Napisane przez Ninjai
Nie ma co ukrywac, ze kazda rzecz ktora robimy, ma plusy i minusy, kazda ma wady i zalety. Poker to rzecz, ktora stety/niestety dotyczy psychologie czlowieka dosyc mocno. Jak sam yac napisal, ksiazek na ten temat jest wiele, porady mozemy sciagnac sobie z google ile chcemy, ale problem tkwi w tym, by zastosowac inne metody i sie zmienic znacznie, by moc zmienic nastawienie, wiec wlasnie ten nasz mindset.
Powiem szczerze, ze przez was opisane fenomeny ogladania BR, sledzenia wynikow podczas sesji, robienie podsumowan, placz na temat setupow etc. to cos, z czym dlugo sam mialem do czynienia, a co zaczelo mnie odciagnac od tych wazniejszych rzeczy jak nauki, rozwoj umietnosci etc. od samego poczatku NL10.
Kazdy krok do przodu w limitach tylko powiekszal czas, ktory spedzalem nad negatywnymi myslami... nie wiem, ile razy wchodzilem i schodzilem z NL50, az pewnego dnia chyba mnie cos strzelilo w glowe. Na jakies krotkiej sesji stracilem chyba z 10-15 BI na NL50 w ciagu 10 minut zawsze lecac w jakies dziwne setupy. Myslalem sobie, ze to jest niemozliwe i ze chyba jestem slabym graczem, ze powinienem skonczyc. Jak wylaczylem gre od razu po ostatniej przegranej puli to sie meczylem caly wieczor myslac o tym, ile hajsu stracilem, powtarzajac sobie, ze jestem glupi i idiota, ze nie wyplacilem kasy...az w pewnym momencie sobie zaczalem uswiadomiac, ze przeciez ta "kasa" nie byla wcale moja kasa. Nie wplacilem niczego, wiec przeciez nie moglem niczego stracic.
To byl poczatek, w ktorym zaczalem sie interesowac psychologia i mindsetem, bo stwierdzilem, ze te meczenie mnie odstrasza od gry, wprowadza zly humor i prowadzi do zlej gry. Chodzilem pare dni na sport i zawsze myslalem nad tym, ze jezeli to nie jest moja kasa, to co to dla mnie jest wlasciwie? Kiedy ta kasa jest moja, kiedy nie, i czemu sie nia az tak przejmuje?
Postawilem sobie cel, ze poker dla mnie ma poczatkowo byc jak male hobby, ktore mi przynosi zysk. Nie ma to byc praca jaka np. kiedys byl esport, w ktory inwestuje 60h na tydzien i od ktorego chce jakis tam zarobek by moc zyc, ale sobie mowilem, ze bede traktowal gre jako cos, co moze mi przyniesc zysk, ale rownodobrze sie skonczyc kiedys na 0. Jak sobie uswiadomilem, ze nie moge stracic nic wlasnego, a i tak mam wysoka szanse na jakas wygrana, to wtedy zaczalem patrzec na poker jako gre, ktora sie orientuje tylko i wylacznie za EV. Jezeli gramy +EV, to kiedys nam spadnie zysk z tego... oczywiscie te kiedys moze byc dluuuuuugim okresem, ale tutaj wchodzi kolejny myk w gre... BRM!
Jak chce odczekac ten dlugofalowy moment, w ktorym 51% na 49% bedzie owocowalo dla mnie zyskiem, to musze jakos przetrwac. To znaczy, ze ustalilem sobie dosyc konserwatywny BRM. Po pierwsze wyciagnalem wnioski, ze nie lubie sobie skakac z limitu na limit 10 razy jak to robilem pomiedzy NL25 i NL50. Chce miec stabilnosc, nie meczyc ani martwic sie. Konserwatywny BRM oczywiscie troche zmniejsza moj EV, jezeli sadze, ze moglbym juz np. grac codziennie na wyzszym limicie, ale takze zmniejsza wariancje oraz daje zone komfortu, w ktorej ja bede mogl spokojnie pracowac.
By sie nie rozpisywac dalej, to wiec moge podsumowac, ze strwierdzenie, ze nie trace wlasnej kasy a wlasciwie uzywam pieniadz do bawienia sie w moj hobby oraz zmiana w moim BRM mnie mianowicie odciagnely od tego, by sie codziennie meczyc z jakimis rzeczmi jak sprawdzenia saldo. Moze sobie tez po pierwszych swingach na dla mnie znaczacych stawkach uswiadomilem, duzy minus na jeden dzien kiedys sie odwroci w plus i dlatego sie w ogole tym juz nie przejmuje.
Sam założyłem kiedyś podobny wątek dlatego może też tam postarasz się poszukać odpowiedzi