Blogów prowadziłem już parę. Takich syrjusli to trzy. Pierwszy sam skasowałem będąc moderatorem. Żałuję do dzisiaj, że zamiast przenieść do kosza wysłałem go w kosmos. Był największy, masa treści najwięcej zmian w mindsecie, w grze, w życiu. Szkoda, ale było minęło. Drugim był koniec autopilota, który pomimo ogromu treści był znacznie mniejszy od pierwszego. Był takim blogiem przejściowym. Grałem w poksa, ale walczyłem ze swoim nieogarnięciem. Symbolicznym zamknięciem go zamknąłem swój okres życiowego szamotania się w poszukiwaniu szczęścia. Znalazłem je. Znalazłem je i miałem go tyle, że chciałem się nim dzielić z każdym jak popadnie. Założyłem następnego bloga. PYSZneŻYCIE w którym chciałem dawać ludziom szczęście. Kto zdążył to wziął. Kto nie to szkoda, bo już mi przeszło.
Sytuacja się ustabilizowała dzięki dość pechowemu wypadkowi jaki miałem. Nie ogarniałem wtedy ostro, ale jak już doszedłem do siebie to dotarło do mnie, że szkoda czasu na zbawianie świata. Nie jestem niezniszczalny, a to co dostałem od losu powinienem zachować dla siebie, a nie rozdawać niczym ulotki na przejściu dla pieszych. Czasem ktoś wziął, przeczytał i było mu miło. Jak widziałem uśmiech na jego twarzy, to też mi było miło i tak powielałem sobie to "szczęście"
W momencie jak ktoś wziął, podarł, rzucił, opluł, nasrał i poszedł sobie z uśmiechem na twarzy, to dotarło do mnie, że chyba mnie pojebało.
Moje życie moja sprawa moje zabawki i nie powinienem wciskać "recepty na szczęście" każdemu, bo po pierwsze to co jest dobre dla mnie nie jest dobre dla wszystkich, a i jeszcze jak pojawiają się jakieś pretensje...
Okres zbawiania mam już za sobą. Teraz skupiam się na sobie.
Miałem dzisiaj pierwszy dzień wolny od prawie miesiąca. Jak tylko wstałem, to nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Może film, może zmarnuje kilka godzin na przeglądanie internetu... może... kurde na co ja właściwie mam ochotę.... Czego dawno nie robiłem... hmmmm no niech będzie film

Wybór padł na Expendables 2 Jedynka przypadła mi do gustu, bo była jedna wielka rozpierducha. Dwójka zaczyna się od OGROMNEJ rozpierduchy, a potem jest jeszcze większa rozpierducha, czyli jest utrzymany poziom ![]()
Gra aktorska ssie, scenariusz? to sie kupy nie trzyma, "śmieszne teksty"... ale akcja, wybuchy, akcja i wybuchy i jeszcze więcej wybuchów i akcji trzyma oczy przy ekranie. Jest git.
Oglądając go miałem banana na ryju, bo ilość ofiar, wybuchów i sypiącego się gruzu była aż do przesady przesadzona. Czyli tak jak lubię
Przypomniały mi się czasy jak grałem w Medala. Mieliśmy swój team i swoją specyficzną strategię:
"Strategia? Jaka strategia? Wchodzimy i rozpierdalamy wszystkich jak leci"
Skuteczna.
Po filmie miałem ciężką rozkminę co zrobić dalej ze swoim wolnym czasem.
Postanowiłem już podczas mojego poprzedniego czelendżu, że wchodzę w omahę z butami. Chciałem uwolnić tylko kasę z FTP i z overrollem zacząć uczyć się tej przepięknej gry od mikrolimitów.
Złapałem się też na tym, że pisanie na forum dawało mi sporo frajdy. W wątku czelendżowym zrobił się prawie bardziej blog, niż railing. Lubię pisać i potrzebuję takiego swojego miejsca, gdzie będę mógł sobie powalić w klawiaturkę w takiej kolejności klawiszy, na jaką będę miał ochotę. Stąd powstał blog kolejny czyli ten.
Jak będę miał ochotę coś napisać to to napiszę. Co? Jeszcze nie wiem. Bankowo coś się urodzi. Z pewnością urodzi się tutaj. Blog nie ma jakiegoś szczytnego celu.
Było już prawie wszystko, od FL po NLHE FR SH stt mtt 5cd przyszedł czas na omahę. Omaha = fun
Możliwe, że będę raz na jakiś czas wrzucał swoje żale do omahy albo tłuste szipy jak chochlik da.
Czas pokaże, a jak się coś ciekawego urodzi w mojej głowie, to bankowo sobie tutaj będę pieścił klawiaturę. Podobno niektórzy lubili to czytać, także dla nich przyjdą żniwa.
Jeszcze mam urlop pokerowy do końca miesiąca. Grudzień będzie miesiącem grindowym połączonym z nauką tajników omahy. Jak zabiorę się za wchłanianie wiedzy to może tutaj zamieszczę jakiś plan.
Łisz mi lak i do zoba na szczycie!





