Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Ciaciakarnia - niepoważna gra na niepoważne pieniądze

747 Posty
54 Użytkownicy
6 Reakcje
13.4 K Wyświetlenia
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Cześć
Z tej strony ciaciak, jestem 22-letnią, bezrobotną ofermą, zapychającą czas wizytami na jednej z popularniejszych śląskich uczelni. Urodziłem się i całe życie mieszkam na Górnym Śląsku, z którym identyfikuję się i jestem mocno związany. Niestety lub stety, znajomość gwary sprowadza się do ograniczonego zasobu słów - pochodzę z inteligenckiego domu, w którym mimo głębokiego zakorzenienia w naszej małej ojczyźnie, dbałość o poprawną polszczyznę i świadomość jakości wypowiedzi zostały we mnie wpojone bardzo wcześnie i wyparły tradycję.

Czym różnię się od rówieśników, typowych przedstawicieli swojego pokolenia? Prawdopodobnie wszystkim. Mentalność determinująca moje codzienne działania zatrzymała się na poziomie dziesięcio, dwunasto, może trzynastolatka. Nie mam chłopaka ani dziewczyny, pracy, nie chodzę na imprezy, przeraża mnie myśl o jakiejkolwiek aktywności, działaniu czy stresie. Nie znoszę wychodzić z domu, przebywać między innymi ludźmi. W towarzystwie uciekam wzrokiem, by przypadkiem nie spytano mnie czym jeżdżę, gdzie pracuję, co robiłem przez weekend czy jakie miejsca odwiedziłem w wakacje.

Nie jestem jak Adaś w "Dniu świra" doszukujący się drzazgi w oku każdego bliźniego napotkanego na drodze. Fragment tekstu jednego z utworów zespołu Myslovitz "Chciałbym stać się tak jak oni - wszyscy młodzi, piękni, zdolni" przyprawiony jest szczyptą żalu i zazdrości, których także nie odczuwam. Trudno mówić o zazdrości, to po prostu inny świat, w którym zostaje przekroczona bariera dorosłości i odpowiedzialności, coś czego póki co nie jestem w stanie dotknąć i poczuć. Pozostaję biernym obserwatorem, niczym pięcioletni chłopiec, ledwie wprowadzony w zakamarki piłki nożnej, obserwujący zza szkła telewizora poczynania Xaviego, Cristiano Ronaldo, Van Persiego.

Trochę pozytywów - wbrew temu, o czym pisałem wcześniej - jestem lubianą osobą. Z szybkością wzbudzam zaufanie innych. Może dlatego, że raczej słucham, niż mówię. Po pierwsze, nie sądzę by moje życie interesowało kogokolwiek, kto z płonącymi policzkami ledwo łapiąc oddech opowiada o swoim. Po drugie - nie zamierzam przekonywać do swojego zdania osób, którym w większości nie dorastam do pięt.

Od zawsze moim hobby są (a może już "były", w ostatnich latach ograniczyłem ilość startów) szachy. Poza wakacyjnymi wyjazdami na turnieje czy krótkimi rozgrywkami mniej więcej co drugi weekend, szachy to odskocznia od codzienności, coś co zaprząta myśli i nie daje przejść obojętnie. Dla wtajemniczonych, doszedłem do I++, niewtajemniczonych - przeciętnego poziomu, który pozwala jedynie pokonać parkowych grajków i mieścić się w ścisłej lub szerokiej czołówce podczas jednodniowych regionalnych turniejów.

Co mnie cieszy? Przeanalizuję ten aspekt pod kątem horyzontu czasowego. Przeszłość - na mej twarzy wywołują uśmiech jedynie wspomnienia komiczne, nasiąknięte ironią i absurdem. Przywracanie w myślach obrazu porażek samo w sobie powoduje chęć zapadnięcia się pod ziemię, natomiast sukcesy i zwycięstwa są zamkniętą księgą, symbolizującą chwile, których nie powtórzę, kiedy byłem trochę bardziej zadowolony z siebie, niż jestem teraz.

