Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko
3,264 Posty
99 Użytkownicy
1578 Reakcje
86.7 K Wyświetlenia
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

# znalazłem pada
# nie mam nogi
# hasztag nie zawiera spacji idioto

Wczoraj na boisku czułem się jak pensjonariusz, chociaż wakacyjne zakwaterowanie bukowałem na Ibizie. Wkurwiony do granic możliwości staw skokowy ogłosił strajk głodowy czując się wykorzystywanym, przez co nadmierną pracą zostały obarczone zarówno kolana jak i biodra, które z miejsca zaczęły się skarżyć na nadgodziny, za które nie dostają wynagrodzenia. Z drugiej strony do głosu dochodzą plecy, bo około dwa tygodnie temu chcąc poprawić problemy zdrowotne zacząłem poprawnie siedzieć przy komputerze. Szkopuł w tym, że wcześniej przez wiele lat niemal przy nim leżałem, przez co mięśnie pleców nie nauczone są pracy, bo się przez ten czas opierdalały i muszę stosować wobec nich aparat terroru, by chociaż częściowo wymusić poprawną postawę przy PC. W skrócie siedząc poprawnie odczuwam ból. Tak się rodzi rewolucja, ale jebać już ten marksizm, bo za dużo tego syfu u mnie ostatnio i nawet mi zaczyna to przeszkadzać, tym bardziej, że metafora może pozbawiona być logiki, bo prócz problemów natury fizjologicznej, do koryta tylnymi drzwiami podstępnie dobija się również od kilku dni podświadomość pijaczka, a problem udało się dopiero dostrzeż i głośno nazwać wczoraj, choć handluje z nim od prawdopodobnie tygodnia.

Wiecie jak to wygląda. Hipokamp nauczony jest gasić pożar bez względu na potencjalne straty i tego jak duże by one nie były # pierwotnyinstynkt, jeżeli tu i teraz poprawi ci nastrój. Nie przebiera zatem w środkach dążąc do celu i pierdoli go jakakolwiek moralność. Tak więc łapówki, szantaż, groźby, granty w postaci podsyłania do towarzystwa modelek... nie cofnie się przed niczym. Największym problemem jest to, iż ten chuj z każdym następnym razem jest coraz bardziej przebiegły.

Kiedyś próbowałem walczyć z alkoholem, ale zrozumiałem po czasie, iż takie podejście jest skazane z miejsca na porażkę i nokaut w pierwszej minucie. Jedyne co robić można, to próbować skutecznie się przed tym bronić. Jakakolwiek ofensywa zatem nie wchodzi w grę, a o mało w tym tygodniu nagabywany przez procenty nie odwinąłem im płaskiego na ryj, bo każdy ma jakąś tam cierpliwość, a ja przecież nie pije już blisko 10 miesięcy (ewenement na skale mojego życia), i rodzi się złudne przekonanie, iż w tym temacie nie jest się "jednostrzałowcem". Otóż jest i to nigdy się nie zmieni. Ktoś z narożnika podpowiada, aby podnieś gardę i wyczekać do końca dwunastej rundy, której gong usłyszę we wrześniu. Bądźmy dobrej myśli, iż nie skończy się ciężkim nokautem przed czasem, bo skurwysyn zaczyna bić coraz mocniej...

Jak już wiecie znalazłem pada, jednak granie nie sprawia mi już takiej frajdy jak za dzieciaka. Chyba nigdy nie byłem "prawdziwym graczem", bo 16 godzinny dzień przed konsolą, który kiedyś nie sprawiał mi problemu zostałby ze mną gdybym takowym był. Obecnie nie jestem w stanie zmusić się do grania dłużej niż godzinę, a po 30 minutach to w sumie dla mnie męczarnia. Ale ten sam problem mam zarówna w momencie jak coś próbuje oglądać, czytać, czy też w szeroko rozumianym zakresie się uczyć. Czuje się obecnie jak taki "wolny rodnik", który dewastuję wszystko wokół odbijając się od ściany do ściany. Lekarstwem jest antyoksydant, który dostarczy rodnikowi wolny elektron. Kto więc czuje się na siłach, aby przykleić do mnie swoje atomowe jądr... nie, czekaj coś tu nie gra :transpire: <oink>

Tak naprawdę nie dzieje się u mnie nic szczególnego. Taki tam mały spadek formy. Zjawisko regresji do średniej powinno ten problem na dniach rozwiązać.

