"Autor ostrzega przed masą durnych żartów, zdjęć, lokowaniem tony sprzętu ( który udaje, że posiada, a tak naprawdę pożyczył od Heńka z dołu), żenadą i rakiem. Czytasz na własną odpowiedzialność"
"Mój Perfekcyjny (Gay ) Dzień"
Jak głosi znane powiedzenie „Kto rano wstaje, ten frajer”, czy jak to tam leciało. Trudno i darmo, choć potrzebny był mi na tą okazję "specjalny budzik”. Normalnie zamówiłbym sobie budzenie na telefon, ale zawsze trafiam na jakiegoś zboczeńca, takie szczęście.

Jak już się obudziłem to wypadałoby zjeść jakieś śniadanie tylko, że ja śniadań najczęściej nie jem. Jeszcze niedawno była moda na kawę z masłem i olejem kokosowym. Też chciałem być fajny i trendy, tylko w przeciwieństwie do wszystkich innych, którzy zmądrzeli i wrócili do klasycznego pierwszego posiłku jak Bóg przykazał, mi tak zostało i najczęściej właśnie w taki sposób zaczynam dzień. Nie można nazwać tego "pełnowartościowym posiłkiem", bo opór tłuszczu ( w zasadzie tylko to) i właściwie poza szybkim dostarczeniem energii nie ma za dużo zalet taka praktyka, ale dopóki ludzkość nie weźmie się do roboty na poważnie ( bo ileż można czekać ? ) i nie stworzy możliwości szybkiego modułowego doczepiania sobie bionicznych palców w zamian za te obcięte (fajnie jakby były w różnych kolorach co nie ?), dopóty śniadania z użyciem noża odpadają, gdyż ciężko byłoby rodzinie odróżnić mnie od pijanego stolarza. Tak czy inaczej w moim wypadku sprawdza się taki zabieg, ponieważ najzwyczajniej w świecie śniadań jeść nie lubię, a potrzebuje czegoś, co mnie ogarnie na tyle, by być stosunkowo szybko gotowym do porannego treningu i jednocześnie dostarczy trochę energii. Niby mam opcję w postaci zimnego prysznica, ale nie potrzeba mi więcej stresu ( kortyzol po obudzeniu najwyższy w trakcie doby). Zresztą tak naprawdę po prostu nie chce mi się brać trzech pryszniców dziennie (dwa treningi przede mną), albo wytłumaczenie jest jeszcze prostsze i najzwyklej jestem biedakiem, który reglamentuje sobie wodę.
Popularne stwierdzenie, iż śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, to trochę pierdolenie dietetyków imho. Jeżeli to co miałbym zjeść na śniadanie ( witaminy i makro) dostarczę gdzieś tam w środku dnia etc, a nie czeka mnie w perspektywie najbliższych ośmiu godzin praca w kamieniołomach, to w zasadzie nie zrobi to żadnej różnicy kiedy makro dobije.

