Od wczoraj jestem w szpitalu i już mam dosyć. Najchętniej uciekłbym stąd gdzie pieprz rośnie…. wszystko tylko nie leżenie w szpitalu. Niby jest ładnie, oddział odremontowany, sale nie są tragiczne (mam 3 osobową) ale sama atmosfera szpitala tak przytłacza, że robi się niedobrze. Ten wszechobecny smutek i przygnębienie. Fakt leżę na onkologii i raczej trudno o radosną atmosferę jak dookoła ludzie umierają.
Oczywiście temat rozmów jest w zasadzie tylko jeden….choroby, objawy. Od samego słuchania można się rozchorować. Dobrze, że jestem na chodzie i jeśli nie muszę to nie siedzę w sali bo bym chyba zwariował.
Niemniej jednak z zasłyszanych rozmów wyłania się tragiczny obraz naszej służby zdrowia. Jesteśmy lata świetlne za krajami zachodnimi no i z 30 lat za Rumunią jeśli idzie o poziom leczenia onkologicznego. Większość wynika z braku kasy. NFZ w zasadzie finansuje tylko podstawowe leczenie, praktycznie większość nowoczesnych leków nie wchodzi na listę leków refundowanych. Jak chcesz żyć to płać i najlepiej lecz się za granicą, a jak chcesz gamblować życiem to zdaj się na państwo i licz na cud. Normalnie szok….. mało kogo stać na wydatek rzędu 100k$+ , do tego wszystkiego dużo bardzo dobrych lekarzy, nie widząc w Polsce możliwości dalszego rozwoju no i kasy
wyjechało do pracy do zagranicznych renomowanych klinik. U nas zostali ci, którym nie przeszkadza marazm służby zdrowia i stosowanie „złotych standardów” leczenia proponowanych przez NFZ. „Złoty standard” to po prostu leczenie tym co państwo w swojej łaskawości refunduje.
Dobrze, że leżę w części diagnostycznej kliniki. Na „moim” piętrze jest też oddział chemioterapii stacjonarnej przez który niestety czasami trzeba przejść w drodze na badania. Nie jest to miły widok.
Tak się zastanawiam jak personel szpitala to wytrzymuje no ale pewnie
dla lekarzy i pielęgniarek wszystko, co się tutaj dzieje to jest chleb powszedni, omdlenia, ludzie których telepie, wymioty na łóżkach, odór moczu, kupy na łóżkach etc., dlatego pewnie nie zdają sobie sprawy, że dla przeciętnego pacjenta to, co tutaj widzi to jest zupełnie coś nowego i przerażającego.
Inną sprawą jest hm.. godność? Nie wiem jak to ująć inaczej. W każdym razie chodzi o to, że tutaj nie certolą się z tym, że podstawiają pacjentowi basen pod tyłek i musi on srać, tfu, oddać fekalia
w towarzystwie innych pacjentów. Nie pitolą się też z zakładaniem cewnika przy zamkniętych drzwiach, sprzątaczki wejdą np. w trakcie i zmienią worki ze śmieciami, a o obecności współtowarzyszy niedoli nie wspomnę. Można by wymieniać i wymieniać: lewatywa, opróżnianie cewnika przy gościach…
Sory za ponury wpis ale taki mam nastrój chujowy, że głowa mała. Badania wychodzą mi złe ale nadal nie wiedzą co mi jest, może maja podejrzenia ale mi się tym nie chwalą. Trzeba zrobić jeszcze parę badań, mówią a ja czuję się kurwa jak jakiś królik doświadczalny.
Nawet ładne pielęgniarki nie są w stanie zrekompensować pobytu tutaj ;). Jest taka Ania, lalunia…. Ale co z tego gdy kojarzy mi się ona z terminatorem. Szczególnie rano gdy wpada z „pistoletem” do mierzenia temperatury. Wiadomo, że jak wchodzi ładna kobieta to faceci (nawet ci bardzo chorzy) reagują. Zamiast spokojnie leżeć w łóżku i czekać na pomiar to każdy podnosi się na nim a wtedy Ania przystawia mu „pistolet” do głowy i po chwili która potrzeba jest na zmierzenie temperatury opadają na łóżko. Dla mnie wygląda to jak egzekucja :).
Czeka mnie jeszcze tomografia, ECPW czyli endoskopowa chola (coś tam, nie mogę tej nazwy zapamiętać) wsteczna i jeszcze jakieś badania ale nie pamiętam już jakie . Tomograf to pikuś ale to ECPW to podobno jest chujowe jak gastroskopia, jak nie gorsze :(. Wsadzają endoskop przez usta, gardło, żołądek i badają. Już mi niedobrze się robi na sama myśl. Niby dają znieczulenie ale niewiele to ponoć pomaga, jak uświadomili mnie moi współtowarzysze niedoli z sali.
Napisane przez filu1980
Andrzej, 9go listopada widzimy sie w Manufakturze na turnieju?
Jak stąd wyjdę i nie zwariuje