Teraźniejszość. Cieszy, że rodzina żyje w zgodzie, zdrowiu i na przyzwoitym poziomie. Jeśli chodzi o przyszłość - cieszą sprawy krótkoterminowe, drobnostki. Perspektywa popołudnia na pokerstars, obejrzenia z rodzicami filmu, z bratem meczu, włączenie ulubionej muzyki czy zbliżający się trening lub nowa produkcja na przykład sick pastora, rushera, muckinfelli, arcymastera, hahaunaaba.

Satysfakcję sprawiają mi motywy artystyczne dostrzegane w rozegranych partiach szachów czy rozdaniach pokerowych. Potrafię kilka razy z rzędu odtwarzać rozegraną przed momentem partię.

Filmy - wśród najbliższych mojemu sercu:

- produkcje Woody'ego Allen'a, w których urzeka ekstrawagancka postać grana przez samego reżysera
- "O północy w Paryżu" (też Allen) - banalny wątek przedstawiony z dynamiczną intrygą, ilustracja tęsknoty za przeszłością, towarzyszącej ludzkości od zawsze, niezależnie od epoki
- "Dekalog" Krzysztofa Kieślowskiego, zmuszające do refleksji historie umiejscowione na ponurym tle codzienności PRL-u
- "Dzień świra" - z każdym dniem rzeczywistość uzmysławia, że obraz Polski stworzony przez reżysera Koterskiego ani trochę nie odbiega od świata, w którym codziennie funkcjonujemy
- "Świat według Kiepskich" - jak wyżej
- "Dzień świstaka" - tym tytułem inspirowałem się wymyślając nazwę bloga. Kto film widział, od razu wyczuje analogię. Podobnie jak główny bohater, każdego z pozoru identycznego dnia będę starał się wyłapać jedno zdanie, sytuację, moment, by uczynić go lepszym niż poprzednie, by choć o krok być dalej niż wczoraj.

Oprócz wyżej wymienionych cenię polskie produkcje z końca XX wieku (np. "Chłopaki nie płaczą") czy te trochę starsze: "Wodzirej", "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", "Wojna domowa", "Czterdziestolatek".

W odróżnieniu od taśm, jakimi jesteśmy karmieni obecnie, cechują się jakąś ukrytą prostotą i swojskością. W nich (pożyczając czyjeś, niestety nie wiem czyje słowa) nie ma szklanych drapaczy chmur będących niepisanym symbolem przejęcia władzy w świecie przez międzynarodowe korporacje, obowiązku, by chociaż jeden bohater był homoseksualny, a dwójka innych zwierzała się ze swoich problemów emocjonalnych spożywając lunch. Tak, właśnie lunch. Powszechna amerykanizacja, kult młodości i konsumpcji. Wychowanie w internecie i za pośrednictwem wątpliwych programów serwowanych przez publiczną i niepubliczną telewizję.

Muzyka - najbardziej odpowiada mi rockowa (polecam bloga http://blognroll.blox.pl, biorącego pod lupę ten fragment sceny muzycznej). Z polskich wykonawców Dżem, Hey, Ira (ta z lat 90.), Kult, Myslovitz, Edyta Bartosiewicz, Pidżama Porno, Czesław Niemen, Wilki, T-Love, Perfect, Budka Suflera. Z zagranicznych - Iron Maiden, Metallica, Deep Purple, The Beatles, The Rolling Stones, Pink Floyd, Pearl Jam, Nirvana, Alice in Chains, Oleander, Creed, U2. Oprócz rocka, jestem otwarty na lżejsze, popowe czy pop-rockowe brzmienia i pojedyncze akcenty rapu, poruszającego w tekstach socjologiczne problemy. Pranie osobistych brudów z podkładem w tle ociera się o żenadę, nie sztukę.

Przechodząc z branży komercyjnej na boiska piłkarskie - kibicuję głównie śląskim klubom, najmocniej Ruchowi Chorzów. Nie rozumiem wewnętrznych podziałów i lokalnej nienawiści. Z polskich drużyn lubię Legię. Ma ciekawy, młody skład i fajny stadion. Na szacunek zasługują zarówno trener Urban, jak i jego poprzednik Maciej Skorża. Obok Legii - Wisłę Kraków, za emocję jakich dostarczyła kibicom minionej dekady w starciach z Parmą, Lazio, Interem, Schalke, Barceloną.

Robiąc krok w stronę boisk zagranicznych, wkraczamy na śliski grunt, Zupełnie nie rozumiem, jak można szczerze i z serca kibicować komuś z obcego podwórka, głównie Barcelonie, Realowi Madryt, Juventusowi, Manchesterowi United (BVB z wiadomych przyczyn nie zostaje wymieniona). Na portalach społecznościowych i forach internetowych często nadarza się okazja, by śledzić wymiany argumentów między takimi właśnie sympatykami. "My(...)", "Wy(...)", "Z nami(...)", "Kupiliśmy(...)". Jacy, kurwa, "my"? Żenująca farsa. Widok Polaków poubieranych w stroje FCB cieszących się podczas meczu Lechia - Barca z wyrównującego gola dla gości powinien wywoływać śmiech i pukanie się w czoło.

Jeśli miałbym wskazać jedną zagraniczą drużynę - byłby to Bayern Monachium. Nie dlatego, że obecnie jest na szczycie. Polubiłem ich mając 9 lat, w 2000 roku. Podczas dwumeczu z Realem Madryt, kiedy z powodu niekorzystnego wyniku w drugiej połowie rewanżu, ówczesny trener Bayernu Ottmar Hitzfeld płakał. Od zawsze jestem wrażliwy na takie sceny. Polską reprezentację od kliku lat oglądam w kategoriach żartu. Ciepłe uczucia do kadry wróciły wraz w pojawieniem się trenera Fornalika, ale niestety pożądanej rewolucji nie widać.

Wspomnę o jeszcze jednej rzeczy, z której czerpię trudną do uzasadnienia satysfakcję - słowie "nie".

Od małego kręciło mnie odmawianie. To nie, tamto nie. Po kolei rezygnowałem z pływania, roweru, tenisa, gry na instrumencie. Pozostanie w domu na czas szkolnej dyskoteki czy spotkania ze znajomymi powodowało szaleńczy błysk w oku i uśmiech przez zaciśnięte zęby. Do dziś sytuacja nie uległa zmianie. Jedyna różnica polega na tym, że 10 lat temu robiłem to z pełną świadomością i satysfakcją, teraz czuję, że decyzje podejmuję z zgodzie z naturą. Naprawdę dostaję drgawek szukając wymówek, by nie iść na piwo, grilla czy wymyślając powody, dla których nie wybiorę się na turniej w wakacje.

Na pokera zwróciłem uwagę dzięki szachistom. Jako, że obie gry wymagają trzeźwego umysłu i zdolności analitycznych nie dziwi, że pewna grupa osób może pochwalić się sukcesami przy obu stolikach. Wizytówką powiązań szachowo - pokerowych mogą być na przykład Radosław Jedynak i znany społeczności pokerstrategy ZAPOLEK. Z uznaniem przyglądałem się grze czy słuchałem pokerowych historii kolegów szachistów. Pokera traktowałem ( i traktuję dalej) jako grę, do której trzeba mieć jaja. Nie oszukując się - dotychczasowe życie pokazało, że jaj nie mam, dlatego też w przeszłości nie wgłębiałem się w jej tajniki.

Do gry namówił mnie kolega z uczelni około maja 2012 roku. Co ciekawe, zna terminologię, przyzwoicie orientuje się w podstawowych strategiach cashówek, ogląda WSOPy, WTP, high stakesy itp., a nigdy nie spróbował sił chociażby na microstakes czy freerolach. Kupiłem książkę Jana Meinerta "Poker - vademecum gracza" i 2 miesiące pykałem na playmoney. Minął maj, czerwiec, skończył się semestr w szkole i poker poszedł w odstawkę. Pół roku później, za namową kolegi szachisty zarejestrowałem się na pokerstrategy. Jednego dnia odwiedzałem stronę, drugiego nie. Pewne fragmenty artykułów były dla mnie zrozumiałe, inne nie.

W lutym zgarnąłem startowe 10$ na William Hill i zacząłem klikać. Nie rozumiałem zasady call 20, czemu cold call z A8s vs otwarcie z UTG nie jest dobry, a także czym różni się otwarcie QJo z EP od otwarcia tejże ręki z BU czy SB. Mimo tego, bankroll krążył w okolicach wartości początkowej, z odchyleniem standardowym jakieś 4-5$.

Z czasem zainteresowałem się sekcją video, obejrzałem serię arcymastera "Arcyciekawe session review dla początkujących" i "Crushing microstakes" muckinfelli. Zwłaszcza ta druga była dla mnie, laika, objawieniem. Znakomita praca popularnego trenera, którą polecam każdemu początkującemu graczowi. Muckinfella ze swobodą, w prosty sposób przedstawił esencję gier cashowych, strategię pozwalającą ze świadomością siadać do stolików SH na najniższych stawkach. Pewnie nie jestem jedyną osobą, która przy nadarzającej się okazji postawiłaby muckinfelli flaszkę za wykonaną pracę.

W okolicach kwietnia postanowiłem zabrać się za zooma na pokerstars. Wpłaciłem 30$ i zacząłem pykać NL2 SH, na którym utknąłem aż do dziś, i nie wiadomo jak długo jeszcze. Parę razy "szotowałem" NL5, co zwykle kończyło się utratą paru buy-inów lub zamknięciem stolików z powodu braku pewności siebie. Za każdym razem pojawia się w głowie myśl, że zupełnie nie nadaję się nawet na rekreacyjnego gracza. Od kwietnia, początkowe 30$ ewoluowało w ponad 400$ na samych cashach. Zdaję sobie sprawę, że NL2 to droga do nikąd i zero satysfakcji.

Nie będę stawiać sobie celów typu "do końca października grać NL60 tysięcy" albo "do lipca 2019 zbudować willę z basenem w dzielnicy nowobogackich snobów za dolary natrzepane z rakebacku". Nie zamierzam prowadzić w tym miejscu codziennego session review, wklejać wykresów, rozdań, przeżywać wahań rolla czy żalić się po przegranym stackoffie na flopie top set vs. flush draw.

Lubię pisać (jedyną rzeczą, przy której "pióro" odmawiało mi posłuszeństwa, była praca dyplomowa) i jeśli jakaś sytuacja na boisku, szachownicy, przy stoliku pokerowym, film, książka czy wizyta w centrum miasta wzbudzi we mnie emocje, nastukam jak wygląda to w moich oczach.

Domyślam się, że nie będę miał zbyt wielu czytelników. Być może nikt nie dotrwa nawet do końca pierwszego wpisu, jednak nie jest to dla mnie utrapieniem. Parę razy prowadziłem dzienniki piłkarskie czy szachowe, które nigdy nie poczuły na sobie spojrzenia innego niż moje, a w końcu zostały zażegnane bez żalu w otchłani worka z napisem "papier".

To tyle o sobie. W najbliższych dniach rusza blog świstaka.


Odpowiedz
Cytat
746 odpowiedzi
Najczarniejszy
Dołączył: 19.12.2010

Ale się spisałeś..a ja się oczytałem. Przez Ciebie będę spał o kilka minut mniej :ayfkm:

Spoiler

Jednak muszę przyznać że walnąłeś niezły wpis. Będą z Ciebie ludzie, wydajesz się szczery.
Jeszcze tu wrócę, pzdr!


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Wczoraj koło południa zadzwonił bliski kolega z propozycją wspólnego udziału w turnieju szachowym, rozgrywanym w mieście oddalonym o ok. 25 kilometrów zarówno od mojego, jak i jego miejsca zamieszkania. Zawody trwają od środy do niedzieli, przez ten czas miałbym być zakwaterowany u niego. Zgodziłem się.

Od tygodnia byłem z babcią i dziadkiem w naszym letnim domu w górach, nie planowałem się zrywać przynajmniej do końca tygodnia. Trochę smutno nagle przerywać pobyt. Ptaki wyfruwają z gniazda, a pisklęta powinny w nim pozostać.

Gdy głębiej się zastanowię, decyzja o wzięciu udziału w turnieju jest sprzeczna z jakąkolwiek logiką zarówno moją, jak i ogólnie przyjętymi normami. Od maja nie grałem, jeszcze dłużej nie trenowałem debiutów czy kombinacji. Jak wiadomo, dla mnie turniej = działanie, a działanie = stres. To wszystko błahostki. Być może, prowadząc od dłuższego czasu życie pozbawione jakichkolwiek "wyzwań" czy zmian, podświadomie zdecydowałem się zmienić otoczenie i łyknąć trochę adrenaliny. Jednak racjonalnie patrząc - prawie 40-stopniowe upały nie sprzyjają garbieniu się 6-7 godzin dziennie przy szachownicy (podwójne rundy, razem dziesięć). Dodatkowo, dojazdy komunikacją miejską (kumpel jest mobilny na tym samym poziomie, co ja) na salę gry i powroty do domu, nawet nie sprawdzam ile trwające, same w sobie będą powodować zmęczenie i brak chęci do życia.

Mam dylemat, czy wziąć laptopa ze sobą. Tutaj chyba trafiam w sedno. Stęskniłem się za pokerem. Podświadomie zmieniam otoczenie na to z dostępem do internetu. Pewnie smutki z szachownicy zostaną przeniesione na wieczorne klikanie. To nie wróży dobrze ani szachom, ani pokerowi.

Czas pakować torbę. Na zakończenie - hymn nadchodzących dni :)


Odpowiedz
Cytat

Gruby wstęp :D

Powodzenia w pokerowej przygodzie :fdrink


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Pierwszy dzień szachowych zmagań mamy za sobą. Podróż nawet nie była specjalnie absorbująca, rano skwar nie dokucza tak bardzo.

Zgodnie z przewidywaniami, sama gra nie powala na kolana. Poranna partia wygrana w dość wymęczonym stylu, popołudniowa zremisowana. Obie grane z przeciwnikami słabszymi rankingowo, ale znajomymi. Zawsze przyjemniej mieć perspektywę straty punktów z kimś przyjaźnie nastawionym, a nie bufonem.

Z absurdalnych sytuacji - druga runda została rozegrana o 15:30 (zgodnie z planem), choć padł pomysł rozegrania jej pół godziny wcześniej, co przy upale wydaje się dość logicznym rozwiązaniem. Zaprotestował jeden jedyny jegomość z końca sali. Ten sam zawodnik mniej więcej o godzinie 16 poprosił sędziego o zapalenie dodatkowego światła na sali, mimo że sala ma okna wielkości ściany.

Nawet nie boli mnie głowa, co zwykle ma miejsce po dniu turniejowych zmagań. Pykać w pokera pewnie nie będę - wieczór planujemy spędzić oglądając Legię.

Miejmy nadzieję, że nawet gdy pogłoski o nieobecności Kuciaka okażą się prawdziwe, nie będzie to miało wielkiego znaczenia, bo akcja potoczy się głównie pod bramką mistrzów Norwegii.

Zwykle podczas turniejów szachowych, gdy zmęczenie pozornie nie dokucza, kryzys nadchodzi podczas pobudki w kolejnym dniu rozgrywek. Jednak współlokator (a właściwie gospodarz :)) jest na tyle pozytywną osobą, że uśmiech zagości na naszych twarzach. Mimo słabej gry trzeba umieć śmiać się z komicznych sytuacji, które sami kreujemy.

Na zakończenie


Odpowiedz
Cytat
Kutti00
Dołączył: 30.01.2012

Fajny blog, powodzenia. Ja w wieku 15 lat zatrzymałem się na jeszcze bardziej średniej, niż twoja jedynka, trójce. Czasami na FISCu też coś zagram, ale turnieje wspominam jak najlepiej, był ten dreszczyk emocji. Zwlaszcza przy jakichs wiekszych, na Festiwalu w Chojnicach, czy w Poznaniu lub Żerkowie. Z wielkopolski jestem więc tutaj głównie grałem. No i liga, to też było super mająć 15 lat pograć z 30-60 letnimi facetami i nawet poogrywać ich. Niestety z biegiem czasu, np. teraz zrozumiałem, że nic nie rozumiałem ;p. Myślałem, że debiutem wygram, za mało czasu poświęcałem na kombinacje, taktyke, strategie. Ale to jest ten plus jak się ma kogoś kto dobrze pokieruje ;p, ja tego szczęścia aż tyle nie miałem. Ja aktualnie sobie powoli ciułam na nl10. Pozdrawiam.

Ps. A jaki rank elo prezentujesz? ;p


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

A nl10 SH czy FR? :) Podziwiam, może kiedyś dojrzeję emocjonalnie, by tam pykać. Od jak dawna w pokera pykasz? Elo bliskie 2100, ostatnio trochę spadło.


Odpowiedz
Cytat
Kutti00
Dołączył: 30.01.2012

SH, wczesniej na nl25 tez pykalem, ale musiałem bankroll wyplacic, i sporo czasu nie gralem. Pokera poznalem rok temu :). Uwierz mi, nie ma co dojrzewać, tylko ostro się uczyć, ja sam jestem leniem i nie robie za wiele. Jak chcesz zaliczyc progress to wstawiaj rece do oceny, ogladaj filmiki i rob notatki z filmikow, bo to wiedza umyka. Czytaj opinie sedziow, przede wszystkim musisz nauczyc sie myslec. :) Moge z Toba cos porobic jak chcesz, pouczyc sie, sam sie ucze, i tylko podstawy umiem :).


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Skoro doszedłeś do NL25 to pewnie trochę więcej niż "podstawy" :) Dzięki za zainteresowanie, jak skończę przestawiać klocki na szachownicy na pewno do Ciebie napiszę :)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Jest awans - cel sam w sobie został osiągnięty. Kto oglądał mecz, pewnie ma wrażenia podobne do moich, czyli bez fajerwerków. Jedyne co zapamiętałem to nietypowy blok głową wybicia Dwaliszwillego, idealne dogranie Koseckiego ze skrzydła do Jodłowca, który niestety spudłował (65. minuta), dość groźny rzut wolny ekipy Solskjaera w 70. minucie i wybitne rozegranie "krótkiego rogu" na początku doliczonego czasu między bodajże Radoviciem i Kucharczykiem (spalony).

Trener Urban stwierdził "nie ma co patrzeć na nazwy, Molde pokazało dziś, że potrafi grać w piłkę". Oczywiście, trudno się nie zgodzić i pokonanie mistrza Norwegii jest na pewno pozytywnym wynikiem. Nie zapominajmy, że końcowe minuty obu spotkań Legia grała z przewagą zawodnika, nie zamieniając inicjatywy na gola. W dzisiejszym meczu nawet trudno mówić o inicjatywie przez ostatni kwadrans. Trzeźwo patrząc - obecny poziom daje małe szanse na walkę o Ligę Mistrzów i zapowiada ociężałe mecze w Lidze Europy.


Odpowiedz
Cytat
ELENDOR
Dołączył: 31.07.2012

Ciaciak a skąd jesteś dokładnie? (wybacz jeśli to jest napisane - a ja poprostu nie doczytałem :f_cool: )


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Jak pewnie zauważyłeś, utrzymuję konwencję niepodawania imion, nazwisk, miast :) Może to dziwne, ale jak łatwym do wywnioskowania jest (zwłaszcza po pierwszym wpisie), że do całkiem normalnych nie należę. Pozostaję jako ciaciak z Górnego Śląska :)


Odpowiedz
Cytat
ELENDOR
Dołączył: 31.07.2012

Pytałem, ponieważ z tego co wnioskuje to mieszkamy blisko siebie ;)
Z doświadczenia wiem, że osobista wymiana poglądów pokerowych skutkuje w upy :pokerface:


Odpowiedz
Cytat
luckybytom
Dołączył: 02.11.2009

Napisane przez ciaciak1
Jak pewnie zauważyłeś, utrzymuję konwencję niepodawania imion, nazwisk, miast :) Pozostaję jako ciaciak z Górnego Śląska :)

Teraz chyba jest turniej w Tarnowskich Górach zapewne wiele I++ tam nie gra, ciężko być anonimowym w internecie :).
Powodzenia przy szachownicy i w kartach.


Odpowiedz
Cytat
ELENDOR
Dołączył: 31.07.2012

Napisane przez luckybytom

Napisane przez ciaciak1
Jak pewnie zauważyłeś, utrzymuję konwencję niepodawania imion, nazwisk, miast :) Pozostaję jako ciaciak z Górnego Śląska :)

Teraz chyba jest turniej w Tarnowskich Górachzapewne wiele I++ tam nie gra, ciężko być anonimowym w internecie :).
Powodzenia przy szachownicy i w kartach.

Właśnie o tym mówie. Ja jestem z TG, a od środy jest memoriał w TCK. ;)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Sprawna dedukcja panowie, ale bez nazwisk :)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

Pobudka o szóstej, prysznic, śniadanie i pół godziny pograłem w pokera. Parę razy przy względnie wysokiej puli (o ile takie pojęcie w ogóle istnieje na NL2) zostałem przebity przez pasywnych graczy, ale irytacja mnie nie dopadła i skończyłem BEV.

Apropos szachów - udało się dwie partie wygrać, nawet nie dzięki umiejętnościom, a znajomości typowych planów. Niestety, wciąż mylę się podczas obliczania wariantów i gra jest trochę ociężała. Zmuszam się, by emocje (te niezdrowe) towarzyszące grze zeszły na dalszy plan, zaćmione przez deja vu atmosfery turniejowej. Było parę ( co najmniej dwa) absurdalnych epizodów podczas rund, ale skoro nie jestem anonimowy, pozostawię je dla siebie, by nikogo nie obrazić.

Lech przegrywa do przerwy z Żalgirisem, kanał... Polskim klubom to chyba pozostaje klepanie się po plecach na własnym podwórku, w ekstraklasie...


Odpowiedz
Cytat
ELENDOR
Dołączył: 31.07.2012

Napisane przez ciaciak1
Sprawna dedukcja panowie, ale bez nazwisk :)

Jak jesteś w TG to mozna sie jakos dogadać na spotkanie, może Ci jakoś podpowiem pokerowo, albo ustawimy się na partyjke szachów ( arcymistrzem to nie jestem - tylko człowiekiem myślącym, z zaznaczeniem na TYLKO _cool: )


Odpowiedz
Cytat
xertex44
Dołączył: 09.09.2010

Yo, też gram (w zasadzie grywałem - II kategoria 1631 elo) w szachy i również zostałem namówiony do grania w pokera na turnieju szachowym.
W moim wypadku był to Rewal 2010 albo 2011rok, gdzie również grałeś (internet to piękne narzędzie xD). Powodzenia przy stolikach pokerowych i szachowych :sdrink

ps: Bardzo fajny blog, świetnie piszesz _cool:


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012

@ ELENDOR - niestety mam tylko pośredni wpływ na godzinę, w której będę dyspozycyjny (2 partie dziennie), ale myślę że jeszcze w przyszłości będzie okazja się zgadać.

Dzisiaj poranną partię zremisowałem dość szybko w trochę lepszej pozycji, w której mimo tej świadomości niezbyt wygodnie się czułem. W drugiej rundzie szczęśliwie albo nie, zostałem skojarzony z trochę słabszym pod względem rankingu przeciwnikiem, który naookoło dostał się do czołówki. Udało się wygrać i chwilowo dzięki lepszej wartościowości jestem na pierwszym miejscu _pleased: Jutro szlagier na pierwszej szachownicy z kumplem - gospodarzem - współlokatorem. Wynik wisi w powietrzu :)

Wieczorem poszliśmy do Biedronki, po otwarciu dodatkowej kasy z powodu podwyższonego natężenia klientów, najspieszniej zająć miejsce w kolejce było panu w średnim wieku, trzymającemu dwa piwa marki VIP. Kiwnąłem z uznaniem głową "Ten Janusz z pewnością spieszy się na mecz Wisła - Jagiellonia". Do przerwy 0-0.

Śląsk o LE powalczy z Sevillą, zjawiskowy przeciwnik, ale szanse ograniczone. Legia ze Steauą - "teraz albo nigdy!" Tak samo mówiono w 2005 roku przed rewanżem Wisły w Atenach, czy dwa lata temu w Nikozji. Nadzieja umiera ostatnia.

@xertex44 - w Rewalu byłem w 2006, 2007, 2009 i 2011, 2010 nie (chyba, że źle zrozumiałem Twojego posta). Dzięki za wsparcie! :)

Jako, że jutrzejszy poranek będzie trochę luźniejszy, pierwszy raz od dłuższego czasu strzelę sobie ze 2 piwka (ale nie VIPy).


Odpowiedz
Cytat