Jacku, zgodnie z nasza rozmowa bardzo chetnie odniose sie do Twoich slow. Dla mnie ten topic jest rowniez bardzo wazny i uwazam ze jest to jeden z najwazniejszych i zarazem moich ostatnich tematow w tym dziale.
Miałem ostatnio trochę przemyśleń związanych z tym, jak ludzie wartościują siebie i innych. Często jest tak, że rodzina i otoczenie narzucają nam sztywny system wartości, który potem bezrefleksyjnie powtarzamy. Np a) osobnik wychowany w typowo katolickiej rodzinie, gdzie miarą wartości jest pracowitość, dobre maniery, skromność i np. wstrzemięźliwośc seksualna b) osobnik wychowany w rodzinie typowo kapitalistycznej, gdzie jego miarą są np. osiągnięcia w szkole, potem studiach i pracy. Ukierunkowanie na wartości materialne, myślenie ekonomiczne jest na pierwszym planie. Otacza się ładną BMW i stylowym zegarkiem.
Tak i ludzie wpadaja bardzo czesto w 1 z dwoch schematow:
1) albo tak jak piszesz biora bezkrytycznie to czego nauczyli sie w domu. Nie kwestionuja swojego modelu swiata, nie zadaja pytan, po prostu powtarzaja bo tak jest wygodnie i dobrze. Bardzo czesto realizuja przez cale zycie nieswoje plany i wierzac w nieswoje przekonania i wartosci, np. skoro rodzice mi powiedzieli zebym znalazl pewna i bezpieczna praca i odkladal na emeryture to widocznie tak ma byc i koniec kropka.
2) albo odrzucaja wszystkie wartosci rodzicow i robia na przekor np. widza jak rodzice ciezko pracuja, kloca sie, wiecznie nie maja pieniedzy i kojarza z praca kiepskie emocje wiec postanawiaja np otworzyc wlasny biznes.
Ale odrzucajac badz biorac cos bezkrytycznie zawsze cos traca.
Jesli ktos skrajnie odrzuci wartosci ktore odniosles do rodziny katolickiej to straci pokore, umiarkowanie, szacunek do innych. Stanie sie pyszny i zarozumialy. Zamiast sie otwierac stanie sie coraz bardziej zamkniety znajdujac sobie krag takich samych jak on pustych gosci. Z drugiej strony bedzie osiagal, zdobywal, zarabial duza forse.
Jesli ktos odrzuci kapitalizm i szeroka pojeta materialnosc to tez cos straci. Straci mozliwosci zarabiania duzej forsy i robienia tego czego chce. Bedzie czesto zyl ponizej swoich mozliwosci w schemacie 'nie zasluguje' - krytykujac tych ktorzy duzo osiagaja dlatego ze jak nie moze tego zdobyc to chociaz moze skrytykowac.
Ani jedno ani drugie podejscie nie jest kompletne bo cos odrzuca. Dopiero polaczenie ich najlepszych cech da Ci harmonie i pelnie. Nie zobaczysz tego bedac "materialista" ani bedac "duchowym"- zobaczysz to dopiero myslac samodzielnie i bedac swiadomym czlowiekiem.
dla mnie punktem zwrotnym w życiu było uświadomienie sobie, jak wiele wzorców (niekoniecznie z pakietów tutaj wymienionych) mam narzuconych przez najbliższe otoczenie. Tak jak maggman i leszek, zdałem sobie sprawę, że robiłem różne rzeczy tylko dlatego, że społeczeństw/rodzina/moja potrzeba akceptacji przez innych oczekiwała tego. To największy skok jakościowy, który każdy musi chyba wykonać na własną rękę - tj. zacząć kroczyć własną ścieżką i porzucić obawy przed tym, co pomyślą inni o nas. To chyba pierwszy krok do tej słynnej "szczerości ze samym sobą" . Wydaje mi się, że bez niej nie może nastąpić późniejsza faza, mianowicie analiza własnego umysłu. Staram się odnajdywać jakieś pomoce w tym zakresie na gruncie filozofii i wydaje misię, że w tym przypadku świetnie sprawdza się Kant, który miał w sobie taką unikalną wrażliwość intelektualną, że w trakcie myślenia o czymś "spoglądał" na swój strumień myśli i miał głębszy wgląd w naturę umysłu niż większość śmiertelników.
W 100% sie zgadzam. Dla mnie to tez bylo kluczowe kiedy zaczalem rozumiec ze poszczegolne wzroce moich zachowac maja swoje podloze w wychowaniu i zdarzeniach z przeszlosci m.in.:
-udowadnianie
-nie robienie rzeczy na 100% mozliwosci
-schemat "nie nalezy mi sie
-wybielanie rzeczywistosci
-brak asertywnosci
-przekonanie ze wysilek musi prowadzic do efektu
-denerwowanie sie na niespelnione oczekiwania
- ... i jeszcze pare innych
Spora czesc z nich omowilem bardzo dokladnie w moim wczorajszym treningu "Poznawanie siebie cz.2" ktory swoja droga spojnie i szczerze Wam polecam jak juz wyjdzie bo mysle ze merytorycznie to wg mnie najlepszy material mindsetowy jaki do tej pory powstal.
Mam nadzieje ze wielu osobom pomoze zrozumiec w jaki sposob szukac zdarzen z przeszlosci i okreslac ich wplyw na terazniejszosc. Nagle moze sie okazac ze probuje walczyc od roku z patrzeniem w cashiera a chodzi o nikanie rozczarowania ktorego ktos doznal w wieku 6 lat.
Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, że ich umysł działa według pewnych praw i reguł, które można rozpoznać. Tak jak w przypadkach, które były opisywane wcześniej (tj. zastanawianie się, dlaczego się na coś wkurzam, dlaczego coś mnie smuci) nauczyłem się zadawać kontrolne pytania "dlaczego to robię" i w ten sposób sprawdzać samego siebie, czy aby czasem się nie oszukuję. W moim przypadku przerzuca się to także na innych ludzi. Czasem to budzi agresję, gdy np. zapytam kogoś "a po co Ty w ogóle chodzisz do pracy?", albo "dlaczego malujesz paznokcie i oczy", bo może się to źle skończyć
Ja zadaje sobie 2 pytania "dlaczego" i "po co".
"Dlaczego" pomaga zrozumiec okreslome mechanizmy i znalezc przyczyny problemu. Wowczas zastanawiam sie:
-dlaczego to zrobilem?
-dlaczego tak pomyslalem?
I Staram sie znalezc na to odpowiedz.
Z kolei pytanie "po co" sluzy mi bardziej do komunikacji ze swoim ego. Np gram sesje i nagle chce sprawdzi cashiera to pytam swojego ego:
-po co chcesz sprawdzic cashiera ?
-zeby sprawdzic czy jeszcze jestem dobry? - odpowiedz ego
-Ale juz to ustalilismy ze moja wartosc nie zalezy od wynikow
-Ok to siedze cicho.
I tyle - przyszla mysl - zostala rozpracowana i poszla. Problemem nie jest mysl "musze sprawdzic cashiera" ale to ze ktos sie z nia zientyfikuje i dziala w oparciu o nia. Zamiast tego proponuje sobie ja uswiadomic i puscic ja gdzies dalej.
Albo inny proces myslowy kory odkrylem ostatnio gdy wlaczylem strone internetowa podczas grania:
-po co chcesz zobaczyc te strone?
-zeby w razie straty kapitalu moc powiedziec ze nie robilem czegos na 100% i przez to nie brac wyniku personalnie a przez to chronic swoje poczucie wartosci.
I to bylo dla mnie duze WOW. Musialem zaraz wylaczyc sesje i sie zastanowic kiedy sie czegos takiego nauczylem i wyszlo ze w podstawowce co rowniez wczoraj omowilem na wspomnianym treningu.
Jak tylko zauwazam jakies mysli odciagajace mnie od mojej A-game to natychmiast staram sie zrozumiec dlaczego powstaly i po co moje ego je stworzylo.
Najwyższym stopniem wtajemniczenia jest dla mnie umiejętność oduczania się tego, co nam wpajano. Teorii, systemów myślowych itd. Problem ten strasznie uwydatnia się wśród ludzi ukierunkowanych w życiu na nauki przyrodnicze. Na medycynie go np. nauczono jak oglądać zdjęcie rengenowskie płuc w poszukiwaniu raka i on już oglądając to zdjęcie bezrefleksyjnie odtwarza to, co nauczony schemat każe robić. A przecież ta metoda wcale nie musi być najlepsza na świecie i za 5 lat może byc przestarzała. Spójrzmy chociażby na teorie naukowe. Dotychczasowa historia pokazuje, że tylko kwestią czasu jest, zanim nowa nie wyprze starej, bo zawsze znajdują się jakieś poprawki do naniesienia i okazuje się, że dana teorie nie sprawdza się w 100% przypadków, więc wymaga ulepszenia.
Dla mnie najwyzszym stopniem wtajemniczenia jest umiejetnosc tego co nam wpajano poprzez kulture, religie i wzorce spoleczne. To sa rzeczy siedzace bardzo gleboko w naszej podswiadomosci. Np w Polsce zdecydowania wiekszosc ludzi rodzi sie ze schematu kompleksu i bycia gorszym. Od malego ucza nas ze co dobre to zachodnie/amerykanskie itd. Przez lata Polacy pracowali zagranica ponizej wlasnych mozliwosci np w Anglii na zmywaku. Dopiero w ostatnich latach to zaczyna sie zmieniac i Polacy otwieraja wlasne firmy i pracuja na wyzszych stanowiskach. Jak bedziesz zidentyfikowany z tym schematem myslenia to nigdy go nie zauwazysz dlatego tak wazna jest wlasnie swiadomosc!
Podobnie jest w pokerze - dopiero osoba ktora pozbedzie sie schematu gorszosci i bycia zadowolonym ze sredniej krajowej moze zaczac naprawde rozwijac sie w pokerze i robic fajne wyniki. Amerykanom czy Skandynawom jest o tyle latwiej ze tam nikt nie rodzi sie ze schematem "jestem gorszy" wiec mindsetowo duzo wiekszy odsetek graczy ma szanse na odniesienie szeroko rozumianego sukcesu. Dzis to sie zmienia i za 15-20 lat mozemy byc na takim poziomie w pokerze jak dzisiaj Skandynawia. Pod katem "logicznym" Polacy sa przeciez na pewno nie gorsi a czesto maja wyzsze umiejetnosci analityczne niz gracze z wyzszych krajow. A jednak wciaz jestemy zaglebiem graczy NL25-50 ktorzy z innym mindsetem mogliby grac wielokrotnie wyzej.
Pamietam jak kiedys w USA jeden Amerykanin zapytal sie mnie czy jestem dobry z matmy i czy pomoge mu rozwiazac zadanie domowe na studiach. Powiedzialem ze sprobuje. On uprzedzil mnie ze jest trudne, ale powiedzialem zeby mi pokazal. I pokazal 1/2+1/3. Nie chodzi mi o to zeby kogos zdewaluowac ale jak o tym ostatnio myslalem to doszedlem do wniosku ze to niemozliwe ze oni sa od nas lepsi w poksa pod katem skilla. Tu juz nie chodzi o to ze maja wiecej lat doswiadczen ale oni maja mase graczy ktory po 1-2 latach dochodza do stawek NL2k+. U nas pokutuje przekonanie ze trzeba 5 lat grac w pokera zeby wejsc na NL1k i jak ktos tam gra to juz jest polbogiem a minimum ma sily nadprzyrodzone. Dopiero porzucenie tych schematow myslenia pozwoli wielu osobom awansowac i rozwijac sie w tempie jakie naprawde jest mozliwe.
Dlaczego masa blogow ma w tytule badz w zawartosci cel NL1k? Dlaczego jak ktos grinduje NL50 to jest to spolecznie akceptowalne? Byc moze gdyby w innym kraju uznawali go za fisha to grindowalby NL200 i zarabial 4 razy tyle forsy, ale po co skoro wszyscy przytakuja ze tak jest dobrze. W swiadomosci kolektywnej naszego forum gracz NL1k to jest ktos - gosc ktory cos osiagnal i moze zarabiac dobra forse, ale w Danii moga myslec o nim jak u nas o graczu NL100. Pisze o tym dlatego ze sam odkrylem u siebie ostatnio bardzo podobny problem. Jego rozwiazanie uwazam za jedna z najwazniejszych rzeczy jaka przydarzyla sie dla mindsetu ever. Zycze z calego serca kazdemu kto w jakikolwiek sposob ogranicza swoj rozwoj pod katem stawek i kwot jakie moze zarabiac zeby zrozumial skad ma ten "prezent" i sie go pozbyl. Pozostawiam to do waszego przemyslenia.
Jeszcze bardziej ukryty problem jest na gruncie rzeczy, których my oczekujemy od życia. Wmawia się nam (w kulturze zachodnioeuropejskiej), że musimy sobie stawiać cele i je osiągać. W buddyźmie ludzie stawiający sobie cele uznawani są za prymitywnych i widziani są jak niewolnicy własnych założeń. Tam mędrzec po prostu sobie uprawia ogródek, 8 godzin patrzy na gałązkę i nic go nie goni. Dla nas jest leniem i nierobem, dla tamtejszych osiągnął harmonie ze światem, spokój i czerpie radość z PRZEŻYWANIA swojego życia, cieszenia się daną chwilą. W tej kulturze również nie ma takiego analitycznego i naukowego podejścia obecnego u nas, nastawieni są na spontaniczność, emocje i subiektywne przeżycia. Znam tak niewielu ludzi, którzy potrafią zachować dystans do uteoretycznienia własnego umysłu, że mnie to czasem naprawdę przeraża.
Sam bije sie w piersi bo sam promowalem na forum kiedys podejscie zorientowane na cele, ale majac wieksza swiadomosc nie jestem w stanie dluzej udawac ze to jest ok. Podejscie zorientowane na cele ma mase plusow, min. osiaganie, lepsze efekty, motywacje, ambicje, itd.
Ale sa tez ciemne strony z tym zwiazane m.in. stres, presja, przywiazanie do wyniku, odtwarzanie zamiast kreowania i ciagle bycie w przeszlosci badz przyszlosci (tzw. future junkee) a nie w tu i teraz.
Z kolei orientacja na proces ktora proponuja buddysci daje lepsze emocje, obecnosc, mozliwosc kreowania, spokoj, radosc itd.
Ale sa tez minusy - jak bedziesz buddysta to usiadziesz i bedziesz siedzial miesiac pod drzewem i nic nie zrobisz. Skrajna orientacja na proces zawsze wiaze sie z gorszymi efektami, nizszymi standardami i mniejszym rozwojem.
I znowu mamy problem bo "kapitalizm" daje efekty, cele, wyniki ale trzeba byc zestresowanym i nieobecnym. Z kolei buddyzm oferuje spokoj, ale za to marne wyniki. Jak bedziesz zidentyfikowany z jednym badz drugim podejsciem to cos stracisz. Nie ma lepszego i gorszego. Oba podejscia sa niekompketne i nie daja harmonii i pelni. Dopiero jak je polaczysz to mozesz zostac szczesliwym budda jezdzacym nowym ferrari. Nie chce odrzucac zarabiania forsy i osiagania celow bo wiem ze cos bym stracil. Ale chce miec forse a nie zeby forsa miala mnie. Forsa jes narzedziem i skutkiem ubocznym robienia czegos dobrze a nie celem samym w sobie. Ale nie chce sie skupic tylko na niej bo wtedy stracilbym glebie i duchowosc.
- "Prawdziwy mężczyzna powinien nosić koszulę i mieć swój perfum, który podkreśla jego męskość"
Haha to zabawne ze ktos tak mysli. Zapytalbym sie od kiedy to kawalek kolorowej bawelny produkowany w Chinach oraz kropelka cieczy o okreslonym zapachu definiuja to czy ktos jest prawdziwym mezczyzna czy tez nie. To zabawne jakie ludzie maja standardy i jak latwo je zmienic. Wystarczy ze pokazesz jej np Brada Pitta w koszulce i nagle facet nie musi miec koszuli. Z drugiej strony pokaz jej zdjecie najbardziej oblesnego menela swiata ubranego w stara flanelowa koszula i ciekawe w kim zobaczy prawdziwego faceta. Kazdy model swiata jest zmienialny w odpowiednich warunkach:)
"Prawda nazywamy zgodność myśli z rzeczywistością" Pomijając już problem negatywnych sądów egzystencjalnych (czyli np. orzekanie o czymś, że to coś nie istnieje - np. Smerfy) pojawia się problem zgodności i jak należy ją rozumieć. Na pewno zgodność nie jest tożsamością. Moja myśl w głowie o jabłku nie jest tym samym, co jabłko trzymane przeze mnie w ręce. Jeśli nie mamy tożsamości, to w takim razie podobieństwo. Ale na czym to podobieństwo ma polegać i jaki jest wzorzec? Jak transponować myśl o jabłku w solidny sposób na przedmiot trzymany w ręce. Nasze postrzeganie jabłka jest mocno uzależnione od naszych zmysłów i sposób w jaki zmysły są połączone z intelektem. Ludzie widzą świat zupełnie inaczej, niż np. wąż (termowizja), czy nietoperz (echolokacja, jak sonar w łodzie podwodnej). Czy mój sposób widzenia jabłka, czy czegokolwiek innego, jest bardziej uprzywilejowany niż sposób widzenia innych istot? A co dopiero kiedy zaczniemy myśleć o sposobach postrzegania istot, które wyewoluowały na innych planetach w totalnie odmiennych warunkach. Głowa po prostu pęka. A to samo jest kiedy zastanawiamy się w jaki sposób dane naoczne/zmysłowe są przekazywane do umysłu. To co widzimy przed oczami nie jest tym, co naprawdę widzimy, tylko tym, co renderuje nam mózg.
I to jest kolejna bardzo wazna rzecz do zrozumienia. Rozumiem o czym piszesz i chcialem dorzucic swoje 3 grosze. Nie jestesmy swoimi myslami ale czyms znacznie wiecej. Zalozmy ze tiltuje => wowczas swiadomosc ktora rozumie ze ja tiltuje, sama nie tiltuje.
Jestem mezczyzna, ale swiadomosc ktora to rozumie jest czyms wiecej niz mezczyzna.
Jestem czlowiekiem ale moja swiadomosc ktora to rozumie jest czyms wiecej niz czlowiekiem.
Chce odrobic straty => ale swiadomosc ktora to rozumie nie chce odrobic strat.
Chce pokazac fishowi kto tu rzadzi => ale swiadomosc ktora to rozumie wcale tego nie chce.
Zrozumienie tego tematu to kolejny milowy krok we wlasnym rozwoju. Zrozumienie tego ze mysl moze sie pojawic ale ja nie musze sie z nia identyfikowac. Pojawia sie mysl podczas gry zeby zrobic hero call i pokazac mu kto tu rzadzi, ale ja wcale nie musze w nia uwierzyc, moge ja odrzucic i po prostu przeanalizowac na chlodno cala sytuacje.
Zawsze kiedy cos sie konczy to cos innego zaczyna. Na tym polega m.in,. istota kola ze poczatek i koniec sa tym samym jednoczesnie. Wydaje mi sie ze ten temat i mniej wiecej 2-3 ostatnie moje treningi to koniec czegos na tym forum w kontekscie mindsetu a jednoczesnie poczatek czegos nowego. Koniec rowniez w tym sensie ze zdecydowalem sie z dniem dzisiejszym nie pisac wiecej w dziale mindset. Bede za to do dyspozycji diamentow na forum diamentowym. Powodow jest wiele: powarzajace sie tematy, brak rozwoju, a przede wszystkim chec skupienia sie na maxa na grze. Doszedlem ostatnio do wniosku ze bardzo chcialbym przynajmniej przez najblizszy rok na maxa skupic sie na PLO ktora fascynuje mnie coraz bardziej z kazdym kolejnym dniem. Tzn. czasami pewnie napisze w co ciekawszych tematach ale nie bedzie to juz na takich samych zasadach jak kiedys.
Ten temat utwierdza mnie w przekonaniu ze na forum zostalo zrobione przeze mnie i inne osoby wystarczajaco duzo zeby kazdy z was mogl sobie poradzic z praktycznie dowolny problemem mindsetowym. Wystarczy tylko posegregowac tematy i podzielic je wg tematow badz hasel. Treningi bede prowadzil dalej normalnie. A ten temat jest pewnego rodzaju zwienczeniem i podsumowaniem wielu bardzo waznych idei mindsetowych. Dajcie mu jakies gwiazdki albo cos takiego zeby inni tez go zobaczyli w gaszczu pozostalych postow.
W kazdym razie kilka moich przemyslen podsumowujacych:
Na tym forum oraz w filmikach mindsetowych kazdy z was moze znalezc wystarczajaca ilosc technik zeby znalezc przyczyne i rozwiazac dowolny problem. Dla tych ktorzy jeszcze tego nie zrobili mam pare rad.
Problem jest w tym ze wiele osob nie chce rozwiazac swoich problemow i im wiecej bede pisal w tym dziale tym bardziej oni beda czekac na to ze moze w kolejnym poscie znajdzie ta jedna jedyna zlota rade ktora zbawi jego mindset, ale nie zbawi.
Wczoraj na treningu - pojawila sie osoba ktora dokladnie rozumie przyczyne swojego problemu z mindsetem (udowadnianie - ktore jest dosc powszechnym problemem) ale boi sie go pozbyc dlatego ze boi sie ze sie przestanie rozwijac. I to jest kolejny interesujacy problem - nie ma mozliwosci zeby w takiej ilosci tematow nie znalezc swojego dokladnie opisanego problemu wraz z doladna przyczyna i rozwiazaniem. Problem jest taki ze wiele osob boi sie pozbyc problemu bo daje im okreslone korzysci a tego guzika niestety za nikogo wcisnac nie moge. Jesli jakis problem nurtuje Cie od dluzszego czasu i jeszcze myslisz ze wiesz co jego przyczyna to masz gwarancje ze Twoje ego ma z niego okreslone korzysci i dopoki ich nie zakwestionujesz problem bedzie istnial.
To samo slyszalem wczoraj na treningu - ze udowadnianie jest dobra bo pomaga sie rozwijac i osiagac cele. Takie wymwki zawsze pochodza z ego. Przechodzilem przez to samo, balem sie porzucic udowadnianie bo balem sie ze przstane pracowac i sie rozwijac. Ale zaakceptowalem ten strach a zaakceptowany strach zawsze konwertuje sie w odwage i pozbylem sie udowadniania. I wiesz co? Wcale nie pracuje mniej. Wcale nie rozwijam sie mniej. Ale wreszcie mam wolnosc bo nie musze udowadniac i pokazywac bo rozumiem ze mojej wartosci nie definiuja interpretacje innych osob.
Przez nastepne 5-6 treningow bede dokladnie wyjasnial tematy o ktorych pisalismy w tym topicu + dualizmy ktore uwazam za najwazniesza koncepcja mindsetowa jaka poznalem w zyciu. Np. Dualizmem jest mechanizm buddysta-kapitalista ktory opisalem wczesniej. Chce was nauczyc jak samemu zauwac i rozumiec takie mechanizmy w swoim zyciu + zrozumiec w jaki sposob kultura, spoelczenstwo i religia uksztaltowaly nasz mindset.
Chcialbym jeszcze odniesc sie jednej idei. Otoz byl okres w moim zyciu kiedy czytalem mase ksiazek. Z kazda kolejna potrzebowalem wiecej i wiecej jak nalog bo wierzylem ze nagle znajdzie sie ta jedna magiczna ktora pomoze rozwiazac wszystkie problemy. Ale nie znalazla sie, choc byly dzieki ktorym troche zmienilem w swoim zyciu. Im bardziej szukalem ksiazek itp, tym bardziej uzaleznialem sie od zewnerznego wskaznika odniesienia a nie swojej swiadomosci. Tylko Ty samym mozesz uswiadomic sobie swoje mechanizmy w oparciu o ktore dzialasz. Autor ksiazki czy nawet osoby ktore tutaj pisza moga Ci pomoc je znalezc ale to Ty musisz samemu przeprowac swoj mindset.
Patrzac nawet na osoby na tym forum ktore zbudowaly pewnego rodzaju mindset zwroc uwage na cechy wspolne a nie na powierzchnie bo wtedy niczego nie dostrzezesz:
Yac - filozofia, myslenie
Pyszalek, Ninjai - wlasne myslenie
Ja - ksiazki, szkolenia, wlasne myslenie
Maggman - ksiazki - wlasne myslenie
Destrukt - filozofia wschodu, wlasne myslenie
Moge zrobic 1000 treningow z modelowania ale to wszystko moze nic nie dac bo modelowanie jest obserwacja a patrzac na osoby w/w najwazniejszymi cechami w budowaniu odpowiedniego mindsetu sa wg mnie:
-szczerosc z samym soba
-budowanie coraz wiekszej swiadomosci samego siebie
-zrozumienie jak dzialaja mechanizmy swoich wlasnych problemow
-budowanie wlasnego toku myslenia
Zaden filmik i ksiazka nie zastapia indywidualnego myslenia i pracy nad soba. I tym pozytywnym akcentem chcialbym zakonczyc tego posta. Zycze wam tego zebyscie zyli swiadomie a tego nie zastapi zadna ksiazka.
Pozdrawiam,
Leszek