Otoz mam problem, grywam sobie spokojnie 24 stoliki NL5 i zwykle jest wszystkie pieknie cud miod i orzeszki przez jakis czas na poczatku kazdej sesji (zyski rzedu 7-10bb/100) ale zwykle po takim czasie zdarza sie cos co sprawia ze trace praktycznie caly zysk...
Dostane badbeat/cooler gdzies ze 3razy w bardzo krotkim okresie czasu i wtedy zaczynam grac zamiast A-game, Z-game... blefuje nonstop, przebijam okropnie, calluje nawet gdy wiem ze jestem pokonany... nie mam pojecia jak sie tego pozbyc... pojedynczy niefart w ogole nie wplywa na moja gre, podwojny rzadko (chyba ze przegram 2x AA preflop (lub cos w tym stylu) ale jak dostane 3 lub wiecej takich akcji to po prostu swiruje...
Zwykle dopiero po 10-15min odchodze ze stolikow ale w tym czasie potrafie przegrac caly profit (24-stoliki i kasa szybko w dol). Problemem raczej nie jest liczba stolow bo gdy gram jeszcze normalnie to wszystko normalnie ogarniam z wielkim +. Jesli gram mniej stolow to nie potrafie utrzymac koncentracji.
Przykladowy wykresik wyglada tak:
Tragicznie sie tez po tak skonczonej sesji czuje i nie gram minimum pare godzin.
Co widac rowniez na obrazku jestem ponad 10BI ponizej all-in ev co mnie rowniez bardzo denerwuje, bardzo nie lubie miec pecha podczas gdy prawie nigdy nie mam farta (nie da rady znalezc na wykresiku momentow gdzie mialem troche szczescia).
Witaj,
Myślę, że kluczowe zdanie w Twojej całej wypowiedzi to
bardzo nie lubie miec pecha podczas gdy prawie nigdy nie mam farta
Nie lubię mieć pecha = nie akceptuję tego, że mogę mieć pecha w pokerze. Zwykle kiedy piszę o braku akceptacji to w kolejnym poście słyszę zapewnienia, że to akurat nie jest problemem, bo dany gracz na pewno akceptuje ryzyko. Otóż, nie, Ty jako gracz może i jesteś świadomy na poziomie logiki, że pech może się zdarzyć, ale emocjonalnie tego unikasz i nie akceptujesz. Jeżeli istnieje jakakolwiek rzecz, której chcesz unikać w pokerze to ona zawsze będzie się zdarzała. Dlatego, że w momencie kiedy się czegoś boisz to Twoja świadomość jest nieco ograniczona ze względu na to, że znaczna część Twojej percepcji skupia się na tym czego się boisz. Przykładowo jak pechowo wtopisz 2BI to pewnie jakaś część Ciebie zaczyna się bać tego,że po 2 kolejnych zaczniesz tiltować. W tym kontekście strach ogranicza Twoją zdolność do podejmowania decyzji ponieważ część Twojej uwagi skupia się na grze a część strachu. To oczywiste, że wtedy zaczynasz gorzej grać.
Każdy organizm dąży do naturalnej równowagi - homeostazy. Każde jej zaburzenie musi zostać wyrównane. Oczywistym jest, że każdy problem jest dwubiegunowy, im ktoś bardziej nie wierzy w siebie tym bardziej będzie chciał pokazać, że jest na odwrót, żeby zachować równowagę - wg mnie pewność siebie wielu osób służy tylko i wyłącznie ukryciu różnego rodzaju lęków. W tym wypadku strach przechodzi w agresywną grę i rozdawanie stacków na lewo i prawo. Tym samym lęk i agresja w jakimś stopniu się równoważą i wszystko powraca do relatywnej równowagi, tylko w bankrollu brakuje trochę forsy.
Twój problem możesz rozwiązać na 2 sposoby. Albo zacząć akceptować bezwarunkowo pokera wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po prostu akceptować rzeczywistość taką jaka jest, zamiast żyć przekonaniem "powinno być tak jak ja uważam" albo, przekonaniem, że "coś nie powinno miec miejsca" - jak nie powinno mieć miejsca, skoro miało? To się nazywa właśnie brakiem akceptacji rzeczywistości i życiem w świecie swoich wyimaginowanych oczekiwań.
Drugie rozwiązanie to praca z przekonaniami, które są podstawą tiltu za pomocą "The Work". Jednym z takich przekonań, które u Ciebie powodują tilt jest przekonanie "Nie powinienem mieć pecha".Więcej o "The Work" przeczytasz m.in. w tym temacie
Życzę powodzenia i w razie czego pisz.
nie masz farta bo jestes nitem. nit nie moze miec farta z bardzo prostej przyczyny - ty nigdy nie znajdujesz sie w close spotach, twoj range jest tak waski ze SD z toba ogladaja tylko mocne uklady albo monsterdrawy. zaakceptuj to albo zacznij grac mniej stolow i poluznij range jak chcesz miec "szczescie".