Skip to forum
Jestem perfekcjonis...
 
Notifications
Clear all

Jestem perfekcjonistą

67 Posts
31 Users
5 Reactions
14 K Views
yac
Coach
yac
Joined: 22.12.2008

Nie wypowiadam się często w temacie mindsetu, ale postanowiłem się podzielić tutaj swoimi przemyśleniami po przeczytaniu wypowiedzi maggmana i lecha. Nie wiem czy nie odbiegają one za daleko od wątku tego tematu, ale są to myśli, które mocno zaczęły mi się krzątać po głowie po przeczytaniu zamieszczonych tutaj postów.

Miałem ostatnio trochę przemyśleń związanych z tym, jak ludzie wartościują siebie i innych. Często jest tak, że rodzina i otoczenie narzucają nam sztywny system wartości, który potem bezrefleksyjnie powtarzamy. Np
a) osobnik wychowany w typowo katolickiej rodzinie, gdzie miarą wartości jest pracowitość, dobre maniery, skromność i np. wstrzemięźliwośc seksualna
b) osobnik wychowany w rodzinie typowo kapitalistycznej, gdzie jego miarą są np. osiągnięcia w szkole, potem studiach i pracy. Ukierunkowanie na wartości materialne, myślenie ekonomiczne jest na pierwszym planie. Otacza się ładną BMW i stylowym zegarkiem.

Osoby "a" i b" to wzorce (ale imo wcale nieprzerysowane, potrafię z pamięci od razu podać 5 osób z mojego bliskiego otoczenia, które pasują do jednego i drugie, a nawet są większymi ortodoksami/hardkorami).

dla mnie punktem zwrotnym w życiu było uświadomienie sobie, jak wiele wzorców (niekoniecznie z pakietów tutaj wymienionych) mam narzuconych przez najbliższe otoczenie. Tak jak maggman i leszek, zdałem sobie sprawę, że robiłem różne rzeczy tylko dlatego, że społeczeństw/rodzina/moja potrzeba akceptacji przez innych oczekiwała tego. To największy skok jakościowy, który każdy musi chyba wykonać na własną rękę - tj. zacząć kroczyć własną ścieżką i porzucić obawy przed tym, co pomyślą inni o nas. To chyba pierwszy krok do tej słynnej "szczerości ze samym sobą" . Wydaje mi się, że bez niej nie może nastąpić późniejsza faza, mianowicie analiza własnego umysłu. Staram się odnajdywać jakieś pomoce w tym zakresie na gruncie filozofii i wydaje misię, że w tym przypadku świetnie sprawdza się Kant, który miał w sobie taką unikalną wrażliwość intelektualną, że w trakcie myślenia o czymś "spoglądał" na swój strumień myśli i miał głębszy wgląd w naturę umysłu niż większość śmiertelników.

Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, że ich umysł działa według pewnych praw i reguł, które można rozpoznać. Tak jak w przypadkach, które były opisywane wcześniej (tj. zastanawianie się, dlaczego się na coś wkurzam, dlaczego coś mnie smuci) nauczyłem się zadawać kontrolne pytania "dlaczego to robię" i w ten sposób sprawdzać samego siebie, czy aby czasem się nie oszukuję. W moim przypadku przerzuca się to także na innych ludzi. Czasem to budzi agresję, gdy np. zapytam kogoś "a po co Ty w ogóle chodzisz do pracy?", albo "dlaczego malujesz paznokcie i oczy", bo może się to źle skończyć :D

Najwyższym stopniem wtajemniczenia jest dla mnie umiejętność oduczania się tego, co nam wpajano. Teorii, systemów myślowych itd. Problem ten strasznie uwydatnia się wśród ludzi ukierunkowanych w życiu na nauki przyrodnicze. Na medycynie go np. nauczono jak oglądać zdjęcie rengenowskie płuc w poszukiwaniu raka i on już oglądając to zdjęcie bezrefleksyjnie odtwarza to, co nauczony schemat każe robić. A przecież ta metoda wcale nie musi być najlepsza na świecie i za 5 lat może byc przestarzała. Spójrzmy chociażby na teorie naukowe. Dotychczasowa historia pokazuje, że tylko kwestią czasu jest, zanim nowa nie wyprze starej, bo zawsze znajdują się jakieś poprawki do naniesienia i okazuje się, że dana teorie nie sprawdza się w 100% przypadków, więc wymaga ulepszenia. Jeszcze bardziej ukryty problem jest na gruncie rzeczy, których my oczekujemy od życia. Wmawia się nam (w kulturze zachodnioeuropejskiej), że musimy sobie stawiać cele i je osiągać. W buddyźmie ludzie stawiający sobie cele uznawani są za prymitywnych i widziani są jak niewolnicy własnych założeń. Tam mędrzec po prostu sobie uprawia ogródek, 8 godzin patrzy na gałązkę i nic go nie goni. Dla nas jest leniem i nierobem, dla tamtejszych osiągnął harmonie ze światem, spokój i czerpie radość z PRZEŻYWANIA swojego życia, cieszenia się daną chwilą. W tej kulturze również nie ma takiego analitycznego i naukowego podejścia obecnego u nas, nastawieni są na spontaniczność, emocje i subiektywne przeżycia. Znam tak niewielu ludzi, którzy potrafią zachować dystans do uteoretycznienia własnego umysłu, że mnie to czasem naprawdę przeraża.

Z tym tematem związany jest również problem nazw i definicji. Często używamy słów tak naprawdę nie zastanawiając się nad ich precyzją oraz tym, co one mają wyrażać. Dla przykładu 2 zdania
- "Prawdziwy mężczyzna powinien nosić koszulę i mieć swój perfum, który podkreśla jego męskość" (autentyk, ostatnio zasłyszane)
Teraz moje pytania i wątpliwości przede wszystkim krążą wokół tego, kto jest prawdziwym mężczyzną. Perfumy są wymysłem cywlizacji, czyli wedle tej osoby Leonidas śmierdzący krwią i potem, albo śmierdzący Odys próbujący wrócić do Penelopy nie będzie prawdziwym mężczyzną. A wśród jaskiniowców nie bylo prawdziwych mężczyzn (a co z samcami alfa, liderami stada itd.). Ten przykład dobitnie pokazuje, jak wypowiadająca to zdanie osoba jest ograniczona do "tu i teraz", aktualnych i przemijających definicji prawdziwego mężczyzny, nie biorąc pod uwagę nawet różnic kulturych (nietrudno sobie wyobrazić kulturę, w której używnie perfum wśród facetów może uchodzić za zniewieściałe).

Jeszcze prostszy przykład
- Niemieckie samochody są najlepsze (tez autentyk, wystarczy tam wstawić cokolwiek, laptopy firmy X itd.)
Co to znaczy najlepsze?
Najbardziej niezawodne? -> ok, ale na jakiej próbce to ropzatrujemy. Bierzemy wszystkie niemieckie auta z przestrzeni 1, 5, czy 10 lat? A co to znaczy niezawodne? Jak silnik się zatrze po roku to raczej poważna sprawa. Jak schowek wydaje nieprzyjemny dźwięk przy zamykaniu to raczej cięzko mówić o niezawodności. Ale dla jednego np. kontrolka pompy paliwa wskazująca na usterkę pomimo jej braku będzie poważnym zaniedbaniem, drugi na to nie zwróci uwagę i uzna za mało istotną rzecz. Będzie masa takich rzeczy, którzy jedni uznają za problemy z niezawodnością auta, a inni po prostu pominą.
Najładniejsze? -> Kwestia gustu
Najszybsze? -> Ale można mieć BWM z silnikiem 1,6 diesel, albo 6.0 benzyna, wiec o szybkości też coś cięzko mówić.
itd. itd... Czytając np. dyskuje o polityce można wziąć mase zdań wypowiadanych przez tam piszących i rozłożyć je na czynniki pierwsze udowadanijac przy tym, że ludzie nie mają pojęcia o czym pisza i operują na tak dużym poziomie ogólności, że cała ich wypowiedź to zwykły bełkot.

Uświadomiłem to sobie zastanawiając się nad klasyczną definicją prawdy - słowem, którego w życiu tak często używam, a tak bardzo jesteśmy nieświadomi, jakie trudności się wiążą z jego definicją. Brzmi ona następująco:

"Prawda nazywamy zgodność myśli z rzeczywistością"
Pomijając już problem negatywnych sądów egzystencjalnych (czyli np. orzekanie o czymś, że to coś nie istnieje - np. Smerfy) pojawia się problem zgodności i jak należy ją rozumieć. Na pewno zgodność nie jest tożsamością. Moja myśl w głowie o jabłku nie jest tym samym, co jabłko trzymane przeze mnie w ręce. Jeśli nie mamy tożsamości, to w takim razie podobieństwo. Ale na czym to podobieństwo ma polegać i jaki jest wzorzec? Jak transponować myśl o jabłku w solidny sposób na przedmiot trzymany w ręce. Nasze postrzeganie jabłka jest mocno uzależnione od naszych zmysłów i sposób w jaki zmysły są połączone z intelektem. Ludzie widzą świat zupełnie inaczej, niż np. wąż (termowizja), czy nietoperz (echolokacja, jak sonar w łodzie podwodnej). Czy mój sposób widzenia jabłka, czy czegokolwiek innego, jest bardziej uprzywilejowany niż sposób widzenia innych istot? A co dopiero kiedy zaczniemy myśleć o sposobach postrzegania istot, które wyewoluowały na innych planetach w totalnie odmiennych warunkach. Głowa po prostu pęka. A to samo jest kiedy zastanawiamy się w jaki sposób dane naoczne/zmysłowe są przekazywane do umysłu. To co widzimy przed oczami nie jest tym, co naprawdę widzimy, tylko tym, co renderuje nam mózg.

Uświadamiajac sobie jak cięzko uchwycić pojecią w głowie, którymi szastamy na lewo i prawo (sprawiedliwość, miłośc, życie i wiele innych) nabrałem ogromnego dystansu i nauczyłem się wwiercać najgłebiej jak potrafię w umysł, aby wyrobić w sobie wrażliwość intelektualną na niuanse i problemy związane z językiem i pojeciowaniem – a te rzeczy są moim zdaniem bardzo potrzebne, aby móc coś zrozumieć z mechanizmów własnego umysłu i rozumu.

Zapewne dało się ten post troszeczkę lepiej uporządkować, ale zależało mi na tym, żeby przekazać swoje przemyślenia w takiej kolejności, jakiej przychodziły do mojej głowy.

Pozdrawiam i ciesze się, że znalazłem tutaj Wasze wypowiedzi


Reply
Quote

yac, szacunek. Myślałem, że jestem na prawdę inteligentny, a tu wychodzi moja wewnętrzna nieskromność. Zasób słownictwa, sposób budowania zdań i cała kompozycja wypowiedzi rzeczywiście świadczy o tym, że pracujesz nad odpowiednią terminologią i słownictwem. To chyba tyle, jestem zmęczony bo już późno.
Musiałem to napisać :)


Reply
Quote
lechrumski
Joined: 21.12.2008

Jacku, zgodnie z nasza rozmowa bardzo chetnie odniose sie do Twoich slow. Dla mnie ten topic jest rowniez bardzo wazny i uwazam ze jest to jeden z najwazniejszych i zarazem moich ostatnich tematow w tym dziale.

Miałem ostatnio trochę przemyśleń związanych z tym, jak ludzie wartościują siebie i innych. Często jest tak, że rodzina i otoczenie narzucają nam sztywny system wartości, który potem bezrefleksyjnie powtarzamy. Np a) osobnik wychowany w typowo katolickiej rodzinie, gdzie miarą wartości jest pracowitość, dobre maniery, skromność i np. wstrzemięźliwośc seksualna b) osobnik wychowany w rodzinie typowo kapitalistycznej, gdzie jego miarą są np. osiągnięcia w szkole, potem studiach i pracy. Ukierunkowanie na wartości materialne, myślenie ekonomiczne jest na pierwszym planie. Otacza się ładną BMW i stylowym zegarkiem.

Tak i ludzie wpadaja bardzo czesto w 1 z dwoch schematow:
1) albo tak jak piszesz biora bezkrytycznie to czego nauczyli sie w domu. Nie kwestionuja swojego modelu swiata, nie zadaja pytan, po prostu powtarzaja bo tak jest wygodnie i dobrze. Bardzo czesto realizuja przez cale zycie nieswoje plany i wierzac w nieswoje przekonania i wartosci, np. skoro rodzice mi powiedzieli zebym znalazl pewna i bezpieczna praca i odkladal na emeryture to widocznie tak ma byc i koniec kropka.

2) albo odrzucaja wszystkie wartosci rodzicow i robia na przekor np. widza jak rodzice ciezko pracuja, kloca sie, wiecznie nie maja pieniedzy i kojarza z praca kiepskie emocje wiec postanawiaja np otworzyc wlasny biznes.

Ale odrzucajac badz biorac cos bezkrytycznie zawsze cos traca.

Jesli ktos skrajnie odrzuci wartosci ktore odniosles do rodziny katolickiej to straci pokore, umiarkowanie, szacunek do innych. Stanie sie pyszny i zarozumialy. Zamiast sie otwierac stanie sie coraz bardziej zamkniety znajdujac sobie krag takich samych jak on pustych gosci. Z drugiej strony bedzie osiagal, zdobywal, zarabial duza forse.

Jesli ktos odrzuci kapitalizm i szeroka pojeta materialnosc to tez cos straci. Straci mozliwosci zarabiania duzej forsy i robienia tego czego chce. Bedzie czesto zyl ponizej swoich mozliwosci w schemacie 'nie zasluguje' - krytykujac tych ktorzy duzo osiagaja dlatego ze jak nie moze tego zdobyc to chociaz moze skrytykowac.

Ani jedno ani drugie podejscie nie jest kompletne bo cos odrzuca. Dopiero polaczenie ich najlepszych cech da Ci harmonie i pelnie. Nie zobaczysz tego bedac "materialista" ani bedac "duchowym"- zobaczysz to dopiero myslac samodzielnie i bedac swiadomym czlowiekiem.

dla mnie punktem zwrotnym w życiu było uświadomienie sobie, jak wiele wzorców (niekoniecznie z pakietów tutaj wymienionych) mam narzuconych przez najbliższe otoczenie. Tak jak maggman i leszek, zdałem sobie sprawę, że robiłem różne rzeczy tylko dlatego, że społeczeństw/rodzina/moja potrzeba akceptacji przez innych oczekiwała tego. To największy skok jakościowy, który każdy musi chyba wykonać na własną rękę - tj. zacząć kroczyć własną ścieżką i porzucić obawy przed tym, co pomyślą inni o nas. To chyba pierwszy krok do tej słynnej "szczerości ze samym sobą" . Wydaje mi się, że bez niej nie może nastąpić późniejsza faza, mianowicie analiza własnego umysłu. Staram się odnajdywać jakieś pomoce w tym zakresie na gruncie filozofii i wydaje misię, że w tym przypadku świetnie sprawdza się Kant, który miał w sobie taką unikalną wrażliwość intelektualną, że w trakcie myślenia o czymś "spoglądał" na swój strumień myśli i miał głębszy wgląd w naturę umysłu niż większość śmiertelników.

W 100% sie zgadzam. Dla mnie to tez bylo kluczowe kiedy zaczalem rozumiec ze poszczegolne wzroce moich zachowac maja swoje podloze w wychowaniu i zdarzeniach z przeszlosci m.in.:
-udowadnianie
-nie robienie rzeczy na 100% mozliwosci
-schemat "nie nalezy mi sie
-wybielanie rzeczywistosci
-brak asertywnosci
-przekonanie ze wysilek musi prowadzic do efektu
-denerwowanie sie na niespelnione oczekiwania
- ... i jeszcze pare innych
Spora czesc z nich omowilem bardzo dokladnie w moim wczorajszym treningu "Poznawanie siebie cz.2" ktory swoja droga spojnie i szczerze Wam polecam jak juz wyjdzie bo mysle ze merytorycznie to wg mnie najlepszy material mindsetowy jaki do tej pory powstal.

