwitnącymi gerberami. Poker - Karol mówi: powiem ci tak: są u nas mieście grupy ludzi, którzy grają hazardowo, ale tylko w swoim gronie. To ludzie intratnych, wolnych zawodów. Takich graczy jak ja nie dopuszczą, chociaż wiedzą przecież, że jestem dyskretny i prędzej sobie język odgryzę niż powiem mentowni, co i jak. Oni nie grają wysoko, ale za to często. Na przykład w brydża, gdzie wygrywający mogą zebrać ze stołu w ciągu nocy 5, 6 tysięcy złotych. Czy to już można nazwać hazardem? Albo ksiądz, który rusza pod Warszawę na grę i przegrywa 20 tysięcy dwa, trzy razy w roku? To nie hazardzista przecież, tylko pechowiec - śmieje się Karol a ja widzę go trzydzieści parę lat temu, jak czeka na mnie przed domem z gładko uczesaną główką i odstającymi śmiesznie uszami. - Poker jest ciężką grą - ciągnie mój szkolny kolega - tak ci powiem: w filmie "Wielki Szu" pokazano czystą prawdę, ale tricki i oszustwa w kartach, które tam mogłeś zobaczyć, były, jak to mówią, sprzed pierwszej wojny. W pokera nie wygrasz samemu. Najpierw koledzy sprawdzą ci gościa, zobaczą, jak gra i jak się zachowuje. Kiedy siadasz z nim do stołu, z góry wiesz, jak zachowa się w różnych sytuacjach, masz też ze swoim partnerem umówiony system i gry i znaków przy grze. Nie ma siły, żeby wygrał, jest przecież rozpracowany. Znaczone karty to nie jest sposób na dzisiaj, chyba że grasz w jakiejś pipidówie z kierowcami po wypłacie. Ale też w pokerze można wygrać stosunkowo największe pieniądze. W 1999 roku, w zorganizowanej pod Łukowem grze, uczestniczył podobno jeden z największych polskich biznesmenów, który teraz interesuje się wyłącznie końmi i postępem prac przygotowawczych odnośnie swojej osoby w Interpolu. Przegrał prawie 80 tysięcy dolarów w ciągu kilkunastu godzin. Łukowscy gracze nie brali w tej imprezie udziału - uczestnikami byli wyłącznie warszawiacy - ale wiedzą wszystko dokładnie, pamiętają nawet, jak goście byli ubrani. Ciekawe, co? Czternastka W czternastkę gra się w cztery osoby. Każda karta ma swoją wartość i na końcu gry oblicza się saldo dla każdego. Mało już teraz popularna, uważana w kręgach szulerów za grę infantylną. Jeden z bardziej znanych łukowskich graczy, który pasjami lubił pograć w czternastkę i uchodził za specjalistę w tej grze, zapożyczył się silnie w jednej z funkcjonujących legalnie kas pożyczkowych i musiał uciekać z miasta. Tylko niewiele pieniędzy zostawił w Łukowie, załatwiły go warszawskie kasyna. Teraz licytują mu dom, który był zastawem pożyczki. Kiedy mówię Karolowi, że nie bardzo mi się chce wierzyć w te kwoty, którymi sypie jak z rękawa, w te organizowane na prowincji gry i rozliczenia, mój kumpel od tornistra łamie się jeszcze raz. Coś ci pokażę, mówi. Jedziemy pod jego dom, który jest wielki jak pałac prawdziwego Szu, ale niestety wykonany z wielkiej płyty i czteropiętrowy - Karolek mieszka w bloku. Czekam w samochodzie. Kiedy wraca, pokazuje mi zdjęcie, które wygląda - co tu ukrywać - na jak najbardziej autentyczne. Stoi na nim mój kolega, którego pamiętam w przydługich majtkach na szelkach. Na fotografii jest ubrany w garnitur, ale ma za to na nosie ciemne okulary i gdyby nie charakterystyczna łysinka, w życiu bym go nie poznał. Przed nim, na stole, leżą banknoty: dolary, złotówki, cała kupa szmalu. Na oko, co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. Kurczę, mówię, Karol, pożycz mi to zdjęcie do gazety, zamażę ci twarz i będzie. Wiesz co, Tomek - odpowiada - pocałuj ty mnie w dupę. Ale powiem ci coś: gdybym się po tamtej grze wycofał, ciągnęlibyśmy dzisiaj whisky z lodem na tarasie willi. A teraz to cię mogę zaprosić na piwo i to niekoniecznie duże. Na fotografii jest data: lipiec 1997 roku. - Powiedz, Karol - pytam - jest w końcu w Łukowie to kasyno, czy nie? Karol patrzy na mnie, jakby na obcego: jak się mnie tak pytasz, to ci powiem: nie wiem i nic mnie to nie obchodzi, ale jedno ci powiem: teraz najchętniej gra się w derdę.

http://zw.com.pl/artykul/140134.html?print=tak


Odpowiedz
Cytat
napalm77
Dołączył: 18.09.2008

Klaberjass - popularna gra w krajach germańskich, z której prawdopodobnie wywodzi się "Derda" dostępna na Androida
https://play.google.com/store/apps/details?id=com.game.good.klaberjass&hl=pl


Odpowiedz
Cytat