#6 - tutaj rozdanie w którym stosuję uzasadnienie którego bardzo nie lubię... ale jest skuteczne, a brzmi ono "nie pasuję, bo to mikrostawki".

Preflop: nie chcę 3betować, bo gościu wygląda dość rozsądnie. Co prawda po 48 handach jest luźny, 30/26 ale ma wysokiego steala, więc jego wysokie VPIP/PFR może pochodzić z BTN/SB, a poza tym mała próbka też robi swoje... Wolę zagrać bezpieczny call i trzymać range szeroko.
Flop: on gra check, mam easy valuebeta. Może zagrać check/call z gorszymi handami, głównie obstawiam go na drugą parę z FD coś typu JJ-77, czasami AK z FD lub na handa bez żadnej wartości. Od święta będzie miał slowplayowany kolor, sądzę że z setami zazwyczaj będzie betować dla ochrony przed kolorem.
Turn: mam top two pairs, easy value od NFD lub innej parki z FD, dostaję check/raise i... śmierdzi kolorem. Odrażająco śmierdzi kolorem, ale mam dwie pary... Dwie pary są co prawda słabsze od koloru, ale bije mnie "tylko" kilkanaście kombinacji kolorów. To jest spot gdzie sobie mówię "to są mikrostawki i dlatego gram all-in". Chodzi o to, że znajdzie się kilka(naście) kombinacji głupot zrobionych przez osoby z NL5.
Nie zdziwi mnie jak przeciwnik pokaże np. Ax z FD lub A6/A2. Tutaj rywal pokazuje slowplayowany kolor, czyli "standardową" część zakresu. Jednak 85s nie jest czymś czego oczekuję w jego range preflop na tej pozycji, więc uzasadnienie "to jest NL5 ludzie robią głupoty" po części się sprawdza. W spotach gdzie bije mnie mało kombinacji trudno mi spasować, bo znajdzie się pewien % głupio zagranych handów.
#7 tutaj hand gdzie stwierdziłem, że zawsze przegrywam i nie doliczyłem tych kilku kombosów głupot 