Mam nadzieje ze wielu osobom pomoze zrozumiec w jaki sposob szukac zdarzen z przeszlosci i okreslac ich wplyw na terazniejszosc. Nagle moze sie okazac ze probuje walczyc od roku z patrzeniem w cashiera a chodzi o nikanie rozczarowania ktorego ktos doznal w wieku 6 lat.

Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, że ich umysł działa według pewnych praw i reguł, które można rozpoznać. Tak jak w przypadkach, które były opisywane wcześniej (tj. zastanawianie się, dlaczego się na coś wkurzam, dlaczego coś mnie smuci) nauczyłem się zadawać kontrolne pytania "dlaczego to robię" i w ten sposób sprawdzać samego siebie, czy aby czasem się nie oszukuję. W moim przypadku przerzuca się to także na innych ludzi. Czasem to budzi agresję, gdy np. zapytam kogoś "a po co Ty w ogóle chodzisz do pracy?", albo "dlaczego malujesz paznokcie i oczy", bo może się to źle skończyć

Ja zadaje sobie 2 pytania "dlaczego" i "po co".

"Dlaczego" pomaga zrozumiec okreslome mechanizmy i znalezc przyczyny problemu. Wowczas zastanawiam sie:
-dlaczego to zrobilem?
-dlaczego tak pomyslalem?
I Staram sie znalezc na to odpowiedz.

Z kolei pytanie "po co" sluzy mi bardziej do komunikacji ze swoim ego. Np gram sesje i nagle chce sprawdzi cashiera to pytam swojego ego:
-po co chcesz sprawdzic cashiera ?
-zeby sprawdzic czy jeszcze jestem dobry? - odpowiedz ego
-Ale juz to ustalilismy ze moja wartosc nie zalezy od wynikow
-Ok to siedze cicho.
I tyle - przyszla mysl - zostala rozpracowana i poszla. Problemem nie jest mysl "musze sprawdzic cashiera" ale to ze ktos sie z nia zientyfikuje i dziala w oparciu o nia. Zamiast tego proponuje sobie ja uswiadomic i puscic ja gdzies dalej.

Albo inny proces myslowy kory odkrylem ostatnio gdy wlaczylem strone internetowa podczas grania:
-po co chcesz zobaczyc te strone?
-zeby w razie straty kapitalu moc powiedziec ze nie robilem czegos na 100% i przez to nie brac wyniku personalnie a przez to chronic swoje poczucie wartosci.

I to bylo dla mnie duze WOW. Musialem zaraz wylaczyc sesje i sie zastanowic kiedy sie czegos takiego nauczylem i wyszlo ze w podstawowce co rowniez wczoraj omowilem na wspomnianym treningu.

Jak tylko zauwazam jakies mysli odciagajace mnie od mojej A-game to natychmiast staram sie zrozumiec dlaczego powstaly i po co moje ego je stworzylo.

Najwyższym stopniem wtajemniczenia jest dla mnie umiejętność oduczania się tego, co nam wpajano. Teorii, systemów myślowych itd. Problem ten strasznie uwydatnia się wśród ludzi ukierunkowanych w życiu na nauki przyrodnicze. Na medycynie go np. nauczono jak oglądać zdjęcie rengenowskie płuc w poszukiwaniu raka i on już oglądając to zdjęcie bezrefleksyjnie odtwarza to, co nauczony schemat każe robić. A przecież ta metoda wcale nie musi być najlepsza na świecie i za 5 lat może byc przestarzała. Spójrzmy chociażby na teorie naukowe. Dotychczasowa historia pokazuje, że tylko kwestią czasu jest, zanim nowa nie wyprze starej, bo zawsze znajdują się jakieś poprawki do naniesienia i okazuje się, że dana teorie nie sprawdza się w 100% przypadków, więc wymaga ulepszenia.

Dla mnie najwyzszym stopniem wtajemniczenia jest umiejetnosc tego co nam wpajano poprzez kulture, religie i wzorce spoleczne. To sa rzeczy siedzace bardzo gleboko w naszej podswiadomosci. Np w Polsce zdecydowania wiekszosc ludzi rodzi sie ze schematu kompleksu i bycia gorszym. Od malego ucza nas ze co dobre to zachodnie/amerykanskie itd. Przez lata Polacy pracowali zagranica ponizej wlasnych mozliwosci np w Anglii na zmywaku. Dopiero w ostatnich latach to zaczyna sie zmieniac i Polacy otwieraja wlasne firmy i pracuja na wyzszych stanowiskach. Jak bedziesz zidentyfikowany z tym schematem myslenia to nigdy go nie zauwazysz dlatego tak wazna jest wlasnie swiadomosc!

Podobnie jest w pokerze - dopiero osoba ktora pozbedzie sie schematu gorszosci i bycia zadowolonym ze sredniej krajowej moze zaczac naprawde rozwijac sie w pokerze i robic fajne wyniki. Amerykanom czy Skandynawom jest o tyle latwiej ze tam nikt nie rodzi sie ze schematem "jestem gorszy" wiec mindsetowo duzo wiekszy odsetek graczy ma szanse na odniesienie szeroko rozumianego sukcesu. Dzis to sie zmienia i za 15-20 lat mozemy byc na takim poziomie w pokerze jak dzisiaj Skandynawia. Pod katem "logicznym" Polacy sa przeciez na pewno nie gorsi a czesto maja wyzsze umiejetnosci analityczne niz gracze z wyzszych krajow. A jednak wciaz jestemy zaglebiem graczy NL25-50 ktorzy z innym mindsetem mogliby grac wielokrotnie wyzej.