Tymczasem.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Śniło mi się, iż uczestniczyłem w olimpiadzie w konkursie pchnięcia kulą, tylko zamiast kuli miotało się serkiem wiejskim light :ayfkm: Chyba wszechświat próbuje sugerować, że czas wrócić na dobre tory jeżeli chodzi o żywienie. Dzisiaj pewnie jakiś mały cheat na kolacje i od jutra standardowe 90/10.

Wracam do treningu siłowego kilka miesięcy wcześniej niż zakładałem. Planuje zacząć od pierwszego. Początkowo bardzo małe obciążenie, które będę dorzucał co tydzień. Oczywiście jest to dokładka do treningu głównego jakim jest kosz, jednak dźwiganie będę traktował jako uzupełnienie treningu kosza (dynamiczne powtórzenia, mała ilość powtórzeń, długie przerwy) tam gdzie to zasadne, więc górę pewnie czysto hipertroficznie będę męczył.

Tymczasem myszki.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Była kiedyś jakaś ankieta, w której coś tam niewiążąco deklarowałem. Nie mam zbytnio czasu na merytoryczny wpis ( prawdę mówiąc ochoty), jednak temat wiąże się i pasuje do działu, który w tej ankiecie był na drugim miejscu. Ułatwię sobie trochę sprawę ( mam nadzieje, że Bóg i czytelnicy mi wybaczą), by nie katować się wyszukiwaniem badań przeglądając medyczne bazy danych. Piszę o tym, by uprzedzić, iż wpis będzie dotyczył wczorajszego poniedziałku i do niego będzie się odnosił, jednak nie wiem kiedy będzie opublikowany, bo wczoraj nie miałem go czasu kończyć, a dzisiaj mi prąd wywaliło, a jako typowy żyd sępie na UPS i połowa wpisu poszła się kochać i trochę mina mi zrzedła i chęci na robienie na nowo tego co wyparowało. Z drugiej strony już nie chce mi się zmieniać tego tak, by było zgodne z aktualnym dniem, nawet jak to kosmetyka, bo mam ważne zajęcia jak opalanie się czy cuś... Tak czy inaczej niech wszyscy, którzy zdecydują się to przeczytać zapną pasy, bo będzie naprawdę nieśmiesznie ( tak jakby kiedyś było :ayfkm: ), ale już zacząłem, to i skończę, tylko nie wiem czy nie akurat na przyszły poniedziałek. W sumie miałoby to sporo sensu, ale już pal sześć. Postaram się dziubaski opublikować to wcześniej, więc już możecie sobie bukować wizyty u onkologa, bo znając życie to Polak mądry po szkodzie i za nic weźmiecie sobie to moje małe ostrzeżenie i będzie na przekór czytane :coolface:

Pozdrawiam ze słonecznego wypizdowa, gdzie spędzam wakacje dojąc krowy i czekam na sobotę gdy otworzą dyskotekę tsss. Pokój

BTW: Chciałem sobie pograć jednak trochę w karty w tym miesiącu i złamać złotą zasadę, by nie wpłacać siana na grę, ale wygląda na to, że Skrill czuwa i mnie od tego problemu, strzelając w pysk świecąco-grającym komunikatem, abym się pierdolił od ewentualnych wyrzutów sumienia związanych z wpłatą uwolnił :ayfkm:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Kto lubi krótkie wpisy ? Nikt ?, to dobrze. Skończyłem ten pożal się Boże post, ale trzeba jeszcze poprawki nanieś. Powinien dzisiaj się pojawić. Żeby nie było, że ci którzy dłuższych wypocin nie czytają czują się pominięci specjalnie dla nich przygotowałem streszczenie. Uwaga spojlery !

