jak sobie radzić z poczuciem osamotnienia i z lękiem przed przyszłością?
[...]
Przestać zatruwać skrypt wydarzeniami z przeszłości.
Stań na nogi, żyj dniem dzisiejszym, przestań myśleć o przeszłości*.
Przeszłość już nie istnieje, przyszłości nie znasz, ale możesz się nią zaopiekować teraz.
Spoglądaj na horyzont, a nie za siebie.
Chyba, że chcesz do końca życia wierzyć w historie, która tak naprawde nie istnieje.
[...]
*przestań żyć przeszłością.
Napisane przez damianpat
jak sobie radzić z poczuciem osamotnienia i z lękiem przed przyszłością?
Temat rzeka albo i nawet ocean. Choć sam przechodziłem przez to wiele razy to jednak myślę, że daleko mi do bycia ekspertem w dziedzinie radzenia sobie z rozstaniami.
Przede wszystkim zacznijmy od tego z kim się rozstałeś? Jeśli uważasz, że z dziewczyną to przeczytaj to jeszcze raz. Z kim tak naprawdę się rozstałeś? Nie rozstajesz się z dziewczyną, ale z jakąś częścią samego siebie, którą ona Ci dawała. Mogłeś rozstać się ze swoim poczuciem bezpieczeństwa (na co by wskazywał lęk przed przyszłością), mogłeś rozstać się z akceptacją samego siebie (dlatego pojawiła się samotność). Jak to zrozumiesz to już spory krok do przodu, bo zrozumiesz, że utraciłeś nie to czego nie możesz odzyskać (kobieta) ale wartości, które możesz odzyskać i odnaleźć w sobie np. bezpieczeństwo i akceptację.
Druga sprawa to fakt, że przeszłość już minęła i nie masz na nią wpływu, ale masz wpływu na to jak będziesz ją postrzegał. Doceń ten wspaniały czas i wszystkie cudowne chwile jakie z nią spędziłeś. Doceń, że miałeś możliwość bycia cudownym związku i idź dalej przez życie.
Nasze związki z innymi ludźmi transformują i zmieniają się przez całe życie. Jedni ludzie odchodzą z naszego życia, inni do niego przychodzą - zaakceptuj to, że tak jest i pozbieraj się jak najszybciej. To jeden z 3 problemów na których nie mam żadnej magicznej techniki. Po prostu najważniejsze jest to, żebyś pozbierał się jak najszybciej i żył dalej.
Jeszcze co do lęku przed przyszłością, wiem, że nie zawsze jest to ławe ale nie opieraj swojego poczucia bezpieczeństwa tylko i wyłącznie o drugą osobę, bo jak skończy się związek to Twoja poczucie bezpieczeństwa idzie się rypać. Ufaj w siebie i w to, że cokolwiek się nie stanie to DamianPat sobie ze wszystkim poradzi
Napisane przez lechrumski
Napisane przez damianpat
jak sobie radzić z poczuciem osamotnienia i z lękiem przed przyszłością?Temat rzeka albo i nawet ocean. Choć sam przechodziłem przez to wiele razy to jednak myślę, że daleko mi do bycia ekspertem w dziedzinie radzenia sobie z rozstaniami.
Przede wszystkim zacznijmy od tego z kim się rozstałeś? Jeśli uważasz, że z dziewczyną to przeczytaj to jeszcze raz. Z kim tak naprawdę się rozstałeś? Nie rozstajesz się z dziewczyną, ale z jakąś częścią samego siebie, którą ona Ci dawała. Mogłeś rozstać się ze swoim poczuciem bezpieczeństwa (na co by wskazywał lęk przed przyszłością), mogłeś rozstać się z akceptacją samego siebie (dlatego pojawiła się samotność). Jak to zrozumiesz to już spory krok do przodu, bo zrozumiesz, że utraciłeś nie to czego nie możesz odzyskać (kobieta) ale wartości, które możesz odzyskać i odnaleźć w sobie np. bezpieczeństwo i akceptację.Druga sprawa to fakt, że przeszłość już minęła i nie masz na nią wpływu, ale masz wpływu na to jak będziesz ją postrzegał. Doceń ten wspaniały czas i wszystkie cudowne chwile jakie z nią spędziłeś. Doceń, że miałeś możliwość bycia cudownym związku i idź dalej przez życie.
Nasze związki z innymi ludźmi transformują i zmieniają się przez całe życie. Jedni ludzie odchodzą z naszego życia, inni do niego przychodzą - zaakceptuj to, że tak jest i pozbieraj się jak najszybciej. To jeden z 3 problemów na których nie mam żadnej magicznej techniki. Po prostu najważniejsze jest to, żebyś pozbierał się jak najszybciej i żył dalej.
Jeszcze co do lęku przed przyszłością, wiem, że nie zawsze jest to ławe ale nie opieraj swojego poczucia bezpieczeństwa tylko i wyłącznie o drugą osobę, bo jak skończy się związek to Twoja poczucie bezpieczeństwa idzie się rypać. Ufaj w siebie i w to, że cokolwiek się nie stanie to DamianPat sobie ze wszystkim poradzi
![]()
to ja z nią w zasadzie zerwałem, tzn niby wspólnie, ale bardziej chyba ja i właśnie w tym rzecz, że jeśli przeproszę i będę błagał, to może pozwoli mi do siebie wrócić
wydawało mi się, że tak będzie lepiej, a teraz mam wątpliwości i nie wiem czy dobrze zrobiłem i nie wiedziałem, że będzie tak ciężko
dziekuje ci damian, sam nigdy bym sie nie zdobyl na zalozenie tego tematu. ty jednak masz w sobie sile. mysle ze ta sila pozwoli ci przebrnac przez mnogosc wirow i zakretow w twoim zyciu bys wkrotce znow wyplynal na spokojniejsze wody. pokladaj ufnosc w Panu i sluchaj rad osob z twojego najblizszego otoczenia gdyz one czesto potrafia trafniej ocenic nasz stan i celnie doradzic w zaistnialej sytuacji, spogladajac chlodnym okiem obserwatora.
trzymaj sie i wracaj do stanu rownowagi.
Być od kogoś zależnym psychicznie, być od kogoś zależnym emocjonalnie - co to ze sobą niesie? Oznacza to, że moje szczęście zależne jest od innej istoty ludzkiej. Pomyślcie o tym. Jeśli tak jest, to następnie, bez względu na to czy sobie uświadamiacie to, czy nie, żądacie od innych, by jakoś przyczynili się do waszego szczęścia. A wówczas pojawia się następny krok: strach. Strach przed utratą, strach przed alienacją, strach przed odrzuceniem i wzajemną kontrolą. Miłość doskonała wyklucza lęk. Tam, gdzie jest miłość, nie ma miejsca na żądania, na oczekiwania, nie ma zależności.
Nie żądam, abyś uczynił mnie szczęśliwym; moje szczęście nie jest zależne od ciebie. Jeśli mnie opuścisz, nie będę rozczulał się nad sobą; twoje towarzystwo sprawia mi wielką radość ale nie mogę zatrzymywać cię kurczowo dla siebie. Cieszę się bez potrzeby zawłaszczania tego, co sprawia mi radość. To, co naprawdę mnie cieszy, to nie ty; to coś większego niż ty i ja. To coś - jak odkryłem - jest podobne do symfonii, jest osobliwym rodzajem orkiestry grającej jakąś melodie w twojej obecności, ale kiedy odejdziesz, orkiestra grać nie przestanie. Gdy spotkam kogoś innego, gra ona inną melodię, równie zachwycającą. A kiedy jestem sam, orkiestra gra nadal. Jej repertuar jest olbrzymi, nigdy grać nie przestaje.
Anthony de Mello
Napisane przez lechrumski
Nie rozstajesz się z dziewczyną, ale z jakąś częścią samego siebie, którą ona Ci dawała. Mogłeś rozstać się ze swoim poczuciem bezpieczeństwa (na co by wskazywał lęk przed przyszłością), mogłeś rozstać się z akceptacją samego siebie (dlatego pojawiła się samotność). Jak to zrozumiesz to już spory krok do przodu, bo zrozumiesz, że utraciłeś nie to czego nie możesz odzyskać (kobieta) ale wartości, które możesz odzyskać i odnaleźć w sobie np. bezpieczeństwo i akceptację.
a co jeśli kobieta jest/była synonimem szczęścia? mam tu na myśli, że samo przebywania z tą osobą, każde jej spojrzenie, słowo, uśmiech są/były dla nas radością, źródłem tego specyficznego ciepła, które tak bardzo lubimy i które tak uzależnia. jakie jak sobie poradzić z taką stratą?
przewidując odpowiedź "znajdź inne źródło tego ciepła" pytam: jak uniknąć porównań, zamknięcia się w czyimś świecie i szukania substytutu? przecież nie da się osiągnąć pełnego szczęścia, jeśli będzie jakieś "ale", coś czego będzie brakować nowemu źródłu, a które było elementem poprzedniego.
nawet jeśli zbuduję obraz, w którym jestem szczęśliwy w następnym związku i jakoś to przysłoni poprzednią partnerkę to obawiam się, że różnice in minus za każdym razem będą odsłaniać to, co siedzi nadal głęboko w środku... i to będzie ciągła walka z sobą i oszukiwanie się.
jak pozbyć się żalu po stracie, który pozostanie? w ogóle można go się pozbyć, czy trzeba go zaakceptować? czy akceptując go automatycznie nie uczynię swego życia bardziej szarego?
dziś wzięło mnie na filozofowanie
Napisane przez Nomedes
dziekuje ci damian, sam nigdy bym sie nie zdobyl na zalozenie tego tematu. ty jednak masz w sobie sile. mysle ze ta sila pozwoli ci przebrnac przez mnogosc wirow i zakretow w twoim zyciu bys wkrotce znow wyplynal na spokojniejsze wody. pokladaj ufnosc w Panu i sluchaj rad osob z twojego najblizszego otoczenia gdyz one czesto potrafia trafniej ocenic nasz stan i celnie doradzic w zaistnialej sytuacji, spogladajac chlodnym okiem obserwatora.trzymaj sie i wracaj do stanu rownowagi.
albo ten post jest albo bardzo szczery, albo bardzo ironiczny ![]()
tak czy owak dziękuję
Napisane przez damianpat
to ja z nią w zasadzie zerwałem, tzn niby wspólnie, ale bardziej chyba ja i właśnie w tym rzecz, że jeśli przeproszę i będę błagał, to może pozwoli mi do siebie wrócić
wydawało mi się, że tak będzie lepiej, a teraz mam wątpliwości i nie wiem czy dobrze zrobiłem i nie wiedziałem, że będzie tak ciężko
Czyli jasne co się stało. Nie jest tak, że wybrała innego, a Ciebie z bólem serca musiała odstawić, bo obydwoje jej się podobacie no ale on miał więcej szczęścia, jemu się trafiło, dwóch na raz mieć nie może i dla kogoś musi krzesła zabraknąć i padło na Ciebie. Ona po prostu straciła zainteresowanie Tobą i poszła szukać "prawdziwego mężczyzny".
"Prawdziwy mężczyzna", jest tu słowem kluczowym, gdyż przewija się jak mantra w rozmowach kobiet co do ich wymagań w stosunku do facetów. Niezależnie od kultury, miejsca i czasu. Jest to pojęcie o tyle wieloznaczne dla zdecydowanej większości mężczyzn, o ile jest całkowicie jednoznaczne dla wszystkich zdrowych na umyśle kobiet na świecie. Jest to pojęcie bardzo łatwe w rozumieniu, co bardzo trudne wytłumaczeniu. Jaki dowód na to że jest prawdziwe?
Otóż kobiety mimo, że nie potrafią podać definicji tego pojęcia, to zapytane co do tego jak w pewnej sytuacji powinien się zachować "prawdziwy mężczyzna", to są niesamowicie jednogłośne w swoich wymaganiach. Tak, nawet jeśli się je zapytasz coś durnego, typu czy prawdziwy mężczyzna powinien nosić tylko dżinsy, wszystkie Ci jednoznacznie odpowiedzą, że noszenie dżinsów nie ma z tym nic wspólnego.
Otóż wczoraj obejrzałem filmik z coachingu lechmurskiego i z pojęć, które tam usłyszałem mogę Cię z góry zapewnić ( choć nie miałem czasu zapytać żadnej kobiety), że wszystkie Ci jednoznacznie powiedzą, że "prawdziwy mężczyzna" ma silny autorytet wewnętrzny, a ktoś od kogo bije autorytetem zewnętrznym nie będzie w oczach kobiet "prawdziwym mężczyzną".
Również "prawdziwy mężczyzna" potrafi uwieść kobietę, która mu się podoba a nie przylepia się do niej na siłę, czy gra na to, żeby z nim była przez litość. "Prawdziwy mężczyzna" daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa, nie potrzebuje kobiety, żeby była jego mamusią i żeby czuł się przy niej bezpiecznie.
Dobra wiadomość jest taka, że żeby być "prawdziwym mężczyzną" nie musisz ani wyciskać 150kg na klatę, ani mieć BMW 750 i miliona na koncie. Nie jest związana ani z Twoim gustem, poglądami, stylem bycia, hobby, zawodem, pochodzeniem, upodobaniami i ambicjami. Różnica jest tylko psychologiczna i dotyczy pewnych bardzo atawistycznych aspektów kobiecej psychologii. Jeśli istnieje jakiś problem to istnieje on tylko w Twojej głowie, a Twoje problemy z kobietami są tylko zewnętrznym tego odzwierciedleniem.
