W związku z trudnościami, jakimi stawiam czoła przez ostatnie sześć miesięcy postanowiłem spisać swoje przemyślenia i rozterki na papier, aby prowadzić jako-taką dokumentację oraz przy okazji dzięki przelaniu myśli na papier, po prostu poczuć się lepiej.
Całość ostatniego pół roku zdecydowanie można podsumować jednym słowem - stagnacja. Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie rozmowa przy burgerze z moimi najbliższymi znajomymi, jakich mam na Malcie, którzy są niemal w dokładnie w tym samym stanie umysłu i udało nam się dzisiaj szczerze o tym porozmawiać.
Czym jest moja stagnacja? Na pewno brakiem rozwoju, który sobie obiecywałem (nigdy nie spisywałem na papier swoich celów i przez większość życia dawałem radę bez tego), bardzo słabymi wynikami na stołach (cały 2013 rok był dla mnie świetny, a okres od listopada 2013 do lutego 2014 to był absolutny god mode, w czasie którego biłem rekordy w drukowaniu pieniędzy na stołach). Od lutego do teraz mam ~1bb/100 na stawkach NL400-2000 (wiadomo rb + casbacki za depozyty i tak dają dobre życie). Cała sytuacja podminowała we mnie chęć do działania i podnosiła poziom frustracji, z którą nigdy jako gracz pokerowy nie miałem wcześniej problemów.
Nie pisałbym tutaj, gdybym nie stworzył już planu naprawczego tego stanu rzeczy. Robię go dla siebie, a nie uznania społeczności, niemniej to fajne uczucie podzielić się i też jestem na tyle scommitowany do chęci zmiany, że nie boje się tych planów "upublicznić".
Wybrałem 3 dziedziny, w których czas uwolnić się z kajdanów stagnacji:
1) Moja gra w pokera
a) praca nad mindsetem z Darkiem Przelskim. 2 osoby, których zdanie naprawdę cenię ma bardzo pozytywne doświadczenia. Celem spotkań jest zwalczenie negatywnych emocji związanych z sesjami w których "nie mogę przestać wpierdalać", powrót do tego co najbardziej istotne podczas sesji. Po 2-3 spotkaniach gdy zobaczę poprawę zacznę znów pracować nad grą.
b) praca nad skillem. Na chwilę obecną studiuję Nagoyę2005 jesli chodzi o gre z blindów i d3faulta jeśli chodzi o grę w 3b potach - ale mindset wychodzi zdecydowanie na pierwszy plan, więc nie mam ciśnienia by mieć dodatni winrate z BB jak nagoya. Wraz z hahaunabem, który jest teraz moim współlokatorem, też sobie popracujemy.
2) Moje wspinanie. Udało mi się pozbyć frustracji spowodowanej przerwanym progressem w zeszłym roku. Byłem na dobrej drodze, aby zrobić topową formę, ale nabawiłem się kontuzji z nieswojej winy i dlatego była ona irytująca. We wrześniu zeszłego roku zostałem zaatakowany pewnego wieczoru na plaży, co spowodowało kontuzję śródstopia (nie mogłem stanąć na samych palcach przez 6 miesięcy bez wyraźnego bólu, co we wspinaniu wyklucza z jakiejkolwiek praktyki).
Na chwile obecną jestem w lepszej formie niż rok temu, prowadzę siłowe sufity 6b+, techniczne drogi 6b. W tym momencie trenuję 4-5 razy w tygodniu (zarówno klasyczny wspin jak i deep water solo, które na Malcie daje mega fun). Przed wylotem do Polski 3 września chciałbym zrobić 6c, mam 3 fajne takie drogi zaraz koło miejsca zamieszkania. Wszystkie sa techniczne, więc w razie jak nie wyjdzie pójde do jaskini i tam wytargam z bica bez mózgu ![]()
Mam bardzo doświadczonego kompana od wspinania, którego towarzystwo naprawdę uwielbiam (so gaY!). Chłop nigdy mnie nie poprosił o blok na drodze łatwiejszej niż 7b, na chwilę obecną potrafi zrobić 8a i jest dla mnie lada inspiracją w kontekście bardzo lightowego podejścia do wspinania. Znałem w Polsce wielu napinaczy, którzy nie mieli dystansu do siebie i traktowali z góry słabszych wspinaczy, tworzyli kółka wzajemnej adoracji itd., przy ognisku czy piwie jedyne tematy rozmów do podjęcia to były: dieta/sprzet wspinaczkowy/praca nad cyfrą. Nico zdecydowanie jest osobą bardzo pomocną nawet dla "nowych", co mają telegrafy na 5a, niejednokrotnie zabieramy furą jakichś nowych ludzi (na Malcie co chwile się w klubie tacy pojawiają) i użyczamy im sprzętu i asekurujemy.
Trochę zdjęć dla zwiększenia atrakcyjności tej ściany tekstu ![]()
KLIK
3) Moje hobby, na chwilę obecną skupiam się na:
a) hiszpańskim
b) obróbce zdjęć
a) miałem kilka lekcji przed wyjazdem do Meksyku, teraz chodzę 2x w tygodniu do koleżanki od wspinania, która mieszka 4 minuty piechotą ode mnie. Chcę nauczyć się języka, bo używa go b. dużo ludzi na świecie, chcę być bardziej światowym człowiekiem (czuje się źle z faktem,że znam tylko polski i angielski) no i móc rozmawiać z moimi hiszpańskimi znajomymi po ichniemu - bo mam z tego po prostu dużo radochy ![]()
b) wybrałem Lightrooma do portretów i Machinery do landscape i generalnego nasycania kolorów. Postaram się tutaj postować do czasu do czasu "before/after", zazwyczaj to będą portrety, bo do pejzaży używam gotowych presetów (ew. wyrównuje horyznoty). Lubię robić zdjęcia i nie umiem ich dobrze podrasowywać na kompie, więc zachciałem się nauczyć. Mam nadzieje,że uda mi się utrzymać regularność w pracy nad tym skillem, bo również dostarcza mi on sporo frajdy.
Pozdro!