Spoiler

Przegrałem

Mam nadziej chłopaki, że ten skrót wydarzeń nie jest dla was tl;dr, bo będzie mi przykro, że jesteście niezadowoleni :coolface:

Dobra idę wciągnąć tonę kokainy do nosa, aby mieć odwagę to upublicznić. Do wieczora.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

"Autor ostrzega przed masą durnych żartów, zdjęć, lokowaniem tony sprzętu ( który udaje, że posiada, a tak naprawdę pożyczył od Heńka z dołu), żenadą i rakiem. Czytasz na własną odpowiedzialność"

"Mój Perfekcyjny (Gay ) Dzień"

Jak głosi znane powiedzenie „Kto rano wstaje, ten frajer”, czy jak to tam leciało. Trudno i darmo, choć potrzebny był mi na tą okazję "specjalny budzik”. Normalnie zamówiłbym sobie budzenie na telefon, ale zawsze trafiam na jakiegoś zboczeńca, takie szczęście.

Jak już się obudziłem to wypadałoby zjeść jakieś śniadanie tylko, że ja śniadań najczęściej nie jem. Jeszcze niedawno była moda na kawę z masłem i olejem kokosowym. Też chciałem być fajny i trendy, tylko w przeciwieństwie do wszystkich innych, którzy zmądrzeli i wrócili do klasycznego pierwszego posiłku jak Bóg przykazał, mi tak zostało i najczęściej właśnie w taki sposób zaczynam dzień. Nie można nazwać tego "pełnowartościowym posiłkiem", bo opór tłuszczu ( w zasadzie tylko to) i właściwie poza szybkim dostarczeniem energii nie ma za dużo zalet taka praktyka, ale dopóki ludzkość nie weźmie się do roboty na poważnie ( bo ileż można czekać ? ) i nie stworzy możliwości szybkiego modułowego doczepiania sobie bionicznych palców w zamian za te obcięte (fajnie jakby były w różnych kolorach co nie ?), dopóty śniadania z użyciem noża odpadają, gdyż ciężko byłoby rodzinie odróżnić mnie od pijanego stolarza. Tak czy inaczej w moim wypadku sprawdza się taki zabieg, ponieważ najzwyczajniej w świecie śniadań jeść nie lubię, a potrzebuje czegoś, co mnie ogarnie na tyle, by być stosunkowo szybko gotowym do porannego treningu i jednocześnie dostarczy trochę energii. Niby mam opcję w postaci zimnego prysznica, ale nie potrzeba mi więcej stresu ( kortyzol po obudzeniu najwyższy w trakcie doby). Zresztą tak naprawdę po prostu nie chce mi się brać trzech pryszniców dziennie (dwa treningi przede mną), albo wytłumaczenie jest jeszcze prostsze i najzwyklej jestem biedakiem, który reglamentuje sobie wodę.

Popularne stwierdzenie, iż śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, to trochę pierdolenie dietetyków imho. Jeżeli to co miałbym zjeść na śniadanie ( witaminy i makro) dostarczę gdzieś tam w środku dnia etc, a nie czeka mnie w perspektywie najbliższych ośmiu godzin praca w kamieniołomach, to w zasadzie nie zrobi to żadnej różnicy kiedy makro dobije.

Wrzucam to wszystko do blendera (tak, łącznie z papierem i słoikiem, bo nie po to brałem swojego czasu najmocniejszy blender dostępny na rynku [po tym jak spaliłem stary], aby się pierdolić z niuansami takimi jak szkło). Bardziej serio oryginalnie ten przepis krzyczy o całe łyżki masła i oleju, ale w moim wypadku to trochę przesada. Moja wersja tej kawy często nie przekracza 100 kcal. Jak już upcham produkty w blenderze, to dolewam podwójne espresso ( z którego robię americano, a raczej nowy ekspres ciśnieniowy robi to za mnie, bo szlachta nie pracuje). No dobrze kryje się za tym drugie dno. Po prostu espresso z takiej maszyny jest najlepsze ze względu na metodę parzenia, odpowiednie ciśnienie i temperaturę, a co za tym idzie najzdrowsze, bo w porównaniu z innymi metodami parzenia kawy przedostaje się do naparu najmniej wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych i akryloamidu.

Tak wygląda mój pierwszy "posiłek" najczęściej, ale dzisiaj dążę do tego by dzień był perfekt przecież, więc do kawy dorzuciłem banana i 400 gr serka wiejskiego. Tak naprawdę zrobiłem to, bo data ważności serka skończyła się wczoraj i chciałem to zjeść jak najszybciej <oink>, bo żywności się nie wyrzuca. No chyba, że jesteś chujem, który wymyślił politykę Tesco, a które marnuje tony wciąż dobrego żarcia, aby przypadkiem jakiś biedak na tym nie skorzystał. Nie pytajcie mnie skąd to wiem, ale do kontenerów Tesco na odpady trudniej jest się dostać, niż do The Grote w Playboy Mansion, a dobroci tam tyle co w tym drugim, jak nie więcej. Przypadkiem, bo nie planowany, ale wyszedł pierwszy posiłek zbilansowany jak każe mainstream nie ? Wyszedł, no to cicho tam internecie.

Jak ktoś się interesuje żywieniem i zdrowiem, to być może doczytał, iż w ostatnim czasie bodajże amerykańskie stowarzyszenie kardiologów uznało ( nie jestem do końca pewien, a do google szmat drogi ), iż zarówno masło jak i olej kokosowy powinien być na cenzurowanym bo…

Wiem jak to zabrzmi, i że brak mi pokory. Że jak to mogę mieć odmienne zdanie, bo przecież to lekarze, autorytety i takie tam pierdy. Może i chuja wiem, ale wspomnę , iż ta banda gamoni kilkadziesiąt lat temu przyczyniła się do rozwoju epidemii otyłości w USA, z którą do dzisiaj sobie nie mogą poradzić kiedy w latach 70 stwierdzili, iż każdy tłuszcz jest zły do szpiku kości i zachęcali do wpierdalania węglowodanów na potęgę. Nie łudźcie się, że ówczesny stan wiedzy był jakiś niekompletny w tym temacie, bo nie brakowało opinii, iż to głównie nadmierne spożycie cukru przyczynia się do rozwoju chorób cywilizacyjnych, ale takie stwierdzenia były traktowane jak trędowaty, który próbuje napić się z tobą z jednej buteli. Zrobili to z pełnym wyrachowaniem. Trzeba było w przerwie na papierosa na pewnej konferencji zrobić tłuszczą czarny pijar ku uciesze koncernów farmaceutycznych, które lobowały tak, by z dnia na dzień chociażby za sprawą obniżenia norm cholesterolu przybyło kilkadziesiąt milionów nowych pacjentów, którym nic nie dolegało. No ale, "Panie cholesterol masz Pan za wysoki", i w taki sposób wmawiano komuś chorobę. Żadne teorie spiskowe. W USA się tak do tej pory w wielu kwestiach bawią, ale o tym może innym razem, bo temat ciekawy i poniekąd związanym z tym, dlaczego ludzie chociażby w Polsce w większości uważają, że kurczaki 24/h na dobę są faszerowane hormonami i antybiotykami. Tak czy inaczej, jak ktoś uważa owe stanowisko kardiologów za coś wiążącego, to jestem w stanie w merytorycznej dyskusji bronić masła jak niepodległości.

Po wyjęciu z kuchni, przeglądam popularne serwisy, sprawdzam info ze świata i tym podobne:

oraz oglądam z reguły do kawy :

Jakby się ktoś zastanawiał, to na myszce (a jakże) jest przypisana akcja. Pod 1- nuke 2- sprzątaczka w bikini 3-zakręć wodę w kiblu u sąsiada. Swoją drogę trzeba być głupcem jednak, by kupić sobie taką myszkę, zbindować przyciski, aby pracować bardziej wydajniej i z nich nie korzystać, tylko klepać skróty z klawiatury, bo to przez lata weszło w nawyk. No cóż, to nie pierwszy mój trefny zakup i pewnie nie ostatni.

No dobrze, ale do rzeczy, bo zbliża się ósma rano, więc powoli trzeba się szykować do aktywności. Sprawdzam sobie dla pewności co tam nabazgrałem za plan na dzisiaj, bo wciąż jeszcze jedna półkula mózgowa chrapie:

Mobility trzaskam w zasadzie przed każdym treningiem, więc jeżeli są dwa, to są i dwa bloki, które różnią się od siebie. Jeżeli chodzi o kosza :

Robię to oczywiście w domu na chwilę przed wyjściem, bo tarzał się na boisku wśród ptasich odchodów akurat dzisiaj ochoty nie mam ( serio z tym jest problem, bo mi srajo z drzew pod kosz bydlaki ). Świat dziadzieje coraz bardziej.

Gdy się nagimnastykuję, to pakuje sprzęt do plecaka, ubieram się:

Spoiler

Fajne skarpety nie ? (przy.red. yep, koleś ewidentnie ma pierdolca w temacie skarpet] i ląduje na boisku.

Początkowo tą reklamówkę miałem na głowie na zdjęciu powyżej, ale algorytmy Internetu uznały, że nadal jestem za brzydki i musiałem dokonać dekapitacji, bo nie dało rady zdjęcia upublicznić. Po co ta torba nie trudno się domyślić, więc sobie odpuszczę tłumaczenie # ciężej dryblować. Samym treningiem zanudzał nie będę, bo odnoszę wrażenie, iż mało kogo tutaj kosz interesuje (a jak się mylę, zawsze może dopytać), zresztą zmienia on się niemal co dzień i nawet nie sposób tego opisać dokładnie. Wrzucę natomiast sztywny segment, który robię zawsze, by ta potencjalnie jedna zainteresowana osoba miała jakiś tam pogląd jak to przebiega i nie czuła się pominięta.

Najpierw rozgrzewka:

Spoiler

Ćwiczenia brzmią dziwnie, ale zapewniam, że fire hydrant jest to 100 % legit mobility pachwin. Jak się przyglądnąć dłużej, to pewnie każdy z was wykonuje część z tych mobilizacji samemu w domu. Grunt, aby odwzorować wzorce ruchowe z prawdziwego życia, a nie napierdalać jakieś figury akrobatyczne, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Myślę, że się ze mną zgodzicie.

Trening dryblingu KLIK oraz rzutów KLIK

Różnie się z tym uwijam, bo zależy to od formy danego dnia, ale nie dłużej niż 40 minut mi to nie zajmuje. Pozostały czas przeznaczam na poprawę gierki w zależności co jest akurat priorytetem. Dla przykładu dzisiaj przez resztę treningu męczyłem tylko

Spoiler

Ze względu na drugi trening ograniczyłem kosza <szlocha> do 1:30 dziennie, chociaż muszę się zmuszać by tego czasu pilnować, bo ciężko tak krótko haratać. W ostatnim miesiącu jak widać zrobiłem 65 h gry, i jest to tylko czysta gra w kosza, bez rozgrzewek i innych pierdół, a i tak miałem często niedziele wolną, i za sprawą kontuzji (2x) kilka godzin również wypadło. W sumie to sporo i jednak w moim wieku trochę za dużo jak się okazało, i wcześniejsze zapowiedzi, że będę grał cały dzień były niestety myśleniem życzeniowym, bo organizmu ciągle oszukiwać nie można i prędzej czy później odmówi posłuszeństwa.

A co mi tam, na koniec jeszcze dorzucę video z mobilizacji stawu skokowego, chociaż wiadomo, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Swoją drogą nie googlować, bo myszka wygląda fajnie tylko na tym filmiku. Ja tam śledzę panią, bo trzyma piłkę w ręce, więc kosz i te sprawy, rozumiecie nie ? ( a jak nie, to mam nadzieje, że chociaż prokurator zrozumie jak będzie ścigał mnie z paragrafu o stalking)

Po treningu prysznic, kąpiel, żrę suplementy, których nie ma za wiele, bo wiecie jaki mam do nich stosunek:

Znalazłem sprzątając jeszcze jeden:

ale raczej jeść go nie będę… hm :coolface:

Spoiler

Krótki odpoczynek, po którym zwykle pracuje do 15, no ale mam obecnie wakacje to trochę w inny sposób spędzam ten czas:

Gdyby ktoś zastanawiał się czemu zaraz po treningu nie jem posiłku ( wciąż powszechna praktyka ), to dlatego, że to całe okno żywieniowe to w sumie mit. Podobno ludzie noszą na siłkę żarcie, nawet wstają w nocy, bo katabolizm i umrą eh. No cóż, jeżeli faktycznie ktoś coś takiego praktykuje, to proszę niech się do mnie zgłosi. Podam mu numer do dobrego psychiatry. Niby jakieś tam wydumane przesłanki do takiej praktyki by się znalazły, ale nawet w przypadku gdzie mam drugi trening tego samego dnia, dla mnie te argumenty są bez znaczenia. Obiad, który jest zarówno posiłkiem przed, jak i po treningowym jem około piętnastej, czyli jakieś cztery godziny po treningu i chuj. Zresztą spróbuj przekonać do innego zdania w tym temacie kolesia, który nosi takie kapcie:

( przy.red. skarpeta musiała być, nie mogłeś się powstrzymać co ? )

Czy tam są żołądki kurze ? Serio chudy żołądki ? A no tak, podroby są opór zdrowe i do tego tanie. Znam ludzi, którzy na same słowo "żołądki" się krzywią, ale hej rożne zboczenia funkcjonuje w społeczeństwie. Frutarianie podobno jedzą tylko owoce, które same spadną z drzewa. Ci również mogą się do mnie zgłosić po numer, tym razem do terapeuty. Wiadomo, że zdjęcie piekarnika wrzuciłem, aby głównie chwalić się, że mam Dual Cook ( troll, ale polecam), jednak jeżeli kogoś męczy myśl i zastanawia się co prócz mięcha piecze się na drugim poziomie, to niebawem się dowie. Kawałek pieczeni jak widać na obiad, jednak pozostała cześć pójdzie jako wędlina na kanapki, by nie kupować tych nędznych pakowanych w sklepie. Co prawda obecnie można dostać żarcie bez konserwantów, jednak pieczenie samemu ma jedną niepodważalną zaletę prócz tego że jest smaczniejsze i zdrowsze, jest po prostu o wiele tańsze niż dobrej jakości wędlina ze sklepu. Taka ilość starczy mi spokojnie na przeszło tydzień, a jak ktoś chciałby wycedzić, że nieświeże po takim czasie to niech się zastanowi ile to leży w sklepie lub u rzeźnika zanim to kupi ? Zresztą mam na to patent ( przy. red. proszę, tylko nie wrzucaj zdjęcia nowej lodówki w kolejnych skarpetach, daj żyć). Otóż sprawę „świeżości” i przydatności do spożycia rozwiązują w zasadzie pojemniki próżniowe, które polecam. Jest pompka, odsysa się powietrze i luz. Sprawdzone na wielu produktach, spokojnie wydłuża termin przydatności nawet do tygodnia.

Wracając na chwile do treningu, bo zapomniałbym o ważnym aspekcie każdego sportu jakim jest dobra nuta, która ma motywować, a więc macie kawałek mojej play listy. Same sztosy !

Spoiler

Po obiedzie pracuje normalnie do momentu, aż przyjdzie czas na kolejną aktywność robiąc około 17 małe odstępstwo od diety i pozwalając sobie na coś „słodkiego” do kawy. Jest to zazwyczaj jedyny moment w ciągu dnia, w którym pozwalam sobie na łakocie.

No ale, skoro dzień ma być wyjątkowy, to dzisiaj złamię to zasadę i zjem do kawy coś zdrowszego.

Nie wiem, czy to ze względu na to, iż na razie prowadzę się nieźle, ale wysypując orzechy na stół powstał z nich dziwnie znajomy kształt. Nie wiem co o tym myśleć, czyżby opaczność próbowała sugerować mi, że dzień mija zbyt słodko i próbowała spierdolić humor ?

Spoiler

Normalnie pewnie bym zwątpił, jednak tego dnia postanowiłem być optymistą, więc pozbierałem orzechy do torebki i postanowiłem wysypać je raz jeszcze, okazało się, że tym razem jest o niebo lepiej i wszystko wróciło na dobre tory:

Spoiler

No, symbol szczęścia to ja rozumiem :happy:

Aspekt drugiego treningu już naprawdę pominę, bo mi się post chamsko wydłuża, a sam trening ukierunkowany jest na kosza, a polega na dynamicznym dźwiganiu żelastwa ( przysiady, martwy, wyciskanie, uginanie ramion etc), więc nic specjalnego. Po treningu około 20 jadam zazwyczaj kolację, po której pracuje do 23. Uwaga rozwiązanie zagadki dotyczącej tego, co piekło się w piekarniku razem z mięsem:

Spoiler

Kolacja spora, ale taka być musi. Można przyczepić się do niektórych produktów jak chorizo, ale pozwolę sobie nie komentować tego posiłku bo tl:dl:. Zresztą i tak większość do tego momentu nie dotrwa. Tutaj też łamię kilka mitów żywieniowych jak : ostatni posiłek po 18, węgle na kolacje, obfita kolacja, mleko, masło, ser itd itp. Rozwijał tego jednak ze wspomnianych względów nie będę.

Chciałem podliczyć specjalnie dla was ile tego dnia zjadłem kalorii, ale złośliwość rzeczy martwych, gdy próbowałem to zrobić skutecznie mnie zniechęciła. Spokojnie wyjdzie ponad 3 K.

Aktualnie zbliża się 23, pora sobie posłać.

Właściwie to pościeliłem sobie miesiąc temu, bo wtedy miałem zacząć sypiać w taki sposób, zgadnijcie jednak ile razy zaliczyłem od tamtego czasu fail i spałem na normalnym łóżku ? Możecie się pomylić o 50. No ale, jakoś się przemogę, bo jak nie dzisiaj to kiedy ? Gdy mi się uda, to łóżko pewnie wyrzucę i wstawię tam fliper "Creatures from the black lagoon" czy coś heh.

Bęc 23.

Spoiler

i do snu w trybie nocnym poczytam :

Spoiler

Zdaje sobie sprawę, że wpis jest tragiczny, dlatego rzutem na taśmę, postaram się ostatnim akcentem go uratować, i wrzucę coś co bezsprzecznie jest jego najmocniejszą stroną i pewnie nikt do tego obiekcji nie będzie miał, bo pewnie tylko to ich pociesza w tej całej ścianie tekstu, a mianowicie moje nowe skarpety, które przed chwilą przywiózł kurier ;)

Dobra maski spadły. Tak naprawdę to cały dzień siedziałem pod koszem i szlochałem wygwizdywany gdy próbowałem doskoczyć do piłki przez wspomniane wcześniej ptaki i nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy, o których dzisiaj piszę. Dopiero jakiś dzieciak pod wieczór się zlitował i mi po nią wszedł.

Proza życia.

Nigdy nie udało mi się tak perfekcyjnie domknąć dnia, bo jestem sobą i zawsze po drodze coś spierdolę. Ten wpis zmotywował mnie do tego, aby zrobić to pierwszy raz i gdyby został wrzucony (tak jak miało to być) w poniedziałek, to wszyscy myśleliby, iż faktycznie wyrobiłem wyjątkowo 100 % normy i można byłoby otwierać szampana. Jednak jednej rzeczy już po wyłączeniu komputera zrealizować mi się nie udało, bo usnąłem w swoim łóżku. No ale, czy ja kurwa jestem psem, aby spać na podłodze ?:coolface: Nie, kiedyś się przemogę, ale nie wszystko na raz, bo oszaleje.

Peace out.

Meanwhile w Gorzowie...

Spoiler

:coolface::coolface::coolface:

* Kto ogarnął inside joke (nie ostatni ) związany ze stronami WWW z początku ?. Jak sprawdziłeś, lub wiedziałeś czym typiara tak naprawdę się zajmuje, to moje gratulacje... niezły z ciebie patol heh.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Zauważyłem, że od pewnego czasu ludzie mało tutaj piszą. Przypuszczam, że jest kilka osób, które się nie wypowiadają, więc może problem, z którym się mierze od czasu gdy łażę trzeźwy, a który nie daje mi spokoju ( a za sprawą ostatnich zainteresowań tylko się pogłębił) ich jakoś zaktywizuje i pomogą mi go rozwiązać, choć do dyskusji zapraszam wszystkich. Zresztą sam problem dotyczy każdego z nas, dlatego m.in do tej pory go nie poruszałem, bo jest bardziej kontrowersyjny niż relacja Michaela Jacksona i Macauley Culkina. Dobra, do tematu podchodzę serio, bo to dość istotna sprawa dla mnie, więc głupie żarty na bok.

Za wykonanie pracy otrzymuje pieniądze. Praca jest czynnością polegającą na wytwarzaniu określonych dóbr. Za granie w karty otrzymuje pieniądze. Jaką czynność wykonuje grając w karty ?


Odpowiedz
Cytat
boskibogdan
Dołączył: 21.06.2015

grasz w karty - to jest czynność, może chodziło jakie dobra wytwarzasz grając w karty?
połamania kostek:f_drink:


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Co wytwarza sprzedawca, policjant, prezydent (niech żyje! oczywiście), makler, poseł itd?
Jeśli wygrywasz w poxa to tak jakbyś był księdzem. Kupa frajerów przynosi ci kasę w zamian za chujwico.
Rozrywkę, nadzieję, zaspokajanie nałogu itd.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez boskibogdan
grasz w karty - to jest czynność, może chodziło jakie dobra wytwarzasz grając w karty?
połamania kostek:f_drink:

Ok, tylko jak już się zorientowałeś, to odpisując niedorozwojowi, który nie potrafi sformułować pytania mogłeś od razu spróbować odpowiedzieć jakie to dobra ;).

Napisane przez yoovan
Co wytwarza sprzedawca, policjant, prezydent (niech żyje! oczywiście), makler, poseł itd?
Jeśli wygrywasz w poxa to tak jakbyś był księdzem. Kupa frajerów przynosi ci kasę w zamian za chujwico.
Rozrywkę, nadzieję, zaspokajanie nałogu itd.

Ej, ale z pijanymi to ja nie gadam :D

Dobra wiesz, że szanuje. Wracając do tematu to, tutaj też nie byłem zbyt precyzyjny. Mam na myśli pracę w rozumieniu społecznym ( czyli jedyną słuszną definicję), która polega na wytwarzaniu dóbr, ale również usług. Tak więc to jest odpowiedź na twoje pytanie z jednym zastrzeżeniem. Akurat makler wykonuje pracę pozorną ( społecznie szkodliwą). Wielu mądrzejszych ode mnie nazwałoby to wprost złodziejstwem ( całkiem serio).

Napisane przez yoovan
Kupa frajerów przynosi ci kasę w zamian za chujwico.
Rozrywkę, nadzieję, zaspokajanie nałogu itd

Napiszę ci skąd w ogóle to moje pytanie z posta poprzedniego. Dawno (pewnie kilka lat temu) na tym forum pewien gość prowadził bloga. Nie pamiętam kim był, jaki to był blog, więc raczej trudno byłoby mi go znaleźć. Pamiętam jednak, że w pewnym momencie przestał grać w karty, a swoją decyzję argumentował tym, iż w karty nie będzie grał, bo ta gra jest niemoralna. Pierwsze co, to chciