czyli mówisz że slimfast gra std obrone vs tag, sory ale taka notka nic nie da- bo to standard(w sumie lepiej chyba grać 5 high fdraw agresywnie, nie sądzisz-myslę że wiesz czemu włochaty wężu), z tymi pocketami to chyba zależy od struktury boardu i pozycji preflop agresora(kolumbie, to chyba indie), gutshoty jak ma grać(c/c F, c/f T ? nie ma opcji, brak balansu między fdraw i mh przy x/r flop). A pure bluff to też musi mieć ręce i nogi, nie będzie blefował zakresu utg chyba(jak to nadziane asami jak dobra kasza skwarkami) w gościa 27/20 z wtsd 46.
Napisane przez krysiapoker666
czyli mówisz że slimfast gra std obrone vs tag, sory ale taka notka nic nie da- bo to standard(w sumie lepiej chyba grać 5 high fdraw agresywnie, nie sądzisz-myslę że wiesz czemu włochaty wężu), z tymi pocketami to chyba zależy od struktury boardu i pozycji preflop agresora(kolumbie, to chyba indie), gutshoty jak ma grać(c/c F, c/f T ? nie ma opcji, brak balansu między fdraw i mh przy x/r flop). A pure bluff to też musi mieć ręce i nogi, nie będzie blefował zakresu utg chyba(jak to nadziane asami jak dobra kasza skwarkami) w gościa 27/20 z wtsd 46.
Ja rozumiem dobre balansowanie zakresu z którymi gramy x/rs na flop jednak w rangu tego miłośnika micro jest zdecydowanie za dużo draws. On każdego drawa gra w ten sam sposób (z małymi wyjątkami) co czyni jego range słabo zbalansowanym. Tutaj chyba (napisałem chyba) chodzi o to aby zachować zdrowy % udział draws/made hands/blef. On zdecydowanie za dużo gra semiblefów.
No niestety próbował blefować na boardzi Ahigh vs podbicie z MP2 od TAG'a. Ale jak kto lubi, dzięki temu się po prostu wypłacił przez 3 ulice bo slimfast raczej nie lubi grać check jak już blefuje. Te dane nie są tylko z rąk zagranych ze mną.
To co powyżej oznacza też, że ja w jego c/c nigdy nie wiedzę żadnych gotowych rąk, ani draws tylko dobierające overcards (to już tak dla wyjaśnienia). Jego range jest więc silnie spolaryzowany pomiędzy overcards i gotowe ręce/draws. Oczywiście mogę się mylić bo mam tylko kilka tysięcy rąk na człowieka. W ogóle się mogę mylić bo przecież ekspertem fixa też nie jestem. Ale się uczę
Napisane przez chudyand1
To, że w twych żyłach płynie krew nie oznacza, że żyjesz. Wygrałem kiedyś w tej „grze” wiele z uporem maniaka zatracając się zachłyśnięty miłością zapomniałem o tym, by nie wytłumiać pierwotnego instynktu. Miałem wszystko –straciłem wszystko, nie ma we mnie złości z tego powodu.Chyba nawet nie żałuje, choć pewnie na własne życzenie. Najczęściej tak jest, że miłość i nienawiść dzieli cienka jak sukno granica. Życie powinno być nagrodą, jednak jedni są błogosławieni inni próbują trafić te sześć cyfr przez całe życie.
Dotknąłem nieba, przechadzałem się ulicami piekła jednak nigdy nie żyłem cudzymi przekonaniami. To coś, ten „kodeks” jak u Dextera, nie pozwolił skrzywdzić mi nigdy "niewinnej" kobiety. I chociaż gdybym postąpił wtedy inaczej odbezpieczając broń, oglądał bym dziś ze spokojem zachód słońca, jednak postanowiłem potraktować to jako luksus, na który nie mogę sobie pozwolić.. Właściwie nie mam powodu by być nieszczęśliwy, zastanawiam się tylko czemu czasami się tak czuje. To dziwne nie potrafić znaleźć na dość proste pytanie odpowiedzi od razu , wychodzi na to, że Hemingway miał rację pisząc, że „Szczęście wśród inteligentnych osób to najrzadsza rzecz, jaką zna.” Masz ci, jestem inteligentny ? Kiedyś byłem na pewno, a obecnie ? Coraz cześciej czuje się szczęśliwy być może zamieniam powoli certyfikat Mensy na szczęście ?
Chudy to zależy jak postrzegasz szczęście. Dla mnie osobiście jest to pewien stan umysłu, wewnętrzne przekonanie, że jest mi naprawdę dobrze, że dobrze się ze sobą czuję, że robię to co lubię, że otaczam się ludźmi, którym również zależy na mnie. Ludzie mają problem ze szczęściem bo dla nich to słowo za bardzo jest "materialne". Zbyt dużą uwagę przywiązują do korzyści fizycznych - samochody, domy, telewizory, szmery, bajery, pompki, rowery, a za mało do rozwoju wewnętrznego i tego, że może człowieka cieszyć nawet głupi śpiew ptaka gdy wyszedł pobiegać do lasu. Ja mniej więcej od 2 lat pogodziłem się ze sobą i zdałem w końcu sprawę, że tak naprawdę niczego mi do szczęścia specjalnego nie potrzeba. Parę dodatkowych rzeczy nic nie zmiani w mojej egzystencji : lepszy samochód czy szybciej gotujący wodę czajnik. Nie oznacza to, że nie chcę osiągać celów i się rozwijać, a to, że nie wiążę pojęcia szczęście z żadnymi materialnymi korzyściami.
Poza tym od dawna wiadomo, że człowiekowi bliżej do "zamartwiania się" niż do bycia szczęśliwym. Bycie szczęśliwym nie jest dla nas naturalnym stanem
Poza tym chyba już dobrze wiesz, że umysł człowieka lubi sobie dopowiadać różne dobre historie do faktów - niekoniecznie prawdziwe. Człowiek niejako zamartwia się na zapas i interpretuje fakty a może nadinter .. fakty raczej w negatywny niż pozytywny sposób. Wiem bo sam przehcodziłem przez dziennik uczuć i jego analizę.
A co mi też ma się prawo nudzić nad ranem.
o tym artykule ostatnio u Ciebie pisałem, że taki zajebisty jest ♠_cool:
Dobrze że go wrzuciłeś przed usunięciem ♠_thumbsup: