Witam, do tej pory śmiałem się z większości tematów typu rigged soft itp. Sam jednak zaczynam na własnej skórze odczuwać skutki wariancji i jest mi z tym coraz gorzej. Sporo siedzę w dziale mindsetowym, ponieważ kiedyś miałem z tym spore problemy i dzięki wartościowym postom (m.in. Twoim Leszku) pojedyncze rozdania w ogóle mnie nie ruszają, czasem się tylko uśmiechnę jak widzę że koleś znowu łapie two outera na river.
Tym razem jednak dopadła mnie seria. Obecnie znajduję się 15BI pod linią EV, do tego sporo było rozdań gdzie koleś kompletował na river seta, callując 2 barrele z trzecią parą i dopiero na river się stackował, a to do wykresy all in EV się nie wlicza. Oczywiście zdaję sobie sprawę że to wariancja, nawet nie ma we mnie złości, wiem że prędzej czy później to się odwróci i wyjdę na swoje. To co mi doskwiera nazwałbym bardziej jakimś uczuciem bezradności, może zdumieniem że jednak takie rzeczy dzieją się na prawdę (w ciągu jednej sesji udało mi się 4 razy przegrać wyższą parę na niższą all in pre flop z ludźmi grającymi 30/10 full ring... Jako że gram rusha, na samym wejściu pomyślałem sobie że swingi będą większe jeśli chodzi o BB/h ponieważ gram znacznie więcej rąk, jednak nie spodziewałem się aż takiego.
Jest to jak do tej pory mój największy swing względem lini EV jak i chyba w ogóle, jeśli chodzi o tak mały okres czasu (jakieś 10-15k rąk).
Jak mówię, nie ma we mnie frustracji, jest pewnego rodzaju bezsilność i dekoncentracja, która oddala mnie od a-game. Np jak widzę że stackuje się KK vs JJ to z uśmiechem na twarzy wyobrażam sobie J na river. I co? Oczywiście spada J na river
W pewnym sensie jest to nawet zabawne, jednak czuję że z każdym takim bad beatem moja odporność spada i zaczynam grać coraz gorzej.
Co zrobić żeby utrzymywać swoje a-game? Jak odejść od tego sposobu myślenia który przedstawiłem powyżej? Wydaje mi się że 1, może 2 sesje na plus poprawiłyby mi pewność siebie i było by lepiej, jednak aby tak było trzeba utrzymywać swoje a-game zamiast przejmować się 10 sesją z rzędu na minus :).
Leszku, pomocy :D!