Napisane przez EitiPrieLeur
Tu chodzi o taki punkt docelowy który jak pewnie zauważyłeś pózniej zostaje rozbity.
Rozbity w każdym miesiącu co w danej kwesti chce zrobić.
Miesiąc jest rozbity na tydzień a tydzień na poszczególne dni(w sytuacji idealnej planujesz każdy dzień w oparcie o plan roczny, ja jeszcze dlugo tak potrawił nie bede).
Nagle z odległego i jakże ogólnego celu zbuduje umiejetnosci ... pracujesz nad:
Piatek:
Wrzuce 5 rąk do oceny
Obejrze film xxx
Także nie zgodzę się, że tak rozległy plan nie ma sensu.
Chodziło mi o to że starasz się zaplanować każdy aspekt życia, każdą rzecz, i wykonywać naraz wiele różnych celów, nie mówię że to jest złe, ale z mojego doświadczenia wynika że to nie może się udać na dłuższą metę tzn napewno nie dla osoby która dopiero zaczyna planowanie i nagle chce w wielu aspektach zmienić swoje podejście o 180 stopni (nie wiem oczywiście jak to u ciebie wygląda)
No dokładnie, szczera obawa bo wiem jakim leniem jestem. Jeżeli miałeś podobnie, wrzuć inny typ planowania, może być czysto pokerowo, bardzo chętnie poczytam. Jak wiadomo sposobów jest ile głów, ale trzeba znaleźć swój właściwy.
Ja nie mam nawet wyrzutów po jakimś czasie, że czegoś nie robiłem (jestem poziom wyżej od Ciebie?
)
Ja na początku zrobiłem plan bardzo podobny do twoje, zaplanowałem właściwie wszystko i narzuciłem sobie tonę różnych celów. Przystąpiłem do realizacji i postanowiłem zaznaczać na zielono wszystkie rzeczy które udawało mi się wykonywać, a na czerwono wszystko czego nie zrobiłem.
Start był świetny miałem ogromną motywacje i determinacje, jednak z biegiem czasu wszystko zaczęło się rozjeżdżać, coraz więcej rzeczy zaznaczałem na czerwono.Tych celów/zadań było tak dużo że sam musiałem zerkać na kartkę aby sobie je wszystkie przypomnieć aż w pewnym momencie stwierdziłem że to nie ma sensu bo właściwie odwlekam/nie wykonuje większości rzeczy które sobie nakreśliłem i do tego obwiniam się za to.
Później zrozumiałem że nie da się na "samej motywacji" jechać cały czas bo będą okresy gdy tej motywacji nie będzie wcale i wtedy liczą się NAWYKI
Takie rzeczy jak
-Palenie
-Prokrastynacja
-Jedzenie śmieci
-itd
To pewne nawyki, często towarzyszące nam wiele lat. I często zmiana jednego takiego nawyku wymaga ogromnej determinacji i samozaparcia, więc nie trudno sobie wyobrazić co się stanie jak chcesz w jednym momencie zmienić 3,4,5,10 różnych nawyków.
Bardzo dużo racji masz na temat wypalenia, wariancji, radzenie sobie z okresami BE, i mierzeniu swoich celów. Jeśli coś ciekawego masz na ten temat chętnie poczytam :fdrink
Z góry chce zaznaczyć, ja nie jestem żadnym ekspertem, po prostu przedstawiam ci jak to wyglądało u mnie i co u mnie działa a co nie, każdy jest inny więc tutaj samemu trzeba dojść do odpowiednich rzeczy.
Pamietam jak poczytałem właśnie o wyznaczaniu celów i układałem pierwsze plany działania na każdy miesiąc/tydzien/dzien/godzine to szczerze mówiąc wyrządziłem sobie tym wielką krzywdę, bo skupiłem się na zbyt wielu rzeczach naraz, zrobiłem właśnie taki idealny plan obejmujący prawie każdy aspekt mojego życia... plan który był nie do zrealizowania.
Jakiś czas temu jednak powróciłem do sposobu planowania/wyznaczania celów który robiłem "nieświadomie" całe życie, oczywiście teraz nadając mu ramy i ulepszając go.
tak jak napisałem ci wcześniej
- Jeden główny cel, priorytetowy na dany okres czasu
- Plus jakieś 1-2 poboczne cele w dziedzinach które chce poprawić, i które są odskocznią od głównego celu
Dzięki czemuś takiemu ten główny cel staje się integralną częścią mnie, wybudzony w środku nocy dokładnie wiem w jakim kierunku zmierzam, jakie są moje zadania, co muszę wykonać , jak wykonać oraz kiedy, z czego rezygnować/co zmienić itd.
Zrezygnowałem też z planowania każdego dnia i godziny, nie sprawdziło się to u mnie, natomiast zacząłem większa uwagę przywiązywać do ograniczania/eliminowania rzeczy które są nieproduktywne
Oczywiście nie uważam żeby mój sposób był lepszy, on po prostu jest dopasowany do mnie i działa dlatego skupiam się na jego ulepszaniu niż zmianie czy szukaniu innych sposobów.