Podsumowując dodam, że sam siebie nie uważam za orła i nie staram się pierdzieć grubiej niż zjadłem, ale tyle ile rozumiem staram się poradzić.
a co jeśli kobieta jest/była synonimem szczęścia? mam tu na myśli, że samo przebywania z tą osobą, każde jej spojrzenie, słowo, uśmiech są/były dla nas radością, źródłem tego specyficznego ciepła, które tak bardzo lubimy i które tak uzależnia. jakie jak sobie poradzić z taką stratą? przewidując odpowiedź "znajdź inne źródło tego ciepła" pytam: jak uniknąć porównań, zamknięcia się w czyimś świecie i szukania substytutu? przecież nie da się osiągnąć pełnego szczęścia, jeśli będzie jakieś "ale", coś czego będzie brakować nowemu źródłu, a które było elementem poprzedniego. nawet jeśli zbuduję obraz, w którym jestem szczęśliwy w następnym związku i jakoś to przysłoni poprzednią partnerkę to obawiam się, że różnice in minus za każdym razem będą odsłaniać to, co siedzi nadal głęboko w środku... i to będzie ciągła walka z sobą i oszukiwanie się. jak pozbyć się żalu po stracie, który pozostanie? w ogóle można go się pozbyć, czy trzeba go zaakceptować? czy akceptując go automatycznie nie uczynię swego życia bardziej szarego? dziś wzięło mnie na filozofowanie
Ja mam troche inne przekonanie na temat zwiazkow. Uwazam ze szczescie zaczyna sie wewnatrz Ciebie. Jesli 2 osoby sa szczesliwe same z soba to wspolnie beda w stanie tworzyc jeszcze wspanialszy zwiazek. Uwazam ze zaczynasz od milosci do samego siebie a potem jest milosc do drugiej osoby. Zaczynasz od akceptacji i pokochania samego siebie.
Tak jak pisalem w kwestii tych tematow naprawde nie czuje sie ekspertem. Staramy sie tutaj logicznie odpisac na problemy pochodzace z energii serca co nie jest najlepszym pomyslem.
to ja z nią w zasadzie zerwałem, tzn niby wspólnie, ale bardziej chyba ja i właśnie w tym rzecz, że jeśli przeproszę i będę błagał, to może pozwoli mi do siebie wrócić wydawało mi się, że tak będzie lepiej, a teraz mam wątpliwości i nie wiem czy dobrze zrobiłem i nie wiedziałem, że będzie tak ciężko
Damian powiedz szczerze czy chcesz zeby ktos przeczytawszy 2 zdania ktore naskrobales, nie znajac calej historii zwiazku, sytuacji itd. "doradzil" Ci co masz zrobic? Czy jestes pewien ze ktos w tej sytuacji jest w stanie doradzic Ci najlepsza decyzje? Czy w ogole mozna tu mowic o najlepszej decyzji? I jakie kryteria sa dla Ciebie najwazniejsze logiczne czy emocjonalne?
Z mojej perspektywy jedyne co moge doradzic to zastanow sie dlaczego z nia byles i jakie byly ku temu powody. Patrzac w przeszlosc wydaje mi sie ze nie ze wszystkimi dziewczynami bylem z powodu milosci: jedna super o mnie dbala i dawala mi komfort i wygode, jedna dawala mi podziw, inna uznanie u znajomych ze wzgledu na urode itd i w koncu dziewczyna z ktora jestem ze wzgledu na uczucie. Co ciekawe bylo to mozliwe dopiero kiedy pozbylem sie potrzeby bycia podziwianym czy akceptowanym przez innych. Badz ze soba szczery, tu na forum nie musisz tego pisac ale pomysl szczerze dlaczego z nia byles czy aby na pewno ze wzgledu na milosc i uczucie czy tez ze wzgledu na to ze np dawala Ci poczucie bezpieczenstwa ktorego nie masz sam w sobie. To powinno Cie poprowadzic w jakims innym kierunku niz to co robisz obecnie
dzięki za wszystko, nie nie potrzebuje rady odnośnie tego co mam zrobić, to oczywiste, nie jestem głupi, raczej, żeby ktoś powiedział, mi, że po podjęciu trudnej decyzji wątpliwości są normalne, że człowiek nigdy nie jest do końca pewien swoich wyborów, zwłaszcza jeśli dziewczyna jest naprawdę wspaniała i mamy obawy, że nigdy nie znajdziemy kogoś mającego tyle pozytywnych cech.
nie chcę pisać więcej, bo szanuję swoją i jej prywatność i nie sądzę, żeby wypadało więcej, stąd też dwa zdania.
pozdro
Życzę wytrwałości
Tak jak pisał ktoś wyżej , staraj się znaleźć też dobre strony tego ( chociaż akurat teraz o to ciężko ) . Ja sam przez to przechodziłem , rozstałem się z dziewczyną po 3 latach związku , nagle i nie z mojej inicjatywy. Było ciężko ale teraz , po dłuższym czasie widzę że jednak dobrze że tak się stało. To na pewno ciężkie w tym momencie ale staraj się tego nie rozpamiętywać , tylko patrzeć przed siebie .
Powodzenia