To był mój najgorszy rok w pokerze i nie tylko. Nie udało mi się kompletnie nic. Strasznie przytyłem bo zupełnie olałem sport, który był zawsze moją ucieczką od problemów i dopiero teraz, w grudniu zaczynam biegać i wyglądać jak człowiek, nie postawiłem sobie żadnych celów, do niczego nie dążę, zyję cały czas ułudą tego, że zdarzy się ten jeden turniej, który będzie przełomem, da mi dużo kasy i zapoczątkuje coś nowego. Właściwie stałem się gamblerem. Po raz pierwszy od lat bastnąłem rolla, mimo, że dotychczas wydawało mi się, że przez przeważający czas wiedziałem co robię. Eh..
