Napisane przez deltoos
Zajrzałęm sobie z sentymentu a tu zaskoczenie. Fajnie patrzeć że jeszcze cisniesz. Pozdro wariacie
Już nie w takim wymiarze czasowym ale coś tam jeszcze człowiek gra. Szkoda że już nie ma naszych ukochanych 180tek 
Ty coś jeszcze grywasz?
Pora na update 
Na przełomie maja i czerwca udałem się na WPT Prime do Bratysławy. Byłem tym niesamowicie podekscytowany bo jeszcze nigdy nie grałem turnieju na z takim buyinem (1100€). Problem pojawił się jeszcze przed festiwalem bo Booking nie ściągnął mi hajsu z karty luxona i nasz piękny apartament poszedł się jebać.
Musiałem awaryjnie bookować coś innego- na szczęście się udało. Po przyjeździe nie traciłem dużo czasu i dosyć szybko wbiłem na 2gi level mejna. Stół był ok, ale nie jakiś fantystyczny, jednak czegoś takiego się spodziewałem w turnieju za 1100€. Gra nie za bardzo się układała, coś tam wygrałem, coś tam przegrałem, finalnie 3b/c AQs SBvsCO za 35bb do rega by wpaść pod jego KK 
Niczym Pudzian stwierdziłem, że tanio skóry nie sprzedam i pojechałem do drugiego kasyna czyli do Banco, gdzie trwał festival z legalnego. Wbiłem w HR za 400€ z €40k gtd. Tam również nie poszło i po dłuższej chwili i tam mnie już nie było. Wgl to jest ciekawe, że każdy turniej który ma w nazwie High Roller jest przeze mnie koncertowo upierdalany od lat. Na hendonie nie mam żadnego casha z tego typu turniejów. W geście rozpaczy z faktu, że jestem w Bratysławie od 5h, a mój bilans to w tym momencie -1500€ usiadłem do mejna PPC za 140€ z €250k gtd, ale i tu nie dane mi było dostać odrobinę radości.
Ostatnim moim aktem miały być kesze 1/3€ w Banco na którego siadłem ponieważ mój kompan dalej walczył w mejnie PPC i musiałem na niego czekać. Tutaj sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Maszyna wreszcie dała. Po 3h gry udało się zrobić profit w kwocie 1300€. Sukces. Można śmiało kłaść się spać i zaczynać kolejny dzień.
Apropo spania to warto tu powiedzieć o moim downswingu w kwestii flipowania o lepsze łóżko. 3 ostatnie flipy to 3 porażki. Tutaj konsekwencją było spanie na materacu na podłodze, podczas gdy Szosti śpi na eleganckim łóżeczku. Ale wróćmy do meritum. Nowy dzień to nowe możliwości. Pełen werwy poszedłem do Card Casino by powalczyć w mejnie WPT. Mój towarzysz pojechał do Banco na turniej PLO/NLH za 70€ (true born grinder), trochę po złości że wczorajszy event 300€ PLO/NLH w Cardzie wgl nie wystartował. O ile piątkowy stół w mejnie nie należał do najłatwiejszych, o tyle ten sobotni już był miodzio. Na dzień dobry zostałem powitany 3 limpami gdy na BB podniosłem KQo i ogłosiłem raise 2k. Niestety nie dane mi było wygrać tej puli bo chłopaki trzymali się kart jak kleszcze młodego psa, ale był to dobry prognostyk.
Jednakże spotkał mnie smuteczek po 2 levelach gdy poproszono mnie o zmianę miejsca i zasiadnięcie przy nowym stole. Nowy stół nie był jakiś wybitny, ale dawał radę. Tutaj na odnotowanie zasługuje kolega po mojej prawej, który z uwagi na południową karnacje i dużą ilość tatuaży został przeze mnie automatycznie sklasyfikowany jako ryba. Jednak w grze nie widziałem u niego nic podejrzanego- mało tego większość playów mi się bardzo podobała. Na przerwie wygooglowałem go posiłkując się bilecikiem który miał przy stole. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem, że chłop ma z bańkę nagrane na hendonie i grywa praktycznie cały czas. Po jakimś czasie nasz stół rozwiązano i zostałem znowu przesadzony. Tutaj szło fajnie, udało się zbudować spoko stack. Finalnie zbliżaliśmy się do końca dnia. Każdy miał być w pieniądzach, a blindy miały być cofane. Pod koniec dnia troche straciłem, a finalnie nie wziąłem dwóch spotków których nie jestem pewien do teraz.
Pierwszy to blindy 5/10k/10k bba. Mamy 137k i jesteśmy na BU, a z EP otwiera polski reg. My mamy JJ. Jest 25 left, 24 przechodzi do day 2 i do ITMa, a na stole obok jest dwóch gości którzy mają po 3bb. Drugi spot jest analogiczny tylko tym razem jesteśmy na CO a otwiera LJ agresywny CL a my mamy AQs. Finalnie oba te spoty odpuściłem. Pewnie trochę na decyzje wpływał buyin bo w turnieju za 200€ pewnie bym to pchał. Finalnie dwa rozdania później na moim stole szort z AK wpadł pod asy i dzień się zakończył. Na dzień 2 blindy miały zostać cofnięte do bb6k więc miałem mieć 23bb na start.
Niedziela była bardzo pracowita. Najpierw pojechaliśmy do centrum by zagłosować w 2giej turze. Potem poszliśmy pobiegać. Na koniec wyruszliśmy zjeść obiad. Po zameldowaniu się w kasynie musiałem czekać jeszcze dodatkowo 1h zanim dzień 2 się rozpocznie. Finalnie było 70 left. Miałem gwarantowane 1700€, a za pierwsze było €100k. Moim nie dużym stackiem udało się zrobić 2 payjumpy do 2k gdy moje KK nie dały rady AJo za 15bb aipf. Jak się okazało to nie był ostatni raz kiedy tego dnia konie mnie zawiodą. Nie za bardzo wiedziałem co grać, nie uśmiechało mi się jechać do Banco na Mini Mejna PPC za 80€ 20k gtd więc mój wybór padł na 1k WPT 50k gtd. Buyin może nie był najniższy, ale decyzja bardzo mocno się broniła bo field wyglądał świetnie. Po krótkiej konsultacji z moimi stackerami postanowiłem usiąść, podobnie jak i chwile wcześniej mój kolega Szostii, a jeżeli grać Omahowy siada do turnieju NLH to znaczy, że faktycznie value musi być ogromne. Stół był baardzo przyjemny. Niestety wtedy przegraliśmy po raz drugi tego dnia z KK, tym razem vs AA za 90bb. Najbardziej w tym spocie bolał fakt, że przeciwnik podobno zrobił jeden z najbardziej obv ruchów czyli gest ręką w stylu "what can i do, im all in" vs mój 3bet co powinno dać mi do myślenia, a mi zwyczajnie to umknęło bo sam starałem się nie patrzyć na niego by nie dawać readów. Nie wiem czy zmieniło by to moją ostateczną decyzje, ale takie rzeczy umyknać mi nie powinny. Resztę przegrałem niedługo później z KQs vs 88 aipf.
Smuteczek no ale co zrobisz. Dalej były kesze do grania 1/2€, więc wkupiłem się za 500€ i siadłem. Po wygraniu paru pul i przegraniu paru pul byłem gdzieś 100€ do przodu. Wtedy nadszedł spot z przeciwnikiem na którego miałem prostego reada. Jeśli miał dobry układ pre to ładował. No i przeciwnik otwiera z EP za 20€ czyli 10bb. Dostaje calla na CO, a ja na SB patrzę i mam KK. Robię raise do 80€ i w odpowiedzi dostaje allin za 600€ od przeciwnika. Stety lub nie, nie mam jaj by sfoldować KK pre więc calluje. Wykładamy board i przeciwnik wyświetla AA. Rebuy. 500€. Folduje łapę na BU. Kolejne rozdanie- na CO dostaje KK. Robię raise do 5€. Calluje BU i BB. Flop to KT4fd. Gram mały cbet a BU gra raise, w odpowiedzi gram 3beta na flopie który zostaje sprawdzony. Turn to A. Kontunuuje za 2/3 pota na co dostaje raise AI za 400€. Przeciwnik wciąż może mieć gorsze sety, jakieś combo drawy, jeśli ma QJ to mamy outy. Gram call. Wyświetla mi AA.
Z perspektywy czasu to poczułem się jak w jakimś science fiction. Wstałem od stołu. Podszedłem do Szostiego, by mu wybełkotać co się stało i że ide na hotel bo mam tilt życia i w takim stanie nie powinienem się nawet tykać żetonów. Gdy chciałem wychodzić z kasyna to złapał mnie gracz z mojego stołu by mi powiedzieć, że zostały mi jeszcze żetony . Wróciłem po chipsy i udałem się do wyjścia. Chyba jeszcze nigdy w karierze nie przegrałem 4 razy KK jednego dnia w tak dużych spotach. Wróciłem grzecznie na nogach do hotelu pomstując na lajwy.
Szosti wrócił parę godzin później. On dla odmiany przegrał AA na KK na semi FT tego 1k. To nie był dobry wypad 
Narazie to tyle. Pozdrawiam i do następnego