Witam wszystkich!
Od kilku tygodni nosiłem się z zamiarem otwarcia „Be what we wanna be” na Strategii i chyba nadszedł na to czas.
Kim jestem? W naszym świecie mam na „imię” Banis i szczerze tego „imienia” nie lubię. Mam mniej lub więcej lat i mieszkam sobie gdzieś nieopodal. Od tego roku zostałem trenerem Psa, niestety w związku z wieloma obowiązkami poza pokerowymi, wyjazdami oraz samą pracą, ciężko mi znaleźć czas na kolejne produkcje. Mam nadzieję że w niedalekiej przyszłości to się zmieni.
Po co blog? Bardzo lubię pisać i najzwyczajniej mi tego brakowało. Na konkurencyjnym serwisie, napisałem kilkadziesiąt wpisów, z których większość skasowałem wraz z wprowadzeniem ustawy hazardowej - moja choleryczna i impulsywna natura dała o sobie znać i postanowiłem „zatrzeć po sobie ślady”, a szkoda bo wpisy pokazywały moją drogę od samych początków, kiedy to postanowiłem postawić wiele na tę naszą ukochaną dziedzinę. Subiektywnie uważam, że te zapiski mogły być bardzo fajnym pamiętnikiem, no ale cóż…
O czym będę pisał? Mało o strategii, jeszcze mniej o swoich wynikach. Skupię się na własnych przemyśleniach na temat tego co mnie w życiu spotyka i otacza. Nie raz napiszę jakiś wywód dotyczący głębszych emocji, targających moją skołataną duszą, bo w sumie jestem mentalnym ekshibicjonistą. Będę linkował tutaj utwory, które w jakiś sposób mnie poruszyły, czasem napiszę krótką recenzję filmu lub książki. Bardzo rzadko przedstawię jakieś poglądy na tematy dotyczące sytuacji polityczno-gospodarczej w Polsce czy na świecie.
Tymczasem w bezczelny sposób skopiuję mój ostatni wpis z konkurencyjnego serwisu ![]()
Osiem miesięcy bieżącego roku, już praktycznie za nami. Pierwszy kwartał tak jak chciałem poświęciłem na analizę cashy i granie mtt online/live. W sumie zabawne, że rok temu uważałem, że mam wystarczającą wiedzę, żeby bić nl1/2k. Źle interpretowałem range w podstawowych spotach, za dużo floatowałem, zapominałem o bacdoor eq czy card remove effect, miałem wiele leakow sizingowych, timingowych, capowałem zbyt często swój range, nie balansowałem agresji z liniami pasywnymi, a najgorszy okazał się fakt, że nie potrafiłem selekcjonować gier. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że i tak longtermowo biłem midstakesy... poker is dead -> pzdr Wobbly
lol..
Po wpisie "Minęły cztery najgorsze godziny w karierze...." i dyskusji w komentarzach z Tomsonem, udało nam się nawiązać koleżeńsko-biznesową relację, która póki co naprawdę daje świetne rezultaty. Co tu dużo mówić - fajnie spotkać, na tym etapie rozwoju, osobę która ma od Ciebie większe umiejętności, chce współpracować, do tego jest inteligentnym gościem, z którym dobrze Ci się gada i spędza czas. Znam większość sceny i uwierzcie mi, że jest to zbiegowisko takich indywiduów, że momentami ciężko z nimi wytrzymać tydzień na wyjeździe, a co dopiero gadać po 2 godziny na skype kilka razy w tygodniu. Korzyści z takiej współpracy są obopólne. Ja motywuję, ogarniam nasze mindsety, on przedstawia nieznane mi wcześniej koncepty, które ja czasem ulepszam i wtedy je wspólnie wdrażamy. Mam nadzieję, że za jakiś czas Tomek ponownie zagości na HS i będzie tam musiał się ze mną bić o fisha.
Nadal regularnie uczę dwie osoby. Świetne uczucie, patrzeć z boku na kogoś, kto po kilkunastu miesiącach nauki u Ciebie, przeskakuje z nl25 na nl100 i jest tam solidnym regiem, mindsetowo zmienia się nie do poznania, a do tego jeszcze ogarnął się życiowo. Niby nic wielkiego, bo przecież to tylko lowstakesy, ale tak naprawdę ilu graczy w Polsce obecnie bije chociaż te wspomniane nl100 na PSie? Do końca roku mam zamiar przygotować go na nl200 i jeżeli to się uda, to będę myślał o wzięciu dwóch kolejnych uczniów.
Za dziesięć dni lecę na EPT Barcelona. (Mam do sprzedania 10-20% udziałów, zainteresowanych zapraszam na priv.)
Zaraz po festiwalu, lecimy z Martą na tripa do Azji . W związku z porą deszczową w Tajlandii, zdecydowaliśmy, że większość czasu spędzimy na Bali, gdzie w tym czasie nie pada i można surfować. Pomiędzy zahaczymy o Singapur, a przez ostatnie kilka dni pozwiedzamy Bangkok. Później Macklemore w WWa, ślub mojego przyjaciela nad polskim morzem, także cały wrzesień wolny od gry online. Jako ciekawostkę powiem, że najdłuższą przerwę w grze miałem na tegorocznym Heinekenie (5 dni). Ciekawe jak mój pracoholizm wytrzyma prawie miesiąc o_0.
Powoli szykuję się do ślubu, nie myślałem że tyle z tym roboty Wszystko trzeba ogarniać rok wcześniej, bo na kilkanaście tygodni przed, nie da się załatwić praktycznie nic. W sumie zastanawiające dlaczego ten rynek nadal nie jest przesycony.
Bym zapomniał, wyznaczyłem sobie challenge, który ma na celu hartowanie mojej psychiki podczas wykonywania powtarzalnych czynności, które na pierwszy rzut oka wydają się być bezcelowe. Do ślubu chce być w stanie zrobić 20 podciągnięć w nachwycie (ciągiem), obecnie jestem w stanie wykonać 5, wijąc się przy tym na drążku jak niejedna na ulicy czerwonych latarni. Ciekawe czy się uda ![]()
To chyba tyle,
Do następnego....
![]()
Piosenka ostatnich dwóch miesięcy:
Dla osób lubiących cięższe, liryczne klimaty: