Moze zaczne od tego, ze wlasciwie nie mam pojecia, dlaczego gram w pokera. Swoja przygode rozpoczelam pol roku temu, chcialam sobie cos udowodnic, co pokazuje pierwszy leak w moim mindsecie. Podchodze do gry ambicjonalnie. Pierwsze miesiace to byla zabawa na najnizszych stawkach i proba zrozumienia podstawowych zasad gry. Juz od poczatku pojawil sie problem z tiltem i blednym nastawieniem na zyski. Pozniej krotki romans z sng, by wrocic do NLHE.
Dlaczego zalozylam ten watek? Pogubilam sie calkowicie.. Gra przestala sprawiac mi radosc, zasiadam do stolika jedynie sztucznie zmotywowana przez zaklady z innymi graczami. Od razu zaznacze, ze nie gram dla pieniedzy a $ z rolla nauczylam traktowac sie jak chipsy.
Z moich analiz i wykresow wynika, ze przy dobrym poziomie skupienia jestem w stanie grac niezlego pokera. Jednak skupienie pojawia sie tylko na moment, po czym zastepowane jest tiltem i ogolnym zniecheceniem do gry. Potrafilam w dosc krotkim okresie "przysiasc" sie do gry i nauki i praktycznie podwoic bankroll tylko po to, by w ciagu 3 dni oddac wszystkie zyski w napadzie tiltu.
Do czego zmierzam. Z roznych zrodel docieraja do mnie sprzeczne informacje dotyczace wyznaczania sobie celow w pokerze. Niektorzy twierdza, ze nie ma to sensu, gdyz poker jest gra w czesci losowa, inni znowu uwazaja, ze jest to swietny sposob na dodatkowe zmobilizowanie sie.
Chcialam zapytac gdzie tkwi zloty srodek. Czy wyznaczanie sobie celow i stawianie przed soba wyzwan ma wedlug Was sens?
P.S. Ten watek zalozylam, by w momentach, gdy czuje ze powinnam juz odejsc od stolikow miec miejsce do wpisania swoich ogolnych przemyslen i zapytan dotyczacych mindsetu. Dlatego tez moze byc on dosc chaotyczny, za co z gory przepraszam