Pamietam jak kiedys w USA jeden Amerykanin zapytal sie mnie czy jestem dobry z matmy i czy pomoge mu rozwiazac zadanie domowe na studiach. Powiedzialem ze sprobuje. On uprzedzil mnie ze jest trudne, ale powiedzialem zeby mi pokazal. I pokazal 1/2+1/3. Nie chodzi mi o to zeby kogos zdewaluowac ale jak o tym ostatnio myslalem to doszedlem do wniosku ze to niemozliwe ze oni sa od nas lepsi w poksa pod katem skilla. Tu juz nie chodzi o to ze maja wiecej lat doswiadczen ale oni maja mase graczy ktory po 1-2 latach dochodza do stawek NL2k+. U nas pokutuje przekonanie ze trzeba 5 lat grac w pokera zeby wejsc na NL1k i jak ktos tam gra to juz jest polbogiem a minimum ma sily nadprzyrodzone. Dopiero porzucenie tych schematow myslenia pozwoli wielu osobom awansowac i rozwijac sie w tempie jakie naprawde jest mozliwe.

Dlaczego masa blogow ma w tytule badz w zawartosci cel NL1k? Dlaczego jak ktos grinduje NL50 to jest to spolecznie akceptowalne? Byc moze gdyby w innym kraju uznawali go za fisha to grindowalby NL200 i zarabial 4 razy tyle forsy, ale po co skoro wszyscy przytakuja ze tak jest dobrze. W swiadomosci kolektywnej naszego forum gracz NL1k to jest ktos - gosc ktory cos osiagnal i moze zarabiac dobra forse, ale w Danii moga myslec o nim jak u nas o graczu NL100. Pisze o tym dlatego ze sam odkrylem u siebie ostatnio bardzo podobny problem. Jego rozwiazanie uwazam za jedna z najwazniejszych rzeczy jaka przydarzyla sie dla mindsetu ever. Zycze z calego serca kazdemu kto w jakikolwiek sposob ogranicza swoj rozwoj pod katem stawek i kwot jakie moze zarabiac zeby zrozumial skad ma ten "prezent" i sie go pozbyl. Pozostawiam to do waszego przemyslenia.

Jeszcze bardziej ukryty problem jest na gruncie rzeczy, których my oczekujemy od życia. Wmawia się nam (w kulturze zachodnioeuropejskiej), że musimy sobie stawiać cele i je osiągać. W buddyźmie ludzie stawiający sobie cele uznawani są za prymitywnych i widziani są jak niewolnicy własnych założeń. Tam mędrzec po prostu sobie uprawia ogródek, 8 godzin patrzy na gałązkę i nic go nie goni. Dla nas jest leniem i nierobem, dla tamtejszych osiągnął harmonie ze światem, spokój i czerpie radość z PRZEŻYWANIA swojego życia, cieszenia się daną chwilą. W tej kulturze również nie ma takiego analitycznego i naukowego podejścia obecnego u nas, nastawieni są na spontaniczność, emocje i subiektywne przeżycia. Znam tak niewielu ludzi, którzy potrafią zachować dystans do uteoretycznienia własnego umysłu, że mnie to czasem naprawdę przeraża.

Sam bije sie w piersi bo sam promowalem na forum kiedys podejscie zorientowane na cele, ale majac wieksza swiadomosc nie jestem w stanie dluzej udawac ze to jest ok. Podejscie zorientowane na cele ma mase plusow, min. osiaganie, lepsze efekty, motywacje, ambicje, itd.
Ale sa tez ciemne strony z tym zwiazane m.in. stres, presja, przywiazanie do wyniku, odtwarzanie zamiast kreowania i ciagle bycie w przeszlosci badz przyszlosci (tzw. future junkee) a nie w tu i teraz.

Z kolei orientacja na proces ktora proponuja buddysci daje lepsze emocje, obecnosc, mozliwosc kreowania, spokoj, radosc itd.
Ale sa tez minusy - jak bedziesz buddysta to usiadziesz i bedziesz siedzial miesiac pod drzewem i nic nie zrobisz. Skrajna orientacja na proces zawsze wiaze sie z gorszymi efektami, nizszymi standardami i mniejszym rozwojem.

I znowu mamy problem bo "kapitalizm" daje efekty, cele, wyniki ale trzeba byc zestresowanym i nieobecnym. Z kolei buddyzm oferuje spokoj, ale za to marne wyniki. Jak bedziesz zidentyfikowany z jednym badz drugim podejsciem to cos stracisz. Nie ma lepszego i gorszego. Oba podejscia sa niekompketne i nie daja harmonii i pelni. Dopiero jak je polaczysz to mozesz zostac szczesliwym budda jezdzacym nowym ferrari. Nie chce odrzucac zarabiania forsy i osiagania celow bo wiem ze cos bym stracil. Ale chce miec forse a nie zeby forsa miala mnie. Forsa jes narzedziem i skutkiem ubocznym robienia czegos dobrze a nie celem samym w sobie. Ale nie chce sie skupic tylko na niej bo wtedy stracilbym glebie i duchowosc.

- "Prawdziwy mężczyzna powinien nosić koszulę i mieć swój perfum, który podkreśla jego męskość"

Haha to zabawne ze ktos tak mysli. Zapytalbym sie od kiedy to kawalek kolorowej bawelny produkowany w Chinach oraz kropelka cieczy o okreslonym zapachu definiuja to czy ktos jest prawdziwym mezczyzna czy tez nie. To zabawne jakie ludzie maja standardy i jak latwo je zmienic. Wystarczy ze pokazesz jej np Brada Pitta w koszulce i nagle facet nie musi miec koszuli. Z drugiej strony pokaz jej zdjecie najbardziej oblesnego menela swiata ubranego w stara flanelowa koszula i ciekawe w kim zobaczy prawdziwego faceta. Kazdy model swiata jest zmienialny w odpowiednich warunkach:)

"Prawda nazywamy zgodność myśli z rzeczywistością" Pomijając już problem negatywnych sądów egzystencjalnych (czyli np. orzekanie o czymś, że to coś nie istnieje - np. Smerfy) pojawia się problem zgodności i jak należy ją rozumieć. Na pewno zgodność nie jest tożsamością. Moja myśl w głowie o jabłku nie jest tym samym, co jabłko trzymane przeze mnie w ręce. Jeśli nie mamy tożsamości, to w takim razie podobieństwo. Ale na czym to podobieństwo ma polegać i jaki jest wzorzec? Jak transponować myśl o jabłku w solidny sposób na przedmiot trzymany w ręce. Nasze postrzeganie jabłka jest mocno uzależnione od naszych zmysłów i sposób w jaki zmysły są połączone z intelektem. Ludzie widzą świat zupełnie inaczej, niż np. wąż (termowizja), czy nietoperz (echolokacja, jak sonar w łodzie podwodnej). Czy mój sposób widzenia jabłka, czy czegokolwiek innego, jest bardziej uprzywilejowany niż sposób widzenia innych istot? A co dopiero kiedy zaczniemy myśleć o sposobach postrzegania istot, które wyewoluowały na innych planetach w totalnie odmiennych warunkach. Głowa po prostu pęka. A to samo jest kiedy zastanawiamy się w jaki sposób dane naoczne/zmysłowe są przekazywane do umysłu. To co widzimy przed oczami nie jest tym, co naprawdę widzimy, tylko tym, co renderuje nam mózg.

I to jest kolejna bardzo wazna rzecz do zrozumienia. Rozumiem o czym piszesz i chcialem dorzucic swoje 3 grosze. Nie jestesmy swoimi myslami ale czyms znacznie wiecej. Zalozmy ze tiltuje => wowczas swiadomosc ktora rozumie ze ja tiltuje, sama nie tiltuje.
Jestem mezczyzna, ale swiadomosc ktora to rozumie jest czyms wiecej niz mezczyzna.
Jestem czlowiekiem ale moja swiadomosc ktora to rozumie jest czyms wiecej niz czlowiekiem.
Chce odrobic straty => ale swiadomosc ktora to rozumie nie chce odrobic strat.
Chce pokazac fishowi kto tu rzadzi => ale swiadomosc ktora to rozumie wcale tego nie chce.

Zrozumienie tego tematu to kolejny milowy krok we wlasnym rozwoju. Zrozumienie tego ze mysl moze sie pojawic ale ja nie musze sie z nia identyfikowac. Pojawia sie mysl podczas gry zeby zrobic hero call i pokazac mu kto tu rzadzi, ale ja wcale nie musze w nia uwierzyc, moge ja odrzucic i po prostu przeanalizowac na chlodno cala sytuacje.

Zawsze kiedy cos sie konczy to cos innego zaczyna. Na tym polega m.in,. istota kola ze poczatek i koniec sa tym samym jednoczesnie. Wydaje mi sie ze ten temat i mniej wiecej 2-3 ostatnie moje treningi to koniec czegos na tym forum w kontekscie mindsetu a jednoczesnie poczatek czegos nowego. Koniec rowniez w tym sensie ze zdecydowalem sie z dniem dzisiejszym nie pisac wiecej w dziale mindset. Bede za to do dyspozycji diamentow na forum diamentowym. Powodow jest wiele: powarzajace sie tematy, brak rozwoju, a przede wszystkim chec skupienia sie na maxa na grze. Doszedlem ostatnio do wniosku ze bardzo chcialbym przynajmniej przez najblizszy rok na maxa skupic sie na PLO ktora fascynuje mnie coraz bardziej z kazdym kolejnym dniem. Tzn. czasami pewnie napisze w co ciekawszych tematach ale nie bedzie to juz na takich samych zasadach jak kiedys.

Ten temat utwierdza mnie w przekonaniu ze na forum zostalo zrobione przeze mnie i inne osoby wystarczajaco duzo zeby kazdy z was mogl sobie poradzic z praktycznie dowolny problemem mindsetowym. Wystarczy tylko posegregowac tematy i podzielic je wg tematow badz hasel. Treningi bede prowadzil dalej normalnie. A ten temat jest pewnego rodzaju zwienczeniem i podsumowaniem wielu bardzo waznych idei mindsetowych. Dajcie mu jakies gwiazdki albo cos takiego zeby inni tez go zobaczyli w gaszczu pozostalych postow.

W kazdym razie kilka moich przemyslen podsumowujacych:

Na tym forum oraz w filmikach mindsetowych kazdy z was moze znalezc wystarczajaca ilosc technik zeby znalezc przyczyne i rozwiazac dowolny problem. Dla tych ktorzy jeszcze tego nie zrobili mam pare rad.

Problem jest w tym ze wiele osob nie chce rozwiazac swoich problemow i im wiecej bede pisal w tym dziale tym bardziej oni beda czekac na to ze moze w kolejnym poscie znajdzie ta jedna jedyna zlota rade ktora zbawi jego mindset, ale nie zbawi.

Wczoraj na treningu - pojawila sie osoba ktora dokladnie rozumie przyczyne swojego problemu z mindsetem (udowadnianie - ktore jest dosc powszechnym problemem) ale boi sie go pozbyc dlatego ze boi sie ze sie przestanie rozwijac. I to jest kolejny interesujacy problem - nie ma mozliwosci zeby w takiej ilosci tematow nie znalezc swojego dokladnie opisanego problemu wraz z doladna przyczyna i rozwiazaniem. Problem jest taki ze wiele osob boi sie pozbyc problemu bo daje im okreslone korzysci a tego guzika niestety za nikogo wcisnac nie moge. Jesli jakis problem nurtuje Cie od dluzszego czasu i jeszcze myslisz ze wiesz co jego przyczyna to masz gwarancje ze Twoje ego ma z niego okreslone korzysci i dopoki ich nie zakwestionujesz problem bedzie istnial.

To samo slyszalem wczoraj na treningu - ze udowadnianie jest dobra bo pomaga sie rozwijac i osiagac cele. Takie wymwki zawsze pochodza z ego. Przechodzilem przez to samo, balem sie porzucic udowadnianie bo balem sie ze przstane pracowac i sie rozwijac. Ale zaakceptowalem ten strach a zaakceptowany strach zawsze konwertuje sie w odwage i pozbylem sie udowadniania. I wiesz co? Wcale nie pracuje mniej. Wcale nie rozwijam sie mniej. Ale wreszcie mam wolnosc bo nie musze udowadniac i pokazywac bo rozumiem ze mojej wartosci nie definiuja interpretacje innych osob.

Przez nastepne 5-6 treningow bede dokladnie wyjasnial tematy o ktorych pisalismy w tym topicu + dualizmy ktore uwazam za najwazniesza koncepcja mindsetowa jaka poznalem w zyciu. Np. Dualizmem jest mechanizm buddysta-kapitalista ktory opisalem wczesniej. Chce was nauczyc jak samemu zauwac i rozumiec takie mechanizmy w swoim zyciu + zrozumiec w jaki sposob kultura, spoelczenstwo i religia uksztaltowaly nasz mindset.

Chcialbym jeszcze odniesc sie jednej idei. Otoz byl okres w moim zyciu kiedy czytalem mase ksiazek. Z kazda kolejna potrzebowalem wiecej i wiecej jak nalog bo wierzylem ze nagle znajdzie sie ta jedna magiczna ktora pomoze rozwiazac wszystkie problemy. Ale nie znalazla sie, choc byly dzieki ktorym troche zmienilem w swoim zyciu. Im bardziej szukalem ksiazek itp, tym bardziej uzaleznialem sie od zewnerznego wskaznika odniesienia a nie swojej swiadomosci. Tylko Ty samym mozesz uswiadomic sobie swoje mechanizmy w oparciu o ktore dzialasz. Autor ksiazki czy nawet osoby ktore tutaj pisza moga Ci pomoc je znalezc ale to Ty musisz samemu przeprowac swoj mindset.

Patrzac nawet na osoby na tym forum ktore zbudowaly pewnego rodzaju mindset zwroc uwage na cechy wspolne a nie na powierzchnie bo wtedy niczego nie dostrzezesz:
Yac - filozofia, myslenie
Pyszalek, Ninjai - wlasne myslenie
Ja - ksiazki, szkolenia, wlasne myslenie
Maggman - ksiazki - wlasne myslenie
Destrukt - filozofia wschodu, wlasne myslenie

Moge zrobic 1000 treningow z modelowania ale to wszystko moze nic nie dac bo modelowanie jest obserwacja a patrzac na osoby w/w najwazniejszymi cechami w budowaniu odpowiedniego mindsetu sa wg mnie:
-szczerosc z samym soba
-budowanie coraz wiekszej swiadomosci samego siebie
-zrozumienie jak dzialaja mechanizmy swoich wlasnych problemow
-budowanie wlasnego toku myslenia

Zaden filmik i ksiazka nie zastapia indywidualnego myslenia i pracy nad soba. I tym pozytywnym akcentem chcialbym zakonczyc tego posta. Zycze wam tego zebyscie zyli swiadomie a tego nie zastapi zadna ksiazka.

Pozdrawiam,
Leszek


Reply
Quote
deltoos
Joined: 28.02.2008

100% godny tekst na "ostatni" post na tym forum. Przez ten czas odwaliłeś tu kawał rewelacyjnej roboty. Dzięki!


Reply
Quote
variat
Joined: 06.05.2010

Dla mnie ten post powinien sluzyc wszystkim za poczatek 'zmiany'. Uswiadomienie sobie tych wszystkich rzeczy, glownie fragment o swiadomosci, ktora rozumie cos, ale jest czyms wiecej, otwiera dopiero caly szereg mozliwosci, jakie daja rozne technologie i poznawanie dzialania mechanizmow. Ja zaczalem odwrotnie. Poznawalem mechanizmy, jak wykladowca tajniki przedsiebiorczosci, jednoczesnie moje zycie nie mialo z nimi nic wspolnego :)

A na koniec najszczersze dzieki :)


Reply
Quote

.


Reply
Quote

lol ,ale się gęsto zrobiło od rozkmin.

