Witam.
Cofnijmy się trochę w przeszłość. Miałem już tutaj chyba dwa blogi, ale ten będzie ostatnim, jeśli tym razem nie wypali, zmieniam branże, dealera i rozstaje się z NLHE. Początki były różne, ale można powiedzieć, że nieprzerwanie gram z 4-5mscy. Oczywiście z wynikiem BE. Zaczynałem z rollem od PS, pojawiały się wahania nastrojów, runner, runner, dzwon i żegnaj fortuno. Był już moment z 3$, na szczęście udało się odbić prawie od samego dna i dobrze wiem jak smakuje piasek w głębinach oceanu.
Wracając do sedna sprawy, aktualnie znajduję się w kraju w którym granie w poker jest kwestią nie do końca rozwiązaną. Zostałem więc zmuszony do przeniesienia się na room zwany pszemek'poker, który pozwala graczom z tego jakże dziwnego, wielkiego i niezwykle zróżnicowanego kraju, grać na micro-stawkach. Co więcej daje całkiem fajny flat rakeback, a jak już się jest sprzedajną dziwką wyrabiającą rake w granicach kilku tysięcy dolarów można dorobić się nawet RB w wysokości 113%, trzeba być tylko cwanym i przebiegłym, a będą Ci płacić za to że grasz na ich roomie. Przeciętny pożeracz gum orbit, może dostać tutaj coś w granicach 60%, co i tak jest całkiem przyjemnie jak na krzak poker.
Oczywiście jak to pszemek'poker z dużym RB ma do siebie, jest tutaj masa murów, których nawet koparą nie rozwalisz, ale zawsze możesz cichcem kraść im duże jak i małe ciemne. Soft jest całkiem przyjemny, ale jednak PokerStars czy zniesławiony FTP zawsze pozostanie bożym bożyszczem w tej dziedzinie.
Moje cele i pragnienia są oczywiste. Chciałbym zostać multimilionerem. Po chwili zastanowienia stwierdzam jednak, że nie jest to prawdą. Pieniądze szczęścia nie dają, ja po prostu lubię się rozwijać, a poker daję taką możliwość. Co nie zmienia faktu, że nie jestem result oriented, tak przyznaję się, jestem uzależniony od patrzenia w cashiera. Potrafię się powstrzymać na jedną, maksymalnie dwie sesje, ale w długim okresie czasu, jakim są trzy sesje 30 minutowe, nie jestem w stanie zapanować nad swoimi emocjami, i zaczynam myśleć kroczem a nie głową.
W tym tygodniu, niestety bądź stety wybieram się do krainy imprez i wypoczynku, w celu nie doświadczania tych przyjemności. Ale może przynajmniej zobaczę jak wygląda James Crockett lub chociaż Ricardo Tubbs. Wtajemniczeni będą wiedzieli gdzie się wybieram. Do końca tego miesiąca zostało około 10dni, w ciągu tych dziesięciu jakże krótkich dni, chciałbym wyrobić niewyobrażalne 10 tysięcy rozdań. Raczej, jest to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że moje sesje powyżej godziny kończą się tragicznie.
Tak wygląda mój początek powrotów w nieznaną krainę, kart i niespodziewanych bad beatów, zwaną pokerem.

Jestem bardzo zadowolony z redline, niestety zdecydowanie gorzej mi idzie z blue. Co za tym idzie zielona kreska milowa, jest hu***.
Plan na dziś:
Obejżeć, jakże zaskakującą i nowatorską produkcję muckinfelli crushing microstakes 2. I rozegrać jeszcze jedną sesje - około 500-900 rozdań, koło 1h sesji.
Tutaj potwierdzenie, mojego słabego samopoczucia przy sesjach dłuższych. Może to winna tej kanapy po 1h: "my back is killin me!"

Dodatkowo prośba, jak widzicie mam status bronze, i chciałbym się dowiedzieć co polecacie za produkcje, co oglądać, co przeczytać a czym sobie tylko odbyt podetrzeć.




