Praca numer 10
Nie jestem żadnym profesjonalnym graczem. Mam 24 lata, a moja przygoda z
pokerem zaczęła się od pogrywania z kumplami, później freerolle na różnych
pokerroomach. Chyba sami dobrze wiecie o co mi chodzi. W końcu trafiłem
tutaj, na PokerStrategy.com i dzięki kapitałowi startowemu rozpocząłem
budowę swojego bankrolla. Szło raz lepiej, raz gorzej, ale w końcu dorobiłem
się - w moim odczuciu - całkiem niezłej sumki.
Zawsze gra live była dla mnie atrakcyjniejsza. Dobrze czytałem graczy,
umiałem się lepiej koncentrować. Tak więc postanowiłem wypłacić część
pieniędzy i zagrać w turnieju live w moim rodzinnym mieście -
Bydgoszczy. Kilkusetzłotowe
wpisowe, ponad setka graczy - niektórych z nich lepiej lub gorzej znałem, w
końcu środowisko pokerowe nie jest takie znów duże. Zasiadłem do stolika z
trzema znanymi mi graczami: dwoma młodymi chłopakami oraz starszym panem
około 40-stki, który siedział po mojej prawej stronie. Pierwszy poziom
blindów minął bez większych rozdań z moim udziałem, ale zdążyłem poczynić
jedno ważne spostrzeżenie. Siedzący po mojej lewej chłopak, pewnie student,
próbował tanim kosztem oglądać większość flopów, lecz już po wyłożeniu
trzech kart na stół grał bardzo tight - szukał top pary lub lepszego układu.
Nowozdobyta wiedza okazała się już niedługo bardzo przydatna. Dostając
pocketa króli otworzyłem 3betem ze środkowej pozycji. Zostałem sprawdzony
przez mojego kolegę z lewej oraz gracza na dużej ciemnej. Flop JT6 rainbow
pozwolił mi na continuation beta za 2/3 puli, jednak raise gracza po mojej
lewej dał mi wiele do myślenia. 'Raczej nie blefuje, pewnie ma tego jopa,
ale czy z drugą parą?' - wiele myśli kłębiło się w mojej głowie. Po długim
namyśle postanowiłem spasować, a mój przeciwnik z szyderczym uśmiechem
pokazał JTs. 'Nie jesteś taki cwany jak myślisz' - przemknęło mi przez myśl.
Pomimo, że łatwo wpadam w tilt, opanowałem nerwy i po wygraniu kilku
mniejszych pul mój stack wahał się w granicach średniego.
Następnym bardzo ciekawym rozdaniem było moje otwarcie z CO trzymając w ręku
A7s. W grze utrzymał się gracz z dużej ciemnej i razem obejrzeliśmy flopa
568. Przy tym stanie rzeczy kontynuowałem agresję, a mój przeciwnik po
chwili zastanowienia sprawdził. Na turnie spadło Q i na mój zakład
przeciwnik odpowiedział miniraisem. Dużo zapłacić nie musiałem, sprawdziłem.
Na riverze spadł król, a mój przeciwnik zagrał za 1/5 puli. 'Tylko?'
-pomyślałem. 'Dlaczego zagrał TYLKO za 1/5 puli? Z pewnością ten król go nie
ucieszył. Co on może mieć? Słabą damę? Parę z gutshotem? Wiem tylko, że
łatwo chce dojść do showdownu.' Po dłuższym namyśle postanowiłem postawić go
na allinie, oceniając, że mój rywal dość łatwo spasuje swój układ. Tak też
się stało - pomruczał coś pod nosem, ponarzekał na króla, skomentował mojego
farta i wyrzucił karty. Przez głowę przeleciało mi rozdanie, w którym
Simon1989 wsunął allina z trzecią parą czując słabość rywala. 'To było
zajebiste! Może kiedyś będę tak dobry jak Simon, może lepszy?' - myślałem,
pełen wewnętrznej dumy, wyrzucając karty do mucka. Kolejne rozdania nie były
spektakularne. Kończyłem rozdania na preflopie, ewentualnie po zobaczeniu
pierwszych trzech kart. Trzymałem się w okolicach średniego stacka, nie
chciałem wpaść w jakieś spekulacyjne rozdania.
Pozostało 13 graczy, jedenastka w kasie. Mocno zawęziłem zakres rąk, ale
skoro trafiłem QQ na buttonie uznałem to za dobrą okazję do wyrzucenie
któregoś z rywali z turnieju. Raisowałem zagranie jakiegoś dziwaka ze
środkowej pozycji. Blindy łatwo zrzuciły, zdziwiło mnie natomiast
sprawdzenie mojego oponenta. Flop 38Q chyba wszystko wyjaśniał. Znów kolejne
zaskoczenie - mój przeciwnik bez inicjatywy na preflopie stawia zakład jako
pierwszy. Przez chwilę udając zawahanie przesunąłem na środek wszystkie
swoje żetony. 'Call' - bez trudu oznajmił ten dziwny facet. 'Też trafił
seta? Czy ma overpair? Bez różnicy, i tak jest mój.' Pokazałem swoje karty,
a on z niesmakiem odsłonił swoje... A8! Nie mogłem zrozumieć jego decyzji, ale
przyjąłem ją z jakże szczerą radością. Krupier na turnie wyłożył A, czym
lekko ostudził mój zapał. 'Przecież będzie dobrze. One time, baby, one
time!' - powtarzałem w myślach, parafrazując zabawny filmik internetowego
pseudopokerzysty. Krupier długo trzymał nas w niepewności, aż na river
wyłożył... kolejnego asa! Jebany suckout! Nie mogłem w to uwierzyć. Dlaczego
ja? Dlaczego na bubblu? Szybkie podliczenie stacków nie pozostawiło złudzeń
- ten idiota miał nieznacznie więcej ode mnie. W dodatku cieszył się, jakby
wykonał najlepsze zagranie w historii pokera. Choć wewnątrz byłem cały
roztrzęsiony, nie dałem tego po sobie poznać. Pogratulowałem mu z wymuszonym
uśmiechem i podszedłem do baru zamówić coś mocnego na otarcie łez. Po chwili
podeszła do mnie młoda dziewczyna. 'Nie przejmuj się, świetnie grałeś' -
powiedziała z uśmiechem na ustach. Najwyraźniej wiedziała co mówi. W końcu
grała ze mną przy jednym stole. Usiadła obok. Wymieniliśmy kilka banalnych
zdań. Starała się poprawić mi humor, pocieszyć. Później, zupełnie
przypadkiem, odprowadziłem ją do domu - mieszkała w samym centrum
Bydgoszczy. Równie przypadkowo wstąpiłem na górę. Może faktycznie badbeaty
są przyjaciółmi pokerzysty. I wierzcie mi: są na świecie rzeczy
przyjemniejsze niż poker, dźwięki przyjemniejsze niż brzdęk żetonów i
wrażenia piękniejsze niż największa wygrana.