Sprawa wygląda tak. Od początku swojej "kariery" pokerowej grałem turnieje SnG, te same od zawsze, 45os Turbo na Pokerstars, na różnych stawkach, ale ZAWSZE te same ( poza weekendowymi sesjami MTT, ale to bardziej było traktowane przeze mnie jako forma zabawy).
Ostatnio widzę jednak, że gra mnie nudzi zupełnie, gram sesje na odczepnego, aby tylko nie mieć uczucia niewypełnienia jakiegoś tam "obowiązku", jakim stały się sesje sng. Coraz bardziej ciągnie mnie w strone gier cashowych, także ze względu na propozycję kosmicznego rakebacku na pewnym pokerroomie. Jest jednak jeden problem - cała moja wiedza pokerowa dotyczy ICM, grania na bublu, czyli generalnie wszystkich rzeczy związanych ze specyfiką moich turniejów. W swoim życiu zagrałem z 20k rąk w grach cashowych i to dość dawno, do tego z połowę w Omahę =). Nie mam żadnego doświadczenia i prawie żadnej wiedzi na ten temat. Niby bankroll pozwala mi na spokojne granie NL50, ale wiedza już nie - z drugiej strony myśl, o kupie zmarnowanego czasu na nauce SnG, i o przyszłych godzinach męczenia NL5 czy NL10, aby "ograć" się w specyficznej grze 6-maxów (które właśnie chciałbym grindować), strasznie mnie zniechęcają. Przypomina mi się momentalnie mozolne granie turków za 1$, aby uskrobać tego rolla na 3$, potem sto lat skrobania na 3$... Wiążę z pokerem jakoś swoją przyszłość, na pewno nie jako główne źródło utrzymania, ale podejrzewam, że będzie on obecny w moim życiu jeszcze przez długi czas.
Tutaj rodzi się pytanie: jak zacząć?
:diamond:Czy spróbować swoich sił na wyższych limitach i po ewentualnym przegraniu kilku BI... no właśnie, co?
:diamond:Czy zacząć od NL5-NL10, rozegrać 50k rąk i jeśli da to dobre efekty spróbować swoich sił wyżej?
:diamond:Czy odpuścić Cash i zmusić się do grania nieprzyjemnego, ale dobrze poznanego SnG?
:diamond:I - przede wszystkim - jak zmotywować się do nauki?
Pozdrawiam