Cześć,
moja historia z pokerem trwa już około roku z częstymi i długimi przerwami, traktowałem pokera głównie jako rozrywkę i zabijacz czasu, klikanie przycisków i sprawdzanie kto jak zareaguje. O dziwo otrzymane od Was 50$ trzymałem na Titanie przez ponad 100k rąk - stopniowo jednak kwota ta malała.
Miesiąc temu przypomniałem sobie o pokerze i wróciło dawne zainteresowanie.
Czytając blogi graczy, którzy wspinali się na ciekawe stawki zaczynając od nl2 starałem się zarazić od nich determinacją. Szukałem motywacji. Aż w końcu zgadałem się z pewnym użytkownikiem tego forum, który okazał się na tyle uprzejmy i pomocny, że zrobił ze mną 30 min sesję live i w tak krótkim czasie wykrył moje błędy, których ja nie dostrzegałem. Podstawy i jako taki własny styl wyrobiłem grając tamte 100k rąk ale wciąż brakowało mi tego jednego bodźca by wygrywać.
Drobniaki, które mi zostały z Titana jak najszybciej przegrałem (było tam około 5$ więc stwierdziłem, że lepiej zacząć od 0 z nowym nastawieniem).
Zdecydowałem się na wpłatę 30$ na P*, które w połączeniu z dodatkami za pierwsze wpłaty pozwoliło mi bezpiecznie grać na nl2 ZOOM - zmieniłem normalne stoliki na zooma gdyż spodobała mi się dynamika gry, na zwykłych stolikach często miałem problemy z koncentracją podczas czekania na decyzje przeciwników a przy większej ilości stołów traciłem głowę.
Teraz gdy już stałem się wygrywającym graczem na nl2 natrafiłem na kolejną barierę i nie jestem do końca pewien czy jest ona związana z psychiką czy z umiejętnościami (znając siebie to szwankuje u mnie i jedno i drugie). Otóż bariera ta to nl5; zdaje się, że są to bardzo pokrewne limity i gra nie różni się zbytnio a mimo wszystko nie jestem w stanie się utrzymać na tym limicie.
Wyrabiam BR na nl5, wchodzę i przegrywam w krótkim czasie 2-3 BI, kolejny dzień/dwa odrabiam to na nl2 i tak w kółko. Shotowałem nl5 już z 6 razy i z tego powodu zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej wyrobić porządnego rolla na nl2 (powyżej 150$) i zagrać na wyższym limicie, nie patrząc ciągle w cashiera z myślą czy już powinienem zejść niżej. Drugą opcją było wyrobienie jakiejś kwoty aby wykupić trening, który na pewno by mnie zmotywował do dalszej pracy i poprawił moje umiejętności. Na pewno byłaby to profitowa inwestycja.
Skoro wyszliście z propozycją darmowych treningów to stwierdziłem, że warto jest napisać kilka słów i zawalczyć o ów trening ; ) Trochę się rozpisałem, może ta cała historia jest niepotrzebna ale być może też ktoś się zainteresuje moją osobą i postara się mnie wesprzeć 
Słyszałem, że Mikołaje to łasuchy więc zostawiam na parapecie małą przynętę. Oby jakiś pulchny i hojny brodacz dał się złapać na ten stary numer:

Pozdrawiam, Mariko.