Witam wszystkich serdecznie.
Do rozpoczęcia pisania tego Bloga skłoniła mnie sytuacja życiowa.
Nie wiem czy Blog będzie się rozwijac a wraz z nim ja. Czy może skończy się tylko na tym jednym wpisie.
Bardzo lubię grac w pokera. Jednak ze względu na moją pracę i wieczny brak
czasu traktuję ją jak hobby. Co nie zmienia faktu że chciałbym grac lepiej i się rozwijac niż tylko bezmyslnie klikac myszką.
Jednak nigdy nie myślałem o pokerze na poważnie. Na poważnie czyli jak o
sposobie na niezależnośc finansową. Całkowitą lub tylko częściową.
Dlaczego? Bo jestem za słaby za głupi i za stary żeby dac radę przy stoliku młodym bystrym i znającym języki pokerzystkom i pokerzystom.
Nawet na mikro limitach. Albo dlatego że po prostu wydaje mi się że jestem taki stary i głupi bo jestem tak zapracowany i zmęczony że czasami nie mam nawet siły patrzeć na monitor a co dopiero skupic się na grze.
No cóż. Moje życie weszło w taką fazę że postanowiłem podjąc próbę weryfikacji tego co napisałem wyżej.
Jednak wynik tej weryfikacji może okazać się dla mnie bolesny. Tak samo jak blesna potrafi być prawda.
Skąd taka moja obawa?? A więc...
Nie posiadam żadnych atutów dobrego polskiego pokerzysty.
Nie jestem pierwszej młodości.
Nie znam żadnych języków obcych a pruby nauczenia się zawsze pełzły na niczym.
Jestem poprostu zwykłym pracownikiem budowlanym.
Co prawda znam historię prosa z angli który od smarzenia ryb w smarzalni awansował do zawodowego pokerzysty ze średnim zarobkiem 20 do 30 tyś. Funtów miesięcznie. Ale jego nie obowiązywała bariera językowa co w
Polsce wiąże się z ograniczonym dostępem do lektóry fachowej.
No i praca. On pracował 8 godzin a nie 12 do 14 jak ja ostatnimi czasy.
Dlaczego więc chcę podjąć prubę potraktowania pokera jako coś więcej niż hobby??
W końcu gram już 8 lat! Tak tak sam się sobie dziwię że aż tyle.
Że tyle czasu mineło. Jak zaczynałem to nie było jeszcze Starsów ![]()
Odpowiedź częściowo zawarta jest w tytule.
Poświęciłem 10 lat dla firmy która zbankrutowała. Była to mała firma budowlana. Pracowaliśmy w tak zwanym systemie rosyjskim siedmiogodzinnym. Czyli od 7 do 7 a precyzyjniej mówiąc od 7:00 do 19:00 ![]()
Jak to w budowlance.
Musiałem mieć ciągłość pracy żeby zarabiać na siebie i na naukę.
Z nauką nie wyszło bo przy takiej pracy nie mogło.
"Normalnej" 8 godzinnej nie mogłem znaleźć bo cała moja wiedza, umiejętności i wykształcenie są związane z budownictwem a tam jak
Cię ktoś nie wkręci np. do dużego konsorcjum to u "prywaciaży" innej nie ma.
A jak coś się nawinęło to okazywało się że przy 8 godzinach na życie mi z pensji nie starczy.
Kiedy zobaczyłem że życie ucieka mi przez palce a perspektyw nie widać, postanowiłem się przebranżowić.
No i tu pojawia się pojęcie współczesnego niewolnictwa!
Pracując miń. po 12 godzin dziennie nie masz kiedy się uczyć, szkolić, iść na kursy itp. W dodatku pracodawcy utrudniają takie samokształcenie z obawy
przed ucieczką dobrego i taniego pracownika lub z obawy przed żądaniem przez niego podwyżki.
W tedy pozostaje jedynie się zwolnić na czas kursu, ale na taki krok trzeba mieć zaplecze finansowe.
Budowlańcom pozostaje jeszcze zima
Nasz sprzymieżenieć w nauce:)
I tak też zrobiłem. Nadluckim wysiłkiem i oszczędzaniem na wszystkim kończyłem zimą kolejne kursy i zdobywałem uprawnienia. Często na
sprzęt na którym i tak już od dawna pracowałem bez uprawnień.
Szef był zadowolony. Pełnowartościowy operator ciężkiego sprzętu przecież nie ucieknie mu do większej firmy nie mając papierka. Tam bez papierka BHP-owiec nie dopusci go nawet do maszyny.
Kiedy miałem już składać wypowiedzenie firma nagle padła.
Okazało się że bardzo duży kontrachęt był niewypłacalny.
I tak trafiłem tuż przed kryzysem na rynek pracy.
Zaopatrzony w nowe (czytaj udokumentowane papierkiem) umiejętności
szybko znalazłem pracę na lepszych warunkach.
Złapałem oddech i wiatr w żgle.
Niestety nie na długo ![]()
Po roku z powodu kryzysu firma zrobiła redukcję. I choć kierownicy budów nalegali na właściciela żeby mnie nie zwalniał bo nie chwaląc się byłem lepszy od wielu kolegów to jednak łatwiej było nie przedłużać mojej rocznej umowy niż likwidować inny stały etat.
I wtedy zaczęło się piekło.
Szybko znajdowałem pracę, ale równie szybko okazywało się że nowi pracodawcy są niewypłacalni lub chcą tylko pracowników na czarno itp. itd. i tak w kółko po całej Polsce.
Zaczęła się walka o przetrwanie. Czasami dniówki liczyły po 16 godzin. Nawet na czarno w centrum dużych miast. Ale trzeba było żeby godzinami zrekompensować niską stawkę i mieć kasę na przestój przed następną pracą / pracodawcą.
Ale to nie koniec.
Do tej pory żelazny organizm nie wytrzymał. Pewnego dnia wróciłem z pracy w dobrym samopoczuciu tylko potwornie zmęczony a za dwie godziny przyjechała po mnie karetka.
Dwie poważne operacje 28 dni szpitala i 3 kolejne miesiące zanim dostałem dopuszczenie do pracy. Podobno rekord! Lekarze dawali mi pół roku zanim pozwolą mi pracować.
Dobrze że miałem wtedy umowę zlecenie. To wredna śmieciówka ale chociaż leczenie się należy. W innym przypadku dostałbym rachunek za szpital.
Wiem co myślicie. Miałem wtedy czas na pokera. Niestety nie.
Żeby szybko do siebie dojść musiałem dużo leżeć i spacerować zarazem.
Długie siedzenie nie było wskazane.
Po szpitalu narosły długi. Rachunki trzeba płacić a na umowę zlecenie chorobowego nie ma.
Zakasałem rękawy do pracy wiśta wio
Ponownie od pracodawcy do pracodawcy.
W końcu zakotwiczyłem na dłużej na dużej budowie. Bodowa biurowca Pixel w Poznaniu. Nowa siedziba Allegro. Wprowadzili się w Listopadzie 2012 roku.
Pracodawca pieprzony pośrednik krwiopijca. Ale znał już mnie i moją pracę.
Budowa bardzo wymagająca a kierownictwo jeszcze bardziej dlatego
dzięki wypracowanej renomie udało mi się wymusić na pośredniku umowę o pracę i całkiem przyzwoitą jak na kryzys stawkę.
Umowa od najniższej krajowej przedłużana co 3 miesiące a pod koniec budowy co miesiąc ale to w mojej branży był w owym czasie luksus.
Pracowałem tam 15 miesięcy. Zjadła mi sporo zdrowia. Jedna z najcięższych o ile nie najcięższa w mojej karierze.
Nie schodziłem poniżej 280 godzin miesięcznie. Regularnie przekraczałem 300. Nie jest to mój rekord ale tempo i nerwówka tam panujące były dwa razy większe niż na innych moich budowach.
Ale dzięki niej zpłaciłem długi i odłorzyłem na przetrwanie zimy. Pracę zakończyłem ostatniego Października 2012.
I oto jestem. Nie mam pracy. Perspektywy coraz gorsze. Przebranżowić się nie mogę bo nie mam za co i nie wiem na co.
Łapię się prac dorywczych i wegetuje szukając pracy.
Ci co mają etaty nawet kiepskie mnie nie zrozumieją. Nie raz i nie dwa z takimi rozmawiałem. Ale Ci którzy strtacą teraz etat i trafią na rynek pracy tak jak ja to biada im. Szanse na kolejny praktycznie zerowe. Od 4 lat żądzą śmieciówki w różnej formie i praca na czarno. Pracownik jest zatrudniany jak do zbioru truskawek. Ma zrobić swoje i wypad.
Stawki są tak niskie że 6 lat temu na godzinę dostałbym 50% więcej niż teraz i to na umowę o pracę. A ceny w sklepach sami wiecie.
Czyli jestem na rozdrożu!! Życiowym zakręcie.
Moja cała wiedza, doświadczenie, umiejętności już nic nie znaczą.
Moja obecna sytuacja to kupa popiołu z dotychczasowego życia. I zero perspektyw.
Dlatego tak zatytułowałem mojego bloga.
Sprubóję się podnieść, wstać z popiołu jak Fenix.
Ale czy to się uda???
I tu właśnie przypomniałem sobie o pokerze. O grze w którą grałem
w wolnych chwilach przez te wszystkie lata żeby zapomnieć o stresie.
Czy poker może mi pomóc??
Hmm?
W końcu nie mam ambicji zostać drugim Robmafem, Sosickiem czy innym naszym Polskim pro.
Chciałbym osiągnąć jakiś mały cel. Coś co pomorze mi wstać z popiołu.
Mały zastrzyk gotówkowej nadzieji ![]()
Teraz chciałbym wyrazić podziw dla każdego kto dotarł do tego miejsca ![]()
Kto wytrwał czytając historię mojego życia w pigółce.
Dziękuję każdemu z osobna i wszystkim razem :fdrink
Teraz kiedy piszę te słowa już wiem, że ciąg dalszy nastąpi.
Ze będą kolejne wpisy.
Ale jak się skończy ta historia to czas pokaże
Literka c zamiast "ci" z powodu awarii klawiatóry
P.S. Problem z klawiatórą rozwiązany




