Skip to forum
Notifications
Clear all

[Spiny], PLO Zoom, SnG 18m, MTT, gra live, staking, Asia Trip

218 Posts
41 Users
5 Reactions
10.6 K Views
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Początki na PLO 25 w miarę udane:

Oszukują mnie tylko trochę na razie, ale do tej pory nie miałem zbyt dużych rozjazdów z EV i liczę, że uda się szybko pomarańczową linię dogonić :)

Gry nie było za dużo bo w sobotę w południe pojechaliśmy do znajomych na wesele. W niedzielę jeszcze było śniadanie, małe poprawiny więc w zasadzie cały weekend wyjęty

Dokładnie za tydzień wyjeżdżam na ponad dwa tygodnie na wakacje i chciałbym do tej pory tak z 15-20k rozdań zaliczyć. Najważniejsze, że gra mi się całkiem nieźle, na początku tylko trochę scary ale szybko przeszło

Poziom nieco wyższy i gra bardziej agresywna, ale liczba 'geniuszy' zbliżona - jako, że chyba głównie na nich zarabiam (licząc wg EV). Ciężko zresztą na nich nie zarabiać jeżeli zdarzają się mistrzowie 3-betujący otwarcie z UTG i callujący 4-beta z 3347r :)

Nie mogę się coś tylko do filmików zabrać - niezależnie od pory w których je oglądam po pięciu minutach ogarnia mnie natychmiastowa senność, często wręcz przy nich zasypiam :P Staram się za to trochę więcej czytać, szczególnie wątków na 2+2 i PLO from scratch, może taka ścieżka edukacji jest dla mnie lepiej dopasowana :)


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Ta gra jednak nie jest taka prosta :P Jak widać na wykresie na razie bawię się w rysowanie sinusoidy:

Będę musiał trochę nad tym przysiąść, ale to dopiero we wrześniu. Jutro wyjeżdżam na wakacje z dziewczyną - w planach tydzień odpoczynku na Phuketcie (plaża, nurkowanie), potem kilka dni w Kuala Lumpur (tutaj głównie imprezowanie ze starymi znajomymi) a na koniec wycieczka na Borneo (plaża, nurkowanie, trekking po dżungli)

Zdam pewnie relację po powrocie, na razie wracam do pakowania się bo wylot już jutro :)


Reply
Quote
Certh
Joined: 01.07.2008

Coś się Pan zapomina drogi Panie - gdzie są wpisy? :)

Czekam na obszerną (foto)relację z "dalekowschodnich" wakacji!


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Ostatnio w strasznym niedoczasie żyje - są widoki, że się to w przyszłym tygodniu zmieni to wtedy nadrobię zaległości :)

Update w kilku słowach - wakacje bardzo udane, po powrocie strasznie intensywny okres w pracy, pokerowo dostałem wpierdol na PLO25 więc wróciłem na PLO10, dosyć mocno i niepotrzebnie nadszarpnąłem rolla na MTT. Postaram się w przyszłym tygodniu rozwinąć :)


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Witam po długiej (zbyt długiej…) przerwie

Ostatni wpis był na chwilę przed wyjazdem na wakacje. Po powrocie chciałem napisać coś dłuższego, ale do takiego wpisu ciężej jest się zabrać no i tak zleciało…

Podsumowując wyjazd na wakacje – było niesamowicie, bardzo udany wyjazd. Bardzo wypocząłem, zanurzyłem się w zupełnie innym świecie z dala od pracy czy jakichkolwiek problemów. Miałem bardzo fajne poczucia życia zupełnie beztrosko, ciesząc się każdym nowym miejscem, podziwiając piękną przyrodę, próbując pysznego jedzenia, spędzając bardzo przyjemnie czas z dziewczyną. Potwierdziłem też na sobie ciekawostkę, którą gdzieś kiedyś przeczytałem – wakacje powinny trwać trzy tygodnie: w pierwszym się człowiek odzwyczaja od roboty, w drugim wypoczywa, a w trzecim już zaczyna tęsknić za powrotem do rzeczywistości. W pełni się to u mnie sprawdziło, tyle tylko, że faza odzwyczajania się trwała u mnie jakieś dwie godziny :P

Wylecieliśmy z Warszawy do Helsinek, tam dwie godziny czekania i lot do Bangkoku. Loty międzykontynentalne są bardzo wygodne – dużo miejsca na nogi, rozkładane fotele, posiłki, napoje, mini-komputerek w oparciu. Obejrzałem sobie najpierw jakiś walnięty film japoński, a potem wzięliśmy tabletki nasenne żeby trochę odpocząć i spałem praktycznie do samego Bangkoku. Dolecieliśmy o 7 rano lokalnego czasu i zaraz łapaliśmy samolot na Phuket. Tam już szybki lot i koło 11 byliśmy na miejscu, odebrał nas samochód z hotelu (przy okazji – nie polecam takiego rozwiązania, zawsze jest droższe a załatwienie taksówki na miejscu nie jest specjalnie trudne…), zawiózł na Patong Beach i do naszego hotelu. Pierwszego dnia głównie rozglądaliśmy się po okolicy, poszliśmy na plażę, coś zjeść, taka aklimatyzacja

Plaża w Patong:

Miejscówka ogólnie bardzo fajna. Mieliśmy jakieś pięć minut spacerkiem do bardzo ładnej plaży – długa, piaszczysta, kilka knajpek, leżaków etc. Atrakcje plażowe były dwie – jedna to sporty wodne. Oprócz standardowych skuterków wodnych, desek, „bananów” etc była jedna ciekawa rzecz – nie wiem jak się fachowo nazywa ale była opcja na przelot na spadochronie ciągniętym przez łódkę. Przyczepiali Cię do tego spadochronu, mocowali to liną do łódki, po czym koleś obsługujący to rozpędzał się z Tobą i jak spadochron zaczął się unosić wskakiwał na linki od spadochronu i zaczynał się lot. Łódka pływała wzdłuż wybrzeża i można sobie było przez parę minut polatać. Najciekawsze w tym było to, że człowiek asystujący latał w ogóle bez żadnego zabezpieczenia, trzymał się po prostu tych linek nogami i rękoma, trochę hardcore :) Drugą atrakcją były fale, które były bardzo silne, wysokie i przychodziły co chwila. Ciężko się przez to pływało, ale za to można się było bardzo fajnie bawić wskakując na nie, nurkując pod nimi, dając się unosić. Może nie brzmi to jakoś super ale ja bardzo lubię morze i takie beztroskie pluskanie sprawiało mi kupę radości :) Zrobiliśmy sobie dwa takie pełne dni na plaży, popijając do tego piwko, sok z kokosa, taka turystyczna egzotyka

Latanie na spadochronie:

Wieczorami chodziliśmy do tzw. miasta, czyli na kilka głównych ulic z knajpami, straganami. Główną atrakcją były tam jednak pokazy typu ping-pong show, kluby z tańczącymi panienkami i po prostu burdele. Jak się domyślacie na wakacjach z dziewczyną nic z tego mnie nie interesowało :P Było to zresztą podane w na tyle prostackiej formie, że dla trzeźwego człowieka nie było to specjalnie pociągające (jednak zakładam, że mając odpowiednią dawkę promili we krwi wszystkie laski stają się piękne a obskurne lokale wyglądają bardzo przytulnie). Myśleliśmy, czy by się na ping-pong show nie wybrać (na zasadzie poznania lokalnej atrakcji), ale wszystkie lokale, które widzieliśmy wyglądały dość tandetnie i nie byłem do końca pewien czy nie będzie czegoś w stylu „opłata za wyjście” (Kwas o tym kiedyś na swoim blogu pisał) więc w końcu stwierdziliśmy, że nie jest to warte ryzyka. Ogólnie na ulicach było mnóstwo ludzi zaganiający do czegoś – do restauracji, do klubu, do swojego straganu, do taksówki. Strasznie to męczące było, bo nie można było praktycznie nigdzie przejść. W jednym straganie mieli nawet koszulki z napisem „No, thank you” :D Udało nam się znaleźć jeden dość spokojny bar (prowadzony zresztą przez Australijczyka) w którym leciała fajna muzyka, można było do tego porozmawiać i był nad samym morzem. Co zastanawiające nad morzem było bardzo mało lokali, podejrzewam, że to przez to, że morze tam dosyć mocno wylewało na plażę w nocy, mają też przykre doświadczenia z tsunami.

Wielkim plusem pobytu w Tajlandii były doświadczenia kulinarne. Jedzenie jest tam po prostu pyszne, do tego bardzo tanie. Ja jestem głównie mięsożerny, więc zajadałem się głównie różnymi formami kurczaka – w curry, z tajską bazylią, z orzechami nerkowca, w innym curry, z pad thaiem. Moja dziewczyna z kolei jadła głównie owoce morza, których było tam mnóstwo – krewetki, kraby, homary, ryby. Wiele knajp miało oddzielne stoiska właśnie z owocami morza gdzie wszystko to było wystawione na lodzie, można sobie było nawet wybrać, które mają Ci zrobić. Niektóre z nich wyglądały dosyć strasznie i zastanawiam się jak ktoś to kiedyś zobaczył wychodzące z morza to zamiast pomyśleć „Potwór, ewakuujmy wioskę” pomyślał „Hmn, zjedzmy to, pewnie smakuje jak kurczak” :) Dużym plusem były również świeżo wyciskane soki, które były praktycznie wszędzie – szczególnym uznaniem darzyłem świeży sok z arbuza. Wszystkie te pyszności były do tego bardzo tanie – w knajpie nad brzegiem morza za obfity obiad dla dwóch osób płaciliśmy równowartość 20 zł. Do tego w przydrożnych straganach można było kupić świeżo owoce, od razu przygotowane do spożycia – dostawało się je w woreczku z dużą wykałaczką do jedzenia

Seafood:

Wybraliśmy się też na dwie wycieczki na okoliczne wysypy. Najpierw popłynęliśmy większym statkiem na tzw. James Bond Island (nazywana tak ponieważ kręcili tam „Men with the Golden Gun”). Sama podróż statkiem była całkiem fajna ze względu na widoki, wyspa też bardzo ładna, wracając zaliczyliśmy również wycieczkę kajakową. Kajakiem odpłynęliśmy ze statku (mieliśmy do tego przewodnika, który z nami płynął i wiosłował :)) i wpływaliśmy sobie w różne jaskinie czy koło wysp. Trafiliśmy na bardzo fajnego kolesia, który mega się starał żeby nam pokazać fajne rzeczy – ładne ujęcia do zdjęć, przejście mini podziemną rzeczką, miejsce wylęgu żab, do tego był bardzo pozytywny. Później wzięliśmy od niego kajak i sami sobie popływaliśmy, zwiedzając linie brzegową i mniej uczęszczane jaskinie. Następnego dnia popłynęliśmy taka trochę większą motorówką na wyspę Phi Phi, również zwiedzając po drodze mniejsze wyspy. Tutaj głownie chodziło nam o nurkowanie (technicznie snorkeling bo licencji na prawdziwe nurkowanie nie mieliśmy, ale nie lubię tego słowa więc będę pisać nurkowanie :)). Było to bardzo przyjemne, sporo ciekawych rzeczy można zobaczyć pod wodą, do tego same wyspy bardzo ładnie się prezentowały. Dobrze, że kupiliśmy przed wyjazdem etui na aparat do robienia zdjęć pod wodą – zaskakująco dobrze się sprawdziło i zdjęcia nawet wychodziły

James Bond Island:

Okoliczne wyspy (po bokach ślady po etui na aparacie):

Fishe: :)

Po tygodniu na Phuketcie nadszedł czas na wyjazd, przenosiliśmy się do Kuala Lumpur. Ale żeby nie robić zbyt długiego wpisu wrzucę to jutro bo widzę, że już się za bardzo rozpisałem :)


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Tak jak ostatnio pisałem czas na dokończenie relacji z wakacji

Z Phuketu mieliśmy samolot do Kuala Lumpur, stolicy Malezji. Chcieliśmy tam pojechać głównie ze względu na spotkanie ze znajomymi, których moja dziewczyna poznała podczas pobytu w KL na praktyce. Umówiliśmy się z nimi praktycznie od razu po przyjeździe pod centrum handlowym przy Petronas Towers. Było akurat jakieś święto więc było tam niesamowicie dużo ludzi, ciężko było się przecisnąć. W oczekiwaniu usiedliśmy sobie na schodkach, ale nie było to najlepszym pomysłem, ponieważ zaczęli się do nas dosiadać ludzi i… robili sobie z nami zdjęcia. Na początku jeden koleś, potem drugi, zaczęło się robić małe zamieszanie i sporo ludzi wokół nas przystanęło. Dosiadała się kolejna osoba i wtedy sporo osób wyciągnęło swoje telefony i też nas zaczęli fotografować. Dziwne to było strasznie więc się zmyliśmy stamtąd – jak się okazało z okazji święta to KL zjechało się sporo osób z okolic wiejskich dla których biały człowiek wciąż jest swego rodzaju atrakcją i stąd to zainteresowanie nami. W końcu udało nam się spotkać i poszliśmy na obiad do knajpy arabskiej. Jedzenie było bardzo dobre a po jedzeniu wzięliśmy sziszę. Bardzo lubię sobie popalać, przywiozłem nawet kiedyś z Egiptu swoją własną ale wtedy coś mi zaszkodziło, nie czułem się po tym najlepiej i zmyłem się do domu

Petronas Twin Towers:

Następnego dnia byliśmy umówieni na barbecue party. W Kuala Lumpur bardzo popularną formą mieszkania są kondominia – duże apartamentowce z basenem, siłownią, takie małe enklawy w mieście. Umówieni byliśmy właśnie nad basenem takiego kondominium, zrobiliśmy grilla, trochę popiliśmy (trochę, bo alkohol w Malezji jest strasznie drogi, duże piwo w sklepie kosztuje ok. 15 zł) i się chill-outowaliśmy w fajnym, międzynarodowym towarzystwie (dziewczyna z Iranu, Litwy, para ze Słowacji, Malezyjczyk, para czesko-chińska). Pochodziliśmy sobie też trochę po KL – trochę po 3 lata temu dosyć dokładnie to miasto zwiedziliśmy. Przez ten czas zdążyło się tu sporo zmienić, powstało wiele nowych budynków, miasto się bardzo szybko rozwija. Zobaczyliśmy kilka meczetów (obok jednego nawet mieliśmy hotel, imam budził codziennie swoim zawodzeniem :)), poszliśmy do bardzo fajnego parku Lake Gardens, do parku motyli i na plac Niepodległości z chyba największą flagą na świecie (swoją drogą flaga Malezji jest wyjątkowo ładna). Ciekawe były jeszcze śniadania w hotelu. Hotel znaleźliśmy przez jakiś portal w którym sprzedali nam nocleg ze śniadaniem (swoją drogą taniej niż sam nocleg o który się zapytaliśmy w hotelu – nocleg rezerwowaliśmy przez Internet przy recepcji hotelu, obsługa twierdziła, że oni nam takiej ceny dać nie mogą :P). Problem ze śniadaniem był tylko taki, że w hotelu nie było restauracji – w związku z czym dostaliśmy kupony śniadaniowe do okolicznych knajp hinduskich. W kuchni hinduskiej też bardzo zasmakowałem, szczególnie w ich różnych plackach fajnymi sosami, które jedliśmy na śniadanie (roti, naan, parantha, wszystko w różnych wydaniach – zwykłe, z masłem, z czosnkiem, z jajkiem). Taki placek plus świeży sok z pomarańczy to wydatek rzędu 4 zł tak więc opcja bardzo przystępna

Pałac sułtana:

W parku motyli:

Podstawa żywienia - roti:

Żeby nie siedzieć cały czas w mieście pojechaliśmy na dwa dni do Cameroon Highlands – obszar wyżynny parę godzin od KL, w którym skupia się duża część rolnictwa Malezji. Ze względu na panujący klimat na nizinach nic się uprawiać nie da (nawet z seksem ciężko, taka duchota :P) więc wszystko skupia się tam gdzie jest wyżej i chłodniej. Nie ma tam oczywiście pól uprawnych ze względu na nierówny teren, wszystko jest uprawiana na zboczach, na czymś w stylu tarasów. Główną atrakcją rejonu są właśnie plantacje. Na początek wybraliśmy się na farmę warzywną, zaraz przy niej był stragan gdzie można było kupić świeże warzywa. Bardzo fajnie smakuje kukurydza na surowo, chyba nawet lepsza od gotowanej. Później byliśmy na plantacji truskawek (jeden z symboli regionu, bardzo duże uprawy tutaj mają), która uprawiają nie na grządkach, ale w mini doniczkach, dzięki czemu więcej ich się mieści na ograniczonej powierzchni. Każda taka doniczka jest podłączona do systemu dystrybuującego wodę i środki odżywcze, natomiast w smaku nie są jakieś super, nie jestem specjalnym fanem, ale polskie chyba lepsze. Zaliczyliśmy jeszcze plantację kwiatów, kaktusów i sałaty – przyjemne do zobaczenia, ale znowu nie aż tak ciekawe. Wieczorem jako końcówkę wycieczki zabrali nas do knajpy, gdzie na kolację dostaliśmy tzw. steam boata. Jest to podgrzewany garnek z gorącą wodą i jakąś sałatą, a obok na talerzykach leży surowe mięso, surowe ryby, surowe krewetki. Do tego można dobrać makaron, jakieś sosy i z tego wszystkiego należy sobie zrobić samemu zupę. Wrzucaliśmy to wszystko do środka ale kiepsko nam to wyszło. Następnego dnia pojechaliśmy na super wycieczkę pokazującą lokalny przemysł herbaciany. W tych okolicach na początku XX wieku założyli plantację, która działa do dzisiaj i jest jednym z najbardziej znanych brandów w Malezji (BOH). Byliśmy na samej plantacji – całe wzgórza w krzewach herbacianych, po których można się było przejść, dotknąć, powąchać. Minęliśmy też ekipę zbieraczy, która zbierała listki z tych krzewów. Byliśmy też w starej fabryce pokazującej jak się kiedyś herbatę produkowało żeby na koniec zahaczyć o herbaciarnie gdzie podawali tę właśnie herbatę. Na herbacie się nie znam więc raczej nie potrafiłem docenić, ale doznania estetyczne z widoku tych plantacji były bardzo pozytywne :)

Krewetka do steam boata:

Plantacja herbaty:

Po powrocie do Kuala Lumpur zaliczyliśmy jeszcze jedną imprezkę poprzedzoną jedzeniem na czymś w stylu chińskiej ulicy gdzie stały porozstawiane stoły z ulicznych knajp chińskich. Poszliśmy tam na jedzenie i na piwko przed klubem, jedzenie standardowo bardzo dobre. Na imprezę poszliśmy do bardzo fajnego klubu hiszpańskiego – fajny wystrój, fajni ludzie, bardzo fajna muzyka, super się bawiliśmy. Jedyna wada to ponownie cena alkoholu gdzie jedno piwo kosztowało ponad 30 zł… Na zakończenie imprezy poszliśmy całą grupą na masaż stóp. Nie pamiętam kto to wymyślił, ale był to zdecydowanie najgorszy pomysł w historii pomysłów – masaż miał z założenia trwać godzinę, po 10 minutach wszyscy już i tak spali :)

Kolejnego dnia mieliśmy samolot do Kota Kinabalu w Malezyjskiej części Borneo, o czym znowu rozpiszę się w kolejnym odcinku :)


Reply
Quote
deltoos
Joined: 28.02.2008

Gdzie ten nastepny odcinek mistrzu? :)


Reply
Quote
WASU86
Joined: 07.12.2009

Jaki koszt takiej wyprawy ?


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Napisane przez deltoos
Gdzie ten nastepny odcinek mistrzu? :)

W pracy mam teraz zapierdol straszny i nie mam jak się zebrać... Ale w niedzielę powinienem znaleźć chwilę na napisanie :)

Napisane przez WASU86
Jaki koszt takiej wyprawy ?

Nas to wyniosło niecałe 20k. Nie było to żadne baller life, ale spaliśmy w przyzwoitych hotelach, nie przejmowaliśmy się za bardzo kosztami knajp, woziliśmy się taksówkami etc - takie wyluzowane podejście do wakacji. Można na pewno taniej, szczególnie, że dosyć późno kupiliśmy bilety lotnicze, które stanowiły połowę kosztów. Przy wcześniejszym bookowaniu na pewno można było trochę zaoszczędzić

Dla porównania - trzy lata temu spędziłem w Azji miesiąc, byliśmy w Bangkoku, Kuala Lumpur i na Filipinach i za takie wakacje ze wszystkimi przelotami zapłaciłem 6k :)


Reply
Quote
WASU86
Joined: 07.12.2009

a ile czasu tam byles?


Reply
Quote
MrM1lo
Joined: 10.01.2010

3 tyg. pisał przecież :)

edit:

przy okazji odkopałem :D Dawaj wpisy, bo ciekawe! :nh


Reply
Quote
BleakAmaranth
Joined: 23.12.2010

Nie wiem jak tu trafiłem, ale dobrze się czytało relację z tripa :D


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Witam ponownie, po ponad trzyletniej przerwie :)

Dla nowych osób krótko o tym co opisywałem na wcześniejszych 10 stronach bloga:

- początki z pokerem

- granie SnG 18 osobowych, głównie na stawkach 7$ i 15$

- okazjonalne sesje MTT

- granie live w warszawskich kasynach

- inwestycje stakingowe

- zabawa z PLO

W dużym uproszczeniu - zacząłem grać w poksa po tym kiedy znajomy przyniósł na imprezę żetony. Fishowałem potem we wszystko po trochu, aż znalazłem swoje miejsce na SnG 18 man. Bardzo dobrze szło mi na stawkach 7$, dość dobrze na 15$ i kiepsko na okazjonalnym shotowaniu 30$. Grałem tak regularnie przez jakiś rok, potem mnie SnG zaczęły nudzić i przestałem sobie radzić. Zacząłem grać okazjonalnie sesje MTT, początkowo z całkiem dobrymi wynikami (kilka shipów po parę k$). Kiedy zacząłem mieć mniej czasu na długie sesje zacząłem grać PLO na zoomie gdzie trochę wygrywałem na PLO 10 i byłem break-even na PLO 25. Dodatkowo sporo inwestowałem w dziale stakingowym (na początkach jego istnienia) gdzie pojawiało się wtedy sporo dobrych ofert MTT na których zarobiłem parę k$ i od czasu do czasu chodziłem na turnieje do Hiltona/Mariotta/Hayatta oraz zaliczyłem wypad na HESOPa do Wiednia (który skończyłem na final table :))

Przestałem blogować kiedy przestałem się poważniej zajmować pokerem. Wynikało to z braku czasu, głównie przez pracę i sprawy prywatne. Pracuję w dziale finansowym w korporacji, obecnie już na kierowniczym stanowisku, i zaczął mi się wtedy bardzo intensywny okres gdzie miałem dużo projektów, wyjazdów. Nawet jeżeli wychodziłem z biura po 8 godzinach to nie byłem wogóle w nastroju do grania w karty, szczególnie jakoś bardziej "profesjonalnie". Do tego zacząłem robić kwalifikację CIMA, gdzie miałem do zdania 16 egzaminów z finansów, rachunkowości i zarządzania i wolałem się skupić na tym, niż na grindzie (w mojej sytuacji życiowej zdecydowanie bardziej +EV). Oprócz tego zaręczyliśmy się z moją ówczesną dziewczyną, kupiliśmy razem mieszkanie (którego urządzenie pochłaniało bardzo dużo czasu) i nie do końca miałem miejsce na regularne granie

Pokerem w tym okresie interesowałem się bardziej hobbystycznie tzn. przeglądałem sobie newsy, czytałem jakieś blogi etc. Coś tam od czasu do czasu zagrałem - niestety zbyt często była ta mini sesja MTT (mini pod kątem ilości turniejów, niestety nie wpisowego...) na których poleciałem dosyć mocno. Do tego kilka wypłat i w rezultacie na pokerroomie zostało mi jakieś 100$

Parę miesięcy temu trochę się u mnie w życiu uspokoiło i zacząłem od czasu do czasu siadać do sesji. Zgodnie z modą zacząłem pogrywać sobie Spin&Go - coś więcej napiszę o tym w kolejnym wpisie, do końca roku szło to tak:

Bloga reaktywuję, ponieważ od nowego roku chciałbym zacząć regularnie ja grać. Jak na pierwszy raz już i tak sporo tekstu wyszło więc więcej o grze, przechodzeniu przez stawki i planach napiszę w następnych dniach :)


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Czas opisać coś więcej jak się na tych Spinach znalazłem - zacząłem je sobie pykać bo bardzo odpowiada mi tego typu format tzn. turniej (jakoś mi zawsze lepiej szło w turniejach niż na cashach), szybki (nie jestem teraz w stanie rozgrywać długich sesji) no i dreszczyk emocji przy losowaniu :) Do tego widziałem trochę na PS i 2+2 jakie ludzie zaczęli tam robić wynik i stwierdziłem, że też spróbuję

Zacząłem grać na 3$, na szczęście na początku przyżarło i leciałem mocno nad EV - zarówno pod kątem chipsów jak i trafianych mnożników. Tak to na wykresie wygląda:

Spoiler

Prawie 70 cEV na grę, w ~1.3k turniejów ponad 500$ do przodu, do tego akurat w tym okresie pojawiły się spiny promocyjne za 5$ i zacząłem próbować tam:

Spoiler

Tutaj już nie szło tak dobrze, ~63 cEV na grę, ale też dobrze trafiałem z mnożnikami (miliona nie trafiłem :P ale x4 i x6 całkiem sporo). Promocja się skończyła, minimum przyzwoitości czyli 100 BI na 7$ miałem więc zacząłem je shotować. Z paroma swingami ale na szczęście zaskoczyło i udało się już trochę na tym limicie zadomowić:

Spoiler

Początki były różne ale na koniec ubiegłego roku miałem ~75 cEV na grę, z mnożnikami co prawda trochę gorzej ale i tak nie ma na co narzekać. Do końca 2015 moje okazjonalne granie można podsumować tak:

Nie uczyłem się jakoś szczególnie tej odmiany tzn. gram głównie na wyczucie (klikanie guzików :P) i co widać po czerwonej linii na wykresie skupiam się na napierdalaniu :D Obejrzałem parę filmików Uczniaka i Zapolka, coś tam nawet zapamiętałem ale prawdziwą pracę nad nauką muszę właściwie dopiero zacząć. Na szczęście jest już jakaś tam próbka w bazie i trochę doświadczenia więc mam nadzieję, że pójdzie mi łatwiej

Plany na ten rok to przede wszystkim regularna gra, mocne zwiększenie volume i praca nad grą. Przede wszystkim chciałbym rozgrywać miesięcznie 1,100 spinów (czyli ilość pozwalającą na wyrobienie GoldStara). Z jednej strony nigdy jeszcze tyle nie zagrałem :P i może wygląda to trochę śmiesznie, ale z drugiej strony to wychodzi około 40h na miesiąc. Po tym jak odeszła mi część obowiązków czasowo powinno to być do zrobienia, mam tylko nadzieję, że starczy mi motywacji. Do tego część czasu poświęcona na naukę - dwa początkowe projekty to ułożenie sobie range'y startowych na podstawie filmików Uczniaka i analizy własnej bazy i praca nad grą HU na podstawie filmików z PS. Chciałbym to zrobić w tym i w następnym tygodniu i później już regularniej poznawać nowe koncepty, robić własne wyliczenia czy oglądać inne filmy ale to już będę sobie na bieżąco planować

Jak uda mi się skończyć pierwszą część z range'ami to wrzucę jakiś update z tego roku, a w międzyczasie życzę powodzenia na stolikach :)


Reply
Quote
tigerek73
Joined: 24.09.2007

Bardzo ładne wykresy i wynik.:f_thumbsup: Same wykresy trochę dziwne (nonSD). Twoje std pobicia na PF to nie chyba 2 i 2,5. Ponadto mocno walisz na postflopie, czy się jednak mylę?


Reply
Quote
arianik
Joined: 26.06.2008

No kogo to moje oczy widzą :) gratki :) odezwij się na na skype jak będziesz miał chwilkę - r.wronski


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Napisane przez tigerek73
Bardzo ładne wykresy i wynik.:f_thumbsup: Same wykresy trochę dziwne (nonSD). Twoje std pobicia na PF to nie chyba 2 i 2,5. Ponadto mocno walisz na postflopie, czy się jednak mylę?

Dzięki :) To nonSD z tego co widzę rzeczywiście jest mocno nietypowe w stosunku do innych wykresów, które ludzie wrzucają. Podbijam standardowo 2x, tylko z SB vs BB trochę więcej. Postflop staram się raczej agresywniej rozgrywać - wychodzę z założenia, że w tej grze częściej się nie ma układu niż ma więc trzeba betować żeby wygrywać :)


Reply
Quote
tigerek73
Joined: 24.09.2007

No cbet to podstawa, tylko chyba siłę ich masz zdecydowanie powyżej 60%. Bardzo często widzę graczy co walą cbet za pulę, sam teraz zacząłem grać bardzie agresywnie .


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Pierwsza faza projektu naukowego zakończona :) Obejrzałem trzy filmiki o grze z poszczególnych pozycji, wykonując przy tym ćwiczenia na własnej bazie i nanosząc to na tabelki w Excelu. Zrobiłem sobie z tego plik z menu i łączami do tabelek dotyczących danej pozycji i pograłem dwa dni tylko na dwóch stołach i sprawdzając na bieżąco poszczególne zagrania

Po tym już się wszystko w miarę utrwaliło i wróciłem do trzech stołów, mam tylko pliczek ciągle na boku i w razie wątpliwości sobie sprawdzam. Na razie tylko do 3 handed, w planach na najbliższe dni jest zrobienie tabelek dla typowych sytuacji HU

Gra na razie idzie dosyć dobrze:

Rozeganych 362 turnieje, cEV ponad 76 czyli wzrostowo ale ROI ujemne :f_rolleyes: Nie potrafię wygrać niczego w wyższych mnożnikach - trafiłem nawet cztery razy x10 (bez wygranej, odpadałem po liniach przeciwników typu limp/call z Q5 za 12bb :rage: ), tak to na razie wygląda:

Nic się na to niestety nie poradzi, można tylko kolejne gry odpalać :)


Reply
Quote
Ponyrider
Joined: 24.12.2010

Krótki wpis z okazji wygrania ostatnich dwóch x10 na 7$ :) Udało się tym samym podnieść ITM na tym mnożniku aż do 14 % :f_rolleyes:

Oprócz tego jedyną inną dobrą wiadomością jest volume - w tym miesiącu (korzystając z krótkiej przerwy w pracy) pykło już prawie 650 turków, czyli cel 1,100 w miesiącu powinno się udać przekroczyć. Wysiłki naukowe nie przekładają się niestety na wyniki - jak wcześniej wspominałem przerobiłem filmiki do gry pozycyjnej, porobiłem tabelki, potem przerobiłem wszystkie pozostałe filmiki na temat spinów z polskiego PS. W rezultacie ostatnie 300 gier jadę z 13 chEV na grę :f_mad:

Mam nadzieję, że to kwestia próbki - sam czuję, że moja gra się poprawiła, czuje się pewniej, mniej mam spotów gdzie nie wiem co mam robić. Do poprawy na pewno jest gra HU - w szczególności jak trafię na aggro-małpę to się gubię i tracę tak sporo żetonów. Mam nadzieję, że do następnego wpisu dobrych wieści będzie trochę więcej :)


Reply
Quote