Przejdź do forum
Lęk przez porażką
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Zamknięte] Lęk przez porażką

9 Posty
5 Użytkownicy
0 Reakcje
1,132 Wyświetlenia

Ok więc zacznę może od tego, że zastrzegam sobie prawo do gubienia wątku po drodze, schodzenia z tematu i jakiejś ogólnej możliwej niespójności,gdyż nigdy nie byłem orłem z polskiego, a moje wypowiedzi nie były najwyższych lotów, toteż mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. (Ale będę się starać!) Anyway. Krótkie intro: Nazywam się Jakub i jestem studentem 2 roku, chyba nie będę pisać czego, bo to raczej nie ma jakiegoś większego znaczenia, bla bla bla. Jakieś parę miesięcy temu zdałem sobie sprawę, że wszystko co robię (chociaż może lepiej powiedzieć, czego unikam) jest wynikiem w/w lęku przed porażką/rozczarowaniem i to tyczy się każdej możliwej płaszczyzny, na której można ją ponieść. Chyba zaczęło się od dużych wymagań, które, jak sięgam pamięcią, od zawsze były mi stawiane. W szkole zawsze szedłem po najniższej linii oporu, po jakimś czasie przestałem aspirować do najlepszych wyników, zacząłem odkładać wszystko na później, nawet niekiedy na ostatnią chwilę, tłumacząc sobie, że przecież nie było możliwości ogarnąć tego wszystkiego w tak krótkim czasie. Teraz widzę, że szukałem jedynie usprawiedliwienia przed samym sobą, ewentualnej, tytułowej porażki. Nie byłoby w tym chyba niczego niezwykłego gdyby nie fakt, że stało się to moim nawykiem i stosowałem, ba stosuję nadal tę strategię zawsze gdy chodzi o coś gdzie muszę się wysilić żeby coś zdobyć. Tak jest prościej, bo nigdy nie mogę się rozczarować, gdyż miałem za mało czasu itp. Zawsze też bałem się komentarza, który mógłby podsumować ilość włożonej pracy do ostatecznego, być może miernego wyniku. Teraz jest identycznie, jedynie szczebel wyższy, ale to już nie jest szkoła i mam przez to niesłychanie dużo problemów. Mam nadzieję że uchwyciłem sedno, jak mi coś przyjdzie na myśl to jeszcze dopiszę w razie czego. Kolejnym takim przykładem może być moja 1 miłość-koszykówka. Tu będzie krócej, bo już mniej więcej wiadomo co chcę przekazać. Nigdy nie miałem problemu z grą w jakiś rozgrywkach międzyszkolnych, gdyż wiedziałem, że moje umiejętności w zupełności wystarczą aby szaleć pod koszem, przecież kiedyś zostałem "zauważony" i dostałem propozycję gry w lepszym klubie, z którego "musiałem" zrezygnować, dlaczego?---> Problem zaczynał się jak chodziło o rozgrywki ligowe(między miastami). Nie stawiałem się na treningach przed meczami, co równocześnie skreślało mnie z meczowej 12skti. Nie miałem z tym problemu, bo przecież i tak mam skilla i bym im pokazał, no ale że mi akurat wypadło to i tamto.... Bałem się konfrontacji moich umiejętności z przypuszczalnie mocniejszymi rywalami, bo przecież mogłem przegrać, moja gra mogła nie być wystarczająca aby odnieść sukces. Ale to niestety skończyło się tym, że koniec końców porzuciłem klub i do dziś grywam sobie jedynie rekreacyjnie. Kolejny przykład-kobiety/dziewczyny/dziewoje/białogłowe itd. Nie potrafię podejść i "zagadać", bo boję się że zostanę wyśmiany, nie spodobam się etc, a tak wiem jedynie, że nie poniosę porażki. Wiem ciota ze mnie, lama, ale uważam to za rzeczywisty problem, alkohol co prawda pomaga, ale to nie to samo. Ok ogaraniam się, bo widzę, że to mój najdłuższy post evah. Ale jak to się ma wszystko do pokera? Chyba naprawdę nie muszę się znowu rozpisywać, ale tak po krótce: boję się przeskoczyć na wyższy limit, przez co miksuję stoły z 2 limitów, gdzie jednak game flow jest trochę mimo wszystko inne i odbija się to jednak mimo wszystko na grze. Teraz to nie jest jakiś wielki problem, bo gram mikrostawki i poziom nie jest wygórowany, ale wciąż boję się przejścia i nie ufam sobie i swoim umiejętnościom. Mówię sobie, że na 10nl czuję się dobrze i po co rzucać się dalej skoro tutaj idzie dobrze i mam pewny winrate. Jak pisałem odnośnie sportu, boję się że moja gra może nie być wystarczająca. Jednak wyżej może być to już spory problem. Czasami nawet boję się odpalić stoliki. Odpuszam spoty w których być może jestem ahead, bo po co przegrać? I nie, nie jest to scary money niestety. Dlaczego tak sądzę? Skąd mogę być pewien? Wydaje mi się, że patrząc na to przez pryzmat tego co napisałem wyżej może to być całkiem silnym argumentem. Zdaję sobie również sprawę, że to ma wpływ na moją grę i masę innych rzeczy jak chociażby ciągłe udoskonalanie swojej gry i wrzucanie rozdań do oceny, bo mnie zjadą co będzie dla mnie, aspirującego do najlepszych wyników początkującego pokerzysty, kolejna porażka. Zdałem sobie sprawę, że to wszystko jest tylko po to żeby siebie oszukać, żeby mieć wymówkę przed samym sobą i "spać spokojnie". Ale nie. Teraz TO mi nie daje spokoju. Pominąłem jeszcze kilka innych rzeczy, coby nie ciągnąć wypowiedzi w nieskończoność i wydaje mi się że to co teraz napisałem powinno wystarczyć. Naprawdę byłbym wdzięczny Leszku gdybyś mi poradził cokolwiek.

Pozdrawiam!

PS. wiem tl;dr :facepalm:


8 odpowiedzi

W naszym dziale nie ma czegoś takiego, jak tldr. Wszystkie wpisy są czytane w całości i odpowiednio analizowane. Zauważ, że jeżeli chce się opisać swój problem w ten sposób, aby otrzymać skuteczną pomoc, nie wystarczą dwa słowa.


Nomedes
Dołączył: 06.10.2008

[Treść edytowana]

// Spam. Nie masz nic do napisania, to nie pisz. - dohpaZ


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

„Statki są najbezpieczniejsze, kiedy stoją w porcie. Ale nie po to buduje się statki”. P. Coelho

Naprawdę długi post, czytałem go kilka razy, myślę, że główne problemy i ograniczające Cię przekonania to:
-strach przed porażką
-ocenianie siebie głównie przez pryzmat tego co pomyślą inni
-zdecydowanie zbyt niska samoocena
-zauważanie negatywnych aspektów swojej osobowości a nie tych pozytywnych
-brak wiary w siebie
Kilka innych by się znalazło, ale to są główne, które warunkują całą resztę. Spokojnie to tylko przekonania, których nauczyłeś się w ciągu swojego życia, bo jak miałeś 3 latka to na pewno nie miałeś żadnych problemów z pewnością siebie. A skoro mogłeś nauczyć się czegoś, a nauczyłeś się wielu niemądrych rzeczy to możesz się ich również oduczyć, to oczywiste. Postaram się przeanalizować po kolei Twój post żeby pokazać Ci pewne schematy i pułapki myślowe w które systematycznie wpadasz.

Ok więc zacznę może od tego, że zastrzegam sobie prawo do gubienia wątku po drodze, schodzenia z tematu i jakiejś ogólnej możliwej niespójności,gdyż nigdy nie byłem orłem z polskiego, a moje wypowiedzi nie były najwyższych lotów

Już na wstępie obawiasz się co pomyślą inni, nie możesz tak żyć, to droga do nikąd. Takie przekonanie powoduje sztuczność bo zamiast robić szczerze i spójnie to na co masz ochotę, zanim cokolwiek zrobisz zastanawiasz się co inni o Tobie pomyślą. To wywołuje tak naprawdę odwrotny efekt bo stajesz się przez to niespójny. Znajdź minimum 5 powodów dla których nieważne jest to co pomyślą inni. Oraz 5 powodów dla których najważniejsze jest to co Ty sam pomyślisz o sobie.

toteż mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone

Po co prosisz o wybaczenie? Myślisz, że mogłeś kogoś obrazić? Skończ z postawą „przepraszam, że żyję”.

Jakieś parę miesięcy temu zdałem sobie sprawę, że wszystko co robię (chociaż może lepiej powiedzieć, czego unikam) jest wynikiem w/w lęku przed porażką/rozczarowaniem i to tyczy się każdej możliwej płaszczyzny, na której można ją ponieść.

Rozłóżmy porażkę i rozczarowanie na czynniki pierwsze.

Porażka jest czymś co jest ograniczone w czasie. Przegrywasz mecz w koszykówkę, kiedy w ciągu 40 minut twoja drużyna zdobywa mniej punktów niż przeciwnicy, ale nie przegrywasz tego by stawać się lepszym koszykarzem. By ciągle trenować różne elementy gry i stawać się coraz lepszy. Jeśli wyznaczysz sobie, że porażką życiową jest przegranie meczu to będziesz miał w plecy. Jeśli Twoim celem będzie stawanie się lepszym koszykarzem albo pokerzystą to nigdy nie poniesiesz porażki, bo zawsze będziesz mógł być lepszy. Rozwój i wyciąganie wniosków powodują, że „porażka” staje się tylko informacją zwrotną mówiącą Ci o tym, że to co robisz nie działa i musisz zacząć robić to lepiej albo spróbować robić coś innego.

Rozczarowanie wymaga z kolei uprzedniego zaplanowania. Musiałeś je zaplanować w swojej głowie inaczej nie mógłbyś się rozczarować. Np. planujesz, że jak nie poderwiesz jakiejś dziewczyny to będziesz rozczarowany. Plan rodzi się w Twojej głowie.

Chyba zaczęło się od dużych wymagań, które, jak sięgam pamięcią, od zawsze były mi stawiane.

Chyba nawet wiem przez kogo. Przez osoby, które chciały, żebyś Ty spełnił ich niespełnione marzenia i oczekiwania i wiesz dobrze o kim mowa. Uwolnij się od oczekiwań innych osób, one są więzieniem dla Twojej wolności osobistej. Przestań spełniać kogoś wymagania a zacznij swoje.

W szkole zawsze szedłem po najniższej linii oporu, po jakimś czasie przestałem aspirować do najlepszych wyników, zacząłem odkładać wszystko na później, nawet niekiedy na ostatnią chwilę, tłumacząc sobie, że przecież nie było możliwości ogarnąć tego wszystkiego w tak krótkim czasie. Teraz widzę, że szukałem jedynie usprawiedliwienia przed samym sobą, ewentualnej, tytułowej porażki.

Nie ma to jak pójść w drugie ekstremum i zamiast spełniać oczekiwania robić dokładnie na odwrót. Po co to robiłeś, chciałeś postawić na swoim? Pokazać swoją indywidualność? Niezależność? Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Wpadłeś w drugi koniec tego samego mechanizmu.

Nie byłoby w tym chyba niczego niezwykłego gdyby nie fakt, że stało się to moim nawykiem i stosowałem, ba stosuję nadal tę strategię zawsze gdy chodzi o coś gdzie muszę się wysilić żeby coś zdobyć.

Chyba już czas zmienić starą strategię na nową. W dobie nowoczesnych komputerów Ty ciągle działasz na DOSie, wg mnie to bardzo ograniczające. Systemem operacyjnym są twoje strategie.

Tak jest prościej, bo nigdy nie mogę się rozczarować, gdyż miałem za mało czasu itp. Zawsze też bałem się komentarza, który mógłby podsumować ilość włożonej pracy do ostatecznego, być może miernego wyniku.

Wow, czyli strach przed rozczarowaniem jest tak silny, że wolisz wszystko olewać i oszukiwać się że miałeś za mało czasu? Ok. Więc co dla Ciebie oznacza rozczarowanie.

Bałeś się komentarza. A co taki komentarz by dla Ciebie oznaczał, co by o Tobie świadczył?

Bałem się konfrontacji moich umiejętności z przypuszczalnie mocniejszymi rywalami, bo przecież mogłem przegrać, moja gra mogła nie być wystarczająca aby odnieść sukces. Ale to niestety skończyło się tym, że koniec końców porzuciłem klub i do dziś grywam sobie jedynie rekreacyjnie.

A co by dla Ciebie oznaczała porażka w konfrontacji z innymi? Ciągle szukam motywu dla którego to robisz, intencja na pewno jest pozytywna ale zastanawiam się co to jest. To może być coś w stylu, chcę ochronić mój obraz samego siebie, moje poczucie własnej wartości więc unikam wszystkiego co mogłoby to poczucie zaniżyć. Pomyśl o tym.

Kolejny przykład-kobiety/dziewczyny/dziewoje/białogłowe itd. Nie potrafię podejść i "zagadać", bo boję się że zostanę wyśmiany, nie spodobam się etc, a tak wiem jedynie, że nie poniosę porażki.

Oj chłopie gwarantuję Ci, że nie boisz się podejść do kobiety, ale tylko i wyłącznie do określonego rodzaju kobiet. To wzięło się z kretyńskiego systemu oceniania urody, który stworzył sztuczne podziały i narobił wiele problemów w społeczeństwie. Zacznij bardziej wierzyć w siebie, w swoją wartość i w to, że jesteś fantastycznym prezentem który możesz zaoferować drugiej osobie. Znajdź minimum 10 powodów dla których warto z tobą rozmawiać i cię poznać.

Wiem ciota ze mnie, lama, ale uważam to za rzeczywisty problem, alkohol co prawda pomaga, ale to nie to samo.

Po co sobie jeszcze dopier… ? Musza Ci chyba za to płacić :) inaczej skończ z tym. Za darmo tego nie rób.

Chyba naprawdę nie muszę się znowu rozpisywać, ale tak po krótce: boję się przeskoczyć na wyższy limit, przez co miksuję stoły z 2 limitów, gdzie jednak game flow jest trochę mimo wszystko inne i odbija się to jednak mimo wszystko na grze.

To oczywiste, że to się przekłada na grę. Zacytuję jeszcze raz: „Statki są najbezpieczniejsze, kiedy stoją w porcie. Ale nie po to buduje się statki”. P. Coelho

Teraz to nie jest jakiś wielki problem, bo gram mikrostawki i poziom nie jest wygórowany, ale wciąż boję się przejścia i nie ufam sobie i swoim umiejętnościom.

A komu chcesz ufać? Masz ufać sobie, to najważniejsze.

Jak pisałem odnośnie sportu, boję się że moja gra może nie być wystarczająca. Jednak wyżej może być to już spory problem.

Dobrze, że to napisałeś, pokazałeś mi jeszcze jeden mechanizm. Cały czas halucynujesz co złego może się nie wydarzyć. Chcesz gdzieś pojechać, ale nie chcesz ruszyć póki wszystki światła nie będą zielone. A nigdy nie będą! Nie wiesz co spotka Cię na wyższych limitach bo tam nie grałeś. Życie się przeżywa. Słowo przeżywać pochodzi od życia, a Ty cały czas zamiast przeżywać, żyjesz w swojej głowie jakimiś swoimi urojonymi halucynacjami na temat tego co rzekomo może się wydarzyć. Zacznij wreszcie żyć i robić nowe rzeczy. Widzę, że Ty zrobisz wszystko byleby tylko trzymać się tego co znasz, ale w ten sposób statek stoi w porcie. Nie rozwijasz się i nie przeżywasz. Zacznij robić nowe rzeczy, poznawać nowe osoby. Wracaj codziennie do domu inną drogą, pojedź do tej części miasta gdzie jeszcze nigdy nie byłeś i pochodź po niej, zacznij jeść nowe potrawy itd. itd. Zacznij przekraczać swoją strefę komfortu.

Czasami nawet boję się odpalić stoliki. Odpuszam spoty w których być może jestem ahead, bo po co przegrać? I nie, nie jest to scary money niestety. Dlaczego tak sądzę? Skąd mogę być pewien?

No właśnie skąd wiesz, że tak będzie? Masz zdanie na temat czegoś czego nie przeżyłeś.

Zdaję sobie również sprawę, że to ma wpływ na moją grę i masę innych rzeczy jak chociażby ciągłe udoskonalanie swojej gry i wrzucanie rozdań do oceny, bo mnie zjadą co będzie dla mnie, aspirującego do najlepszych wyników początkującego pokerzysty, kolejna porażka.

Ok. kolejne zadania, minimu 10 argumentów dla których warto popełniać błędy. Twoich argumentów.

Zdałem sobie sprawę, że to wszystko jest tylko po to żeby siebie oszukać, żeby mieć wymówkę przed samym sobą i "spać spokojnie". Ale nie. Teraz TO mi nie daje spokoju. Pominąłem jeszcze kilka innych rzeczy, coby nie ciągnąć wypowiedzi w nieskończoność i wydaje mi się że to co teraz napisałem powinno wystarczyć. Naprawdę byłbym wdzięczny Leszku gdybyś mi poradził cokolwiek.

Powiem szczerze, że bardziej to wszystko nadaje się na coaching niż forum. Sporo pracy przed Tobą, ale poradzisz sobie. Zrób wszystkie zadania, o których pisałem, wypisz wszystkie Twoje najbardziej ograniczające przekonania:
-moja opinia zależy od tego co pomyślą inni
-boję się porażki
-jestem slaby
-nie poradzę sobie
-boję zawieść swoich oczekiwań
I przerób je wszystkie technologią The Work. Tutaj masz jeden z postów, gdzie jest opisana.
Kup sobie książkę „Wolność jest wszystkim a miłość to cała reszta” R.Bandlera i O. Fritzpatricka i przeczytaj ją minimum kilka razy.

Wydziel sobie 15 minut w ciągu dnia kiedy będziesz się martwił i umowa jest taka, że możesz martwić się tylko w ciągu tych 15 minut. Załóż sobie zeszyt zmartwień i przez 15 minut wypisuj wszystko to co Cię martwi, ale tylko 15 minut, resztę dnia spędzaj na innych rzeczach.

Załóż dziennik sukcesów i codziennie wypisuj minimum 1 stronę A4 tego co udało Ci się zrobić w ciągu dnia.

Wypisz wszystko to o co Cię prosiłem w poście, bo nie robiłem tego bez powodu. Zacznij robić nowe rzeczy. Zainteresuj się czymś nowym, np. kosmosem i zacznij to zgłębiać. Poznawaj nowych ludzi, podróżuj w nowe miejsca, jedz nowe potrawy. Twoja praca nie kończy się na przeczytaniu posta, ale tam dopiero się zaczyna.

Wiem, że forum ma swoje ograniczenia, ale mam nadzieję, że weźmiesz się sumiennie za siebie. Pomóż sam sobie, bo na to zasługujesz.

Pozdrawiam


Cześć! Dzięki za poświęcony czas i analizę mojego problemu Leszku :).

Już na wstępie obawiasz się co pomyślą inni, nie możesz tak żyć, to droga do nikąd. Takie przekonanie powoduje sztuczność bo zamiast robić szczerze i spójnie to na co masz ochotę, zanim cokolwiek zrobisz zastanawiasz się co inni o Tobie pomyślą. To wywołuje tak naprawdę odwrotny efekt bo stajesz się przez to niespójny. Znajdź minimum 5 powodów dla których nieważne jest to co pomyślą inni. Oraz 5 powodów dla których najważniejsze jest to co Ty sam pomyślisz o sobie.

@Wiesz zawsze właśnie mi się wydawało, że nic mnie nie obchodzi zdanie innych, ale tak patrząc na to wszystko z boku, gdyż "ktoś" ;) mi to wreszcie wytknął i rozmyślając nad tym chwilkę dłużej, jest to rzeczywiście prawda. Nawet nie zdawałem sobie dotąd sprawy jak bardzo mnie to ograniczyło.

Nie wiem czemu, ale samo wypisanie (bo postanowiłem wypisać sobie na karteczce) tych powodów, poprawiło mi nastrój. Nie przyszło mi łatwo ich znalezienie, co jak sądzę nie świadczy najlepiej, ale tuż po chyba coś wreszcie do mnie dotarło.

Chyba nawet wiem przez kogo. Przez osoby, które chciały, żebyś Ty spełnił ich niespełnione marzenia i oczekiwania i wiesz dobrze o kim mowa. Uwolnij się od oczekiwań innych osób, one są więzieniem dla Twojej wolności osobistej. Przestań spełniać kogoś wymagania a zacznij swoje.

Teraz, na chwilę obecną wydaje mi się, że nie chciałem ich w żaden sposób zawieść. Bo wiadomo, wszystko jest fajnie jak idzie dobrze, ale niech nie daj Boże coś poszło nie tak.

Nie ma to jak pójść w drugie ekstremum i zamiast spełniać oczekiwania robić dokładnie na odwrót. Po co to robiłeś, chciałeś postawić na swoim? Pokazać swoją indywidualność? Niezależność? Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Wpadłeś w drugi koniec tego samego mechanizmu.

O tutaj właśnie nie przestałem (w swoim mniemaniu) spełniać oczekiwań, bo jednak zrzucając wszystko na ostatnią chwilę jednak starałem się "wyjść zwycięsko", nie chciałem zawieść jak to wcześniej wspomniałem. Teraz tak zastanawiając się nad tym chwilkę być może też po części nie chciałem zawieść też siebie, a w razie czego mieć tą "wymówkę" w zanadrzu, którą sobie tłumaczyłem swoje niepowodzenie. A co za tym idzie...

Wow, czyli strach przed rozczarowaniem jest tak silny, że wolisz wszystko olewać i oszukiwać się że miałeś za mało czasu? Ok. Więc co dla Ciebie oznacza rozczarowanie.

Tak mi się zdaje właśnie. Przynajmniej po dosyć długiej analizie życiowych "spotów" wszystko na to wskazuje.
Rozczarowanie dla mnie - ktoś (nie wykluczając siebie) liczy na Ciebie, wiadomo, Ty natomiast nie dajesz rady sprostać temu czemuś, jakiemuś zadaniu, co prowadzi do rozczarowania tej osoby, gdyż ona na Ciebie liczyła.

Bałeś się komentarza. A co taki komentarz by dla Ciebie oznaczał, co by o Tobie świadczył?

Mógłby słusznie oznaczać, że wszystko, cały wysiłek poszedł na marne, a co za tym idzie, że się nie nadaję, nie potrafię, nie sprostam, czyli uwypukla moje słabości.

A co by dla Ciebie oznaczała porażka w konfrontacji z innymi? Ciągle szukam motywu dla którego to robisz, intencja na pewno jest pozytywna ale zastanawiam się co to jest. To może być coś w stylu, chcę ochronić mój obraz samego siebie, moje poczucie własnej wartości więc unikam wszystkiego co mogłoby to poczucie zaniżyć. Pomyśl o tym.

Teraz po tym wszystkim co sobie przemyślałem, od początku pisania tego posta i przeczytania Twojego, wydaje mi się coraz bardziej, że to właśnie o to chodzi.

Cały czas halucynujesz co złego może się nie wydarzyć. Chcesz gdzieś pojechać, ale nie chcesz ruszyć póki wszystki światła nie będą zielone. A nigdy nie będą! Nie wiesz co spotka Cię na wyższych limitach bo tam nie grałeś. Życie się przeżywa. Słowo przeżywać pochodzi od życia, a Ty cały czas zamiast przeżywać, żyjesz w swojej głowie jakimiś swoimi urojonymi halucynacjami na temat tego co rzekomo może się wydarzyć. Zacznij wreszcie żyć i robić nowe rzeczy. Widzę, że Ty zrobisz wszystko byleby tylko trzymać się tego co znasz, ale w ten sposób statek stoi w porcie. Nie rozwijasz się i nie przeżywasz.

:O Naprawdę jestem pod wrażeniem Twoich umiejętności. Sama prawda.

Ok. kolejne zadania, minimu 10 argumentów dla których warto popełniać błędy. Twoich argumentów.

Przyznam się szczerze, nie sprostałem temu zadaniu. Nie potrafię znaleźć aż 10. Wiem że słówko "warto" zostało celowo użyte, ale właśnie ono mnie tutaj zablokowało.

Zdałem sobie sprawę, że to wszystko jest tylko po to żeby siebie oszukać, żeby mieć wymówkę przed samym sobą i "spać spokojnie". Ale nie. Teraz TO mi nie daje spokoju. Pominąłem jeszcze kilka innych rzeczy, coby nie ciągnąć wypowiedzi w nieskończoność i wydaje mi się że to co teraz napisałem powinno wystarczyć. Naprawdę byłbym wdzięczny Leszku gdybyś mi poradził cokolwiek.

Wybacz (wiem znowu przepraszam, ale jakoś tak się przyzwyczaiłem, czy to źle w takim kontekście) pytanie, ale czy ten post o the work to :

Spoiler

Kup sobie książkę „Wolność jest wszystkim a miłość to cała reszta” R.Bandlera i O. Fritzpatricka i przeczytaj ją minimum kilka razy.

Wydziel sobie 15 minut w ciągu dnia kiedy będziesz się martwił i umowa jest taka, że możesz martwić się tylko w ciągu tych 15 minut. Załóż sobie zeszyt zmartwień i przez 15 minut wypisuj wszystko to co Cię martwi, ale tylko 15 minut, resztę dnia spędzaj na innych rzeczach.

Załóż dziennik sukcesów i codziennie wypisuj minimum 1 stronę A4 tego co udało Ci się zrobić w ciągu dnia.

Wypisz wszystko to o co Cię prosiłem w poście, bo nie robiłem tego bez powodu. Zacznij robić nowe rzeczy. Zainteresuj się czymś nowym, np. kosmosem i zacznij to zgłębiać. Poznawaj nowych ludzi, podróżuj w nowe miejsca, jedz nowe potrawy. Twoja praca nie kończy się na przeczytaniu posta, ale tam dopiero się zaczyna.

Wiem, że forum ma swoje ograniczenia, ale mam nadzieję, że weźmiesz się sumiennie za siebie. Pomóż sam sobie, bo na to zasługujesz.

czy to nie to, bo nie do końca złapałem :facepalm:

Pozdrawiam Leszku


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

@Wiesz zawsze właśnie mi się wydawało, że nic mnie nie obchodzi zdanie innych, ale tak patrząc na to wszystko z boku, gdyż "ktoś" mi to wreszcie wytknął i rozmyślając nad tym chwilkę dłużej, jest to rzeczywiście prawda. Nawet nie zdawałem sobie dotąd sprawy jak bardzo mnie to ograniczyło.

Nie wiem czemu, ale samo wypisanie (bo postanowiłem wypisać sobie na karteczce) tych powodów, poprawiło mi nastrój. Nie przyszło mi łatwo ich znalezienie, co jak sądzę nie świadczy najlepiej, ale tuż po chyba coś wreszcie do mnie dotarło.

Bo jesteś teraz na wyższym poziomie świadomości w stosunku do problemu. Jesteś więc w stanie zacząć go świadomie kontrolować. To pierwszy i duży krok na dobrej drodze. O to chodzi.

Teraz, na chwilę obecną wydaje mi się, że nie chciałem ich w żaden sposób zawieść. Bo wiadomo, wszystko jest fajnie jak idzie dobrze, ale niech nie daj Boże coś poszło nie tak.

Masz przede wszystkim być dumny z siebie i zadowolony z tego jak żyjesz. Kto wie może wybierzesz taką drogę która spodoba się rodzicom a może nie. Nie możesz uzależniać się od ich zdania bo większość rodziców żyje przekonaniem pt. „ja wiem lepiej co jest dla ciebie dobre”. Rodzice mają wychować Cię tak byś stał się samodzielny, odpowiedzialny i żebyś sam decydował o tym co jest dla Ciebie dobre, oczywiście od pewnego wieku.

Tak mi się zdaje właśnie. Przynajmniej po dosyć długiej analizie życiowych "spotów" wszystko na to wskazuje. Rozczarowanie dla mnie - ktoś (nie wykluczając siebie) liczy na Ciebie, wiadomo, Ty natomiast nie dajesz rady sprostać temu czemuś, jakiemuś zadaniu, co prowadzi do rozczarowania tej osoby, gdyż ona na Ciebie liczyła.

To ciągle mechanizm spełniania oczekiwań innych osób. Sposób w jaki żyłeś do tej pory polegał w znacznym stopniu na spełnianiu oczekiwań innych którzy mogli wybierać za ciebie. Najwyższy czas to zmienić, wziąć życie w swoje ręce i zacząć samemu o nim decydować. Zacząć samemu decydować o tym, co chcesz osiągnąć i zdać sobie sprawę kogo oczekiwania chcesz spełniać przez całe życie. To wynika również z braku planu i pomysłu na życie. Skoro ty nie miałeś planu to znalazł ci go ktoś inny, ale teraz masz wreszcie szansę to zmienić.

Mógłby słusznie oznaczać, że wszystko, cały wysiłek poszedł na marne, a co za tym idzie, że się nie nadaję, nie potrafię, nie sprostam, czyli uwypukla moje słabości.

Nic nie idzie na marne. W każdej sytuacji możesz się czegoś nauczyć, wyciągnąć z niej wnioski i nauczyć się czegoś mądrego. Polecam mój trening „odpowiedzialność i feedback” gdzie wszystko dokładnie tłumaczę. To, że poradzisz sobie z jakąś sytuacją uwypukla Twoją siłę a nie słabości.

Przyznam się szczerze, nie sprostałem temu zadaniu. Nie potrafię znaleźć aż 10. Wiem że słówko "warto" zostało celowo użyte, ale właśnie ono mnie tutaj zablokowało.

Ok. to 10 rzeczy które może Ci dać popełnianie błędów.

A co do The Work to przeczytaj np. ten post :)

powodzenia


Nomedes
Dołączył: 06.10.2008

Napisane przez Nomedes
[Treść edytowana]

// Spam. Nie masz nic do napisania, to nie pisz. - dohpaZ

przepraszam to wlasnie mialem do przekazania

tl;dr chcialem przeczytac ale sciana tekstu

czytanie czegos takiego poprostu meczy wzrok

w rozwinieciu chce dodac ze gdyby autor jakos to poprzedzielal i porozkladal to wiecej osob mogloby sie zainteresowac tym byc moze ciekawym tekstem a ze moja poczatkowa odpowiedz byla zwiezla nie oznacza ze jest spamem, wynika bardziej z szacunku dla czasu innych uzytkownikow gdyz sens i przeslanie zawarte w tym krotkim tekscie powinno byc dla wszystkich jasne

ty konkretny modzie stanowczo zbyt duzo wypowiedzi traktujesz z marszu jako spam, przycupnij czasem nad jakas krotka linijka tekstu zanim ja wymoderujesz i sproboj doszukac sie w niej tresci


A jednak da się napisać coś więcej. Twój poprzedni post nie przekazywał żadnych treści, które mogłyby w jakikolwiek pomóc.


Macias09
Dołączył: 17.06.2008

wow Leszek to prawdziwy skarb na tym forum