Yac
jak zacząłem czytać co napisałeś od razu przypomniał mi sie mój wpis

„Nikomu z nas nie jest danym wyzwolić się z toru wyznaczonego przez bieg swego życia. Myślimy, czujemy i działamy wierni tradycji, w której żyjemy. Jedyny środek wyzwolenia stanowi zatopienie się w inne życie, zrozumienie myślenia, czucia i działania, które nie wyrosło na gruncie naszej cywilizacji, ale ma źródło w innych warstwach kultury” Franz Boas słowa te to zachęta do lektury książki Karen Horney "Neurotyczna osobowość naszych czasów"

wg mnie to esencja tego co napisałeś a o czym wczesniej maggman "na polski" po swojemu wyjasniał

dotknęliście tematu gdzie psychologia, psychiatria już w pierwszej połowie poprzedniego wieku dzieki własnie Karen musiała wziąć pod uwagę "czynniki kulturowe"/w duży cudzysłów zamknąłem/na funkcjonowanie istoty ludzkiej i ogólnie jej zdrowie
to bardo poważny temat,dodam tylko że są zwolennicy jak i krytycy tych teorii
dla przykładu- to własnie Karen zaczęła oddzielać ,rozróżniać strach od lęku gdzie inni do tej pory uważają że jak człowiek sie boi to sie boi i już .
wpływ wychowania w jakiejs kulturze ma decydujący wpływ na psychikę dorosłego homo, osobiscie poznałem kilka osób cierpiących na poważne psychozy ano na przykład dlatego że babcia w dzieciństwie non stop "straszyła" diabłem,piekłem ,
wiec siega to aż tak daleko
a wiecie że jest, czy było /bo to za czasów Karen i z jej książki/ plemię gdzie seks był u nich traktowany jak u nas posiłek i odwrotnie posiłek był czyms wstydliwym i jedli tak jak my sie kochamy
i na koniec polecam jeszcze raz w/w lekturę no i jeszcze jedno, zawsze warto zadawać sobie pytania
pozdro


Reply
Quote

.


Reply
Quote
t4ziii
Joined: 22.01.2009

.


Reply
Quote
ilidek
Joined: 06.07.2010

Lepiej jest przeczytać jeden mądry cytat i przerobić go samemu w praktyce niż przeczytać cała ksiązkę i powiedzieć "teraz rozumiem". Rozumienie nie wystarcza. Rozumienie nie uczni Cię silnym, a w postanowieniach zmiany nie ma duzo energii. Jeśli Twoim celem jest pozbycie się złego nawyku jakim jest nie podejmowanie się wykonywania róznych rzeczy to jedynym, prostym rozwiązaniem jest zacząć je robić.

Dzięki Ci za to Mangan, Uchroniłeś mnie przed pułapką w którą drugi raz biegłem :)


Reply
Quote

.


Reply
Quote
fatamorganapl
Joined: 13.04.2010

.


Reply
Quote

.


Reply
Quote
doncamilloskate
Joined: 15.04.2010

.


Reply
Quote
whyucry
Joined: 14.05.2010

.


Reply
Quote
Demiurg12
Joined: 07.07.2010

też sobie kropke walne , bo czuje ze mi ucieknie ;p


Reply
Quote
Rostek42
Joined: 08.12.2008

Medytacja jest kluczem do świadomości.


Reply
Quote
mik1984
Joined: 16.11.2008

Napisane przez ilidek

Lepiej jest przeczytać jeden mądry cytat i przerobić go samemu w praktyce niż przeczytać cała ksiązkę i powiedzieć "teraz rozumiem". Rozumienie nie wystarcza. Rozumienie nie uczni Cię silnym, a w postanowieniach zmiany nie ma duzo energii. Jeśli Twoim celem jest pozbycie się złego nawyku jakim jest nie podejmowanie się wykonywania róznych rzeczy to jedynym, prostym rozwiązaniem jest zacząć je robić.

Dzięki Ci za to Mangan, Uchroniłeś mnie przed pułapką w którą drugi raz biegłem :)

A ja jestem pod wrażeniem, że znowu założyłem tak dyskusjopędnego threada.

Poza tym, mam ogromny problem z tym powyżej. Wiem, że wszystko na co w życiu narzekam, tak naprawdę jest funkcją przeszłych i obecnych zaniedbań. Kiedy spojrzę na wszystko co od zawsze robiłem źle, to mnie to dołuje zamiast motywować. I zawsze potem ta myśl, że teraz to sobie mogę, że to już musztarda po obiedzie. I w znacznej części to jest prawda. W wielu dziedzinach życia już jest za późno, żeby się starać o cokolwiek. Nie ma już szans na osiągnięcie niczego co zwróciłoby koszt wysiłku w danym kierunku.
Ostatnio to mi się w ogóle żyć nie chce. Wiem, miliardy ludzi mają gorzej ode mnie, bla bla bla... większość ludzi w Polsce ma gorzej ode mnie... ale to bez znaczenia...

I powiem, że generalnie to mam paru bliższych znajomych, który myślą dokładnie to samo, jakby epidemia jakaś...


Reply
Quote
ilidek
Joined: 06.07.2010

I powiem, że generalnie to mam paru bliższych znajomych, który myślą dokładnie to samo, jakby epidemia jakaś...

Jesteś średnią wypadkową z 5 osób z ktorymi najczeiscej sie spotykasz


Reply
Quote
anhtu
Joined: 25.10.2011

.


Reply
Quote