Witam,
moze zaczne od tego, ze przedstawie siebie jako gracza. Uwazam, ze jestem graczem ogarniajacym i swiadomym. Wiem o co chodzi w pokerze, zdaje sobie sprawe z long runu zwlaszcza w mtt i w tym roku postawilem sobie zadanie aby kazda decyzja byla podejmowana tylko i wylacznie pod wzgledem jej poprawnosci a nie w zaleznosci od nastroju, widzimisie itp.
Pod koniec zeszlego roku przezywalem straszny okres i prawie zbankrutowalem. Po tym jak gralem turnieje mtt za 30$ musialem zejsc na najnizsze stawki i powoli odbudowywac rolla grajac HU po 2$. Udalo sie. Po pobudowaniu rolla wygralem dwa turnieju a w tym roku odnioslem najwieksza wygrana wynoszaca 2k$.
Po tej wygranej czulem sie rewelacyjnie. Roll stal sie bezpieczny a ja wiedzialem, ze podejmujac poprawne decyzje w long runie bede wygrywac.
Niestety przyszedl znowu gorszy okres. Karty przestaly wspolpracowac, najprostsze podwojnie wydaje sie nie mozliwe kiedy po raz kolejny 3 outer spada przeciwnikowi na river.
Pojawila sie olbrzymia frustracja, uczucie bezradnosci, bezsilnosci a takze powatpiewanie w to, ze poker to gra umiejetnosci.
Co najgorsze mimo, ze gram zgodnie z BM to pojawila sie tez obawa, ze moze powtorzyc sie to co wydarzylo w zeszlym roku (czyli ze roll stopnieje mi do zaledwie 100$
). O dziwo nie wplywa to na podejmowane przezemnie decyzje ale kazda porazka staje sie coraz bardziej frustrujaca bo "przeciez podejmuje poprawne decyzje a i tak dostaje po tylku".
Dlatego mam pytanie czy mozecie dac mi jakies rady w jaki sposob sie motywowac do gry i jak podtrzymywac w sobie jak najdluzej ten stan i uczucie kiedy po wygranej czuje sie jakbym mogl poleciec i rozbic WSOP'a?