Wrzucam to wszystko do blendera (tak, łącznie z papierem i słoikiem, bo nie po to brałem swojego czasu najmocniejszy blender dostępny na rynku [po tym jak spaliłem stary], aby się pierdolić z niuansami takimi jak szkło). Bardziej serio oryginalnie ten przepis krzyczy o całe łyżki masła i oleju, ale w moim wypadku to trochę przesada. Moja wersja tej kawy często nie przekracza 100 kcal. Jak już upcham produkty w blenderze, to dolewam podwójne espresso ( z którego robię americano, a raczej nowy ekspres ciśnieniowy robi to za mnie, bo szlachta nie pracuje). No dobrze kryje się za tym drugie dno. Po prostu espresso z takiej maszyny jest najlepsze ze względu na metodę parzenia, odpowiednie ciśnienie i temperaturę, a co za tym idzie najzdrowsze, bo w porównaniu z innymi metodami parzenia kawy przedostaje się do naparu najmniej wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych i akryloamidu.
Tak wygląda mój pierwszy "posiłek" najczęściej, ale dzisiaj dążę do tego by dzień był perfekt przecież, więc do kawy dorzuciłem banana i 400 gr serka wiejskiego. Tak naprawdę zrobiłem to, bo data ważności serka skończyła się wczoraj i chciałem to zjeść jak najszybciej <oink>, bo żywności się nie wyrzuca. No chyba, że jesteś chujem, który wymyślił politykę Tesco, a które marnuje tony wciąż dobrego żarcia, aby przypadkiem jakiś biedak na tym nie skorzystał. Nie pytajcie mnie skąd to wiem, ale do kontenerów Tesco na odpady trudniej jest się dostać, niż do The Grote w Playboy Mansion, a dobroci tam tyle co w tym drugim, jak nie więcej. Przypadkiem, bo nie planowany, ale wyszedł pierwszy posiłek zbilansowany jak każe mainstream nie ? Wyszedł, no to cicho tam internecie.
Jak ktoś się interesuje żywieniem i zdrowiem, to być może doczytał, iż w ostatnim czasie bodajże amerykańskie stowarzyszenie kardiologów uznało ( nie jestem do końca pewien, a do google szmat drogi ), iż zarówno masło jak i olej kokosowy powinien być na cenzurowanym bo…
Wiem jak to zabrzmi, i że brak mi pokory. Że jak to mogę mieć odmienne zdanie, bo przecież to lekarze, autorytety i takie tam pierdy. Może i chuja wiem, ale wspomnę , iż ta banda gamoni kilkadziesiąt lat temu przyczyniła się do rozwoju epidemii otyłości w USA, z którą do dzisiaj sobie nie mogą poradzić kiedy w latach 70 stwierdzili, iż każdy tłuszcz jest zły do szpiku kości i zachęcali do wpierdalania węglowodanów na potęgę. Nie łudźcie się, że ówczesny stan wiedzy był jakiś niekompletny w tym temacie, bo nie brakowało opinii, iż to głównie nadmierne spożycie cukru przyczynia się do rozwoju chorób cywilizacyjnych, ale takie stwierdzenia były traktowane jak trędowaty, który próbuje napić się z tobą z jednej buteli. Zrobili to z pełnym wyrachowaniem. Trzeba było w przerwie na papierosa na pewnej konferencji zrobić tłuszczą czarny pijar ku uciesze koncernów farmaceutycznych, które lobowały tak, by z dnia na dzień chociażby za sprawą obniżenia norm cholesterolu przybyło kilkadziesiąt milionów nowych pacjentów, którym nic nie dolegało. No ale, "Panie cholesterol masz Pan za wysoki", i w taki sposób wmawiano komuś chorobę. Żadne teorie spiskowe. W USA się tak do tej pory w wielu kwestiach bawią, ale o tym może innym razem, bo temat ciekawy i poniekąd związanym z tym, dlaczego ludzie chociażby w Polsce w większości uważają, że kurczaki 24/h na dobę są faszerowane hormonami i antybiotykami. Tak czy inaczej, jak ktoś uważa owe stanowisko kardiologów za coś wiążącego, to jestem w stanie w merytorycznej dyskusji bronić masła jak niepodległości.

Po wyjęciu z kuchni, przeglądam popularne serwisy, sprawdzam info ze świata i tym podobne:
oraz oglądam z reguły do kawy :
Jakby się ktoś zastanawiał, to na myszce (a jakże) jest przypisana akcja. Pod 1- nuke 2- sprzątaczka w bikini 3-zakręć wodę w kiblu u sąsiada. Swoją drogę trzeba być głupcem jednak, by kupić sobie taką myszkę, zbindować przyciski, aby pracować bardziej wydajniej i z nich nie korzystać, tylko klepać skróty z klawiatury, bo to przez lata weszło w nawyk. No cóż, to nie pierwszy mój trefny zakup i pewnie nie ostatni.
No dobrze, ale do rzeczy, bo zbliża się ósma rano, więc powoli trzeba się szykować do aktywności. Sprawdzam sobie dla pewności co tam nabazgrałem za plan na dzisiaj, bo wciąż jeszcze jedna półkula mózgowa chrapie:
Mobility trzaskam w zasadzie przed każdym treningiem, więc jeżeli są dwa, to są i dwa bloki, które różnią się od siebie. Jeżeli chodzi o kosza :
Robię to oczywiście w domu na chwilę przed wyjściem, bo tarzał się na boisku wśród ptasich odchodów akurat dzisiaj ochoty nie mam ( serio z tym jest problem, bo mi srajo z drzew pod kosz bydlaki ). Świat dziadzieje coraz bardziej.
Gdy się nagimnastykuję, to pakuje sprzęt do plecaka, ubieram się:
Spoiler
Fajne skarpety nie ? (przy.red. yep, koleś ewidentnie ma pierdolca w temacie skarpet] i ląduje na boisku.
Początkowo tą reklamówkę miałem na głowie na zdjęciu powyżej, ale algorytmy Internetu uznały, że nadal jestem za brzydki i musiałem dokonać dekapitacji, bo nie dało rady zdjęcia upublicznić. Po co ta torba nie trudno się domyślić, więc sobie odpuszczę tłumaczenie # ciężej dryblować. Samym treningiem zanudzał nie będę, bo odnoszę wrażenie, iż mało kogo tutaj kosz interesuje (a jak się mylę, zawsze może dopytać), zresztą zmienia on się niemal co dzień i nawet nie sposób tego opisać dokładnie. Wrzucę natomiast sztywny segment, który robię zawsze, by ta potencjalnie jedna zainteresowana osoba miała jakiś tam pogląd jak to przebiega i nie czuła się pominięta.
Najpierw rozgrzewka:
Spoiler

Ćwiczenia brzmią dziwnie, ale zapewniam, że fire hydrant jest to 100 % legit mobility pachwin. Jak się przyglądnąć dłużej, to pewnie każdy z was wykonuje część z tych mobilizacji samemu w domu. Grunt, aby odwzorować wzorce ruchowe z prawdziwego życia, a nie napierdalać jakieś figury akrobatyczne, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Myślę, że się ze mną zgodzicie.
Trening dryblingu KLIK oraz rzutów KLIK
Różnie się z tym uwijam, bo zależy to od formy danego dnia, ale nie dłużej niż 40 minut mi to nie zajmuje. Pozostały czas przeznaczam na poprawę gierki w zależności co jest akurat priorytetem. Dla przykładu dzisiaj przez resztę treningu męczyłem tylko
Spoiler
Ze względu na drugi trening ograniczyłem kosza <szlocha> do 1:30 dziennie, chociaż muszę się zmuszać by tego czasu pilnować, bo ciężko tak krótko haratać. W ostatnim miesiącu jak widać zrobiłem 65 h gry, i jest to tylko czysta gra w kosza, bez rozgrzewek i innych pierdół, a i tak miałem często niedziele wolną, i za sprawą kontuzji (2x) kilka godzin również wypadło. W sumie to sporo i jednak w moim wieku trochę za dużo jak się okazało, i wcześniejsze zapowiedzi, że będę grał cały dzień były niestety myśleniem życzeniowym, bo organizmu ciągle oszukiwać nie można i prędzej czy później odmówi posłuszeństwa.
A co mi tam, na koniec jeszcze dorzucę video z mobilizacji stawu skokowego, chociaż wiadomo, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Swoją drogą nie googlować, bo myszka wygląda fajnie tylko na tym filmiku. Ja tam śledzę panią, bo trzyma piłkę w ręce, więc kosz i te sprawy, rozumiecie nie ? ( a jak nie, to mam nadzieje, że chociaż prokurator zrozumie jak będzie ścigał mnie z paragrafu o stalking)
Po treningu prysznic, kąpiel, żrę suplementy, których nie ma za wiele, bo wiecie jaki mam do nich stosunek:
Znalazłem sprzątając jeszcze jeden:
ale raczej jeść go nie będę… hm 
Spoiler

Krótki odpoczynek, po którym zwykle pracuje do 15, no ale mam obecnie wakacje to trochę w inny sposób spędzam ten czas:
Gdyby ktoś zastanawiał się czemu zaraz po treningu nie jem posiłku ( wciąż powszechna praktyka ), to dlatego, że to całe okno żywieniowe to w sumie mit. Podobno ludzie noszą na siłkę żarcie, nawet wstają w nocy, bo katabolizm i umrą eh. No cóż, jeżeli faktycznie ktoś coś takiego praktykuje, to proszę niech się do mnie zgłosi. Podam mu numer do dobrego psychiatry. Niby jakieś tam wydumane przesłanki do takiej praktyki by się znalazły, ale nawet w przypadku gdzie mam drugi trening tego samego dnia, dla mnie te argumenty są bez znaczenia. Obiad, który jest zarówno posiłkiem przed, jak i po treningowym jem około piętnastej, czyli jakieś cztery godziny po treningu i chuj. Zresztą spróbuj przekonać do innego zdania w tym temacie kolesia, który nosi takie kapcie:
( przy.red. skarpeta musiała być, nie mogłeś się powstrzymać co ? )

Czy tam są żołądki kurze ? Serio chudy żołądki ? A no tak, podroby są opór zdrowe i do tego tanie. Znam ludzi, którzy na same słowo "żołądki" się krzywią, ale hej rożne zboczenia funkcjonuje w społeczeństwie. Frutarianie podobno jedzą tylko owoce, które same spadną z drzewa. Ci również mogą się do mnie zgłosić po numer, tym razem do terapeuty. Wiadomo, że zdjęcie piekarnika wrzuciłem, aby głównie chwalić się, że mam Dual Cook ( troll, ale polecam), jednak jeżeli kogoś męczy myśl i zastanawia się co prócz mięcha piecze się na drugim poziomie, to niebawem się dowie. Kawałek pieczeni jak widać na obiad, jednak pozostała cześć pójdzie jako wędlina na kanapki, by nie kupować tych nędznych pakowanych w sklepie. Co prawda obecnie można dostać żarcie bez konserwantów, jednak pieczenie samemu ma jedną niepodważalną zaletę prócz tego że jest smaczniejsze i zdrowsze, jest po prostu o wiele tańsze niż dobrej jakości wędlina ze sklepu. Taka ilość starczy mi spokojnie na przeszło tydzień, a jak ktoś chciałby wycedzić, że nieświeże po takim czasie to niech się zastanowi ile to leży w sklepie lub u rzeźnika zanim to kupi ? Zresztą mam na to patent ( przy. red. proszę, tylko nie wrzucaj zdjęcia nowej lodówki w kolejnych skarpetach, daj żyć). Otóż sprawę „świeżości” i przydatności do spożycia rozwiązują w zasadzie pojemniki próżniowe, które polecam. Jest pompka, odsysa się powietrze i luz. Sprawdzone na wielu produktach, spokojnie wydłuża termin przydatności nawet do tygodnia.
Wracając na chwile do treningu, bo zapomniałbym o ważnym aspekcie każdego sportu jakim jest dobra nuta, która ma motywować, a więc macie kawałek mojej play listy. Same sztosy !
Spoiler
Po obiedzie pracuje normalnie do momentu, aż przyjdzie czas na kolejną aktywność robiąc około 17 małe odstępstwo od diety i pozwalając sobie na coś „słodkiego” do kawy. Jest to zazwyczaj jedyny moment w ciągu dnia, w którym pozwalam sobie na łakocie.
No ale, skoro dzień ma być wyjątkowy, to dzisiaj złamię to zasadę i zjem do kawy coś zdrowszego.
Nie wiem, czy to ze względu na to, iż na razie prowadzę się nieźle, ale wysypując orzechy na stół powstał z nich dziwnie znajomy kształt. Nie wiem co o tym myśleć, czyżby opaczność próbowała sugerować mi, że dzień mija zbyt słodko i próbowała spierdolić humor ?
Spoiler

Normalnie pewnie bym zwątpił, jednak tego dnia postanowiłem być optymistą, więc pozbierałem orzechy do torebki i postanowiłem wysypać je raz jeszcze, okazało się, że tym razem jest o niebo lepiej i wszystko wróciło na dobre tory:
Spoiler

No, symbol szczęścia to ja rozumiem 
Aspekt drugiego treningu już naprawdę pominę, bo mi się post chamsko wydłuża, a sam trening ukierunkowany jest na kosza, a polega na dynamicznym dźwiganiu żelastwa ( przysiady, martwy, wyciskanie, uginanie ramion etc), więc nic specjalnego. Po treningu około 20 jadam zazwyczaj kolację, po której pracuje do 23. Uwaga rozwiązanie zagadki dotyczącej tego, co piekło się w piekarniku razem z mięsem:
Spoiler

Kolacja spora, ale taka być musi. Można przyczepić się do niektórych produktów jak chorizo, ale pozwolę sobie nie komentować tego posiłku bo tl:dl:. Zresztą i tak większość do tego momentu nie dotrwa. Tutaj też łamię kilka mitów żywieniowych jak : ostatni posiłek po 18, węgle na kolacje, obfita kolacja, mleko, masło, ser itd itp. Rozwijał tego jednak ze wspomnianych względów nie będę.
Chciałem podliczyć specjalnie dla was ile tego dnia zjadłem kalorii, ale złośliwość rzeczy martwych, gdy próbowałem to zrobić skutecznie mnie zniechęciła. Spokojnie wyjdzie ponad 3 K.
Aktualnie zbliża się 23, pora sobie posłać.
Właściwie to pościeliłem sobie miesiąc temu, bo wtedy miałem zacząć sypiać w taki sposób, zgadnijcie jednak ile razy zaliczyłem od tamtego czasu fail i spałem na normalnym łóżku ? Możecie się pomylić o 50. No ale, jakoś się przemogę, bo jak nie dzisiaj to kiedy ? Gdy mi się uda, to łóżko pewnie wyrzucę i wstawię tam fliper "Creatures from the black lagoon" czy coś heh.
Bęc 23.
Spoiler
i do snu w trybie nocnym poczytam :
Spoiler

Zdaje sobie sprawę, że wpis jest tragiczny, dlatego rzutem na taśmę, postaram się ostatnim akcentem go uratować, i wrzucę coś co bezsprzecznie jest jego najmocniejszą stroną i pewnie nikt do tego obiekcji nie będzie miał, bo pewnie tylko to ich pociesza w tej całej ścianie tekstu, a mianowicie moje nowe skarpety, które przed chwilą przywiózł kurier
Dobra maski spadły. Tak naprawdę to cały dzień siedziałem pod koszem i szlochałem wygwizdywany gdy próbowałem doskoczyć do piłki przez wspomniane wcześniej ptaki i nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy, o których dzisiaj piszę. Dopiero jakiś dzieciak pod wieczór się zlitował i mi po nią wszedł.
Proza życia.
Nigdy nie udało mi się tak perfekcyjnie domknąć dnia, bo jestem sobą i zawsze po drodze coś spierdolę. Ten wpis zmotywował mnie do tego, aby zrobić to pierwszy raz i gdyby został wrzucony (tak jak miało to być) w poniedziałek, to wszyscy myśleliby, iż faktycznie wyrobiłem wyjątkowo 100 % normy i można byłoby otwierać szampana. Jednak jednej rzeczy już po wyłączeniu komputera zrealizować mi się nie udało, bo usnąłem w swoim łóżku. No ale, czy ja kurwa jestem psem, aby spać na podłodze ?:coolface: Nie, kiedyś się przemogę, ale nie wszystko na raz, bo oszaleje.
Peace out.
Meanwhile w Gorzowie...
Spoiler

:coolface::coolface::coolface:
* Kto ogarnął inside joke (nie ostatni ) związany ze stronami WWW z początku ?. Jak sprawdziłeś, lub wiedziałeś czym typiara tak naprawdę się zajmuje, to moje gratulacje... niezły z ciebie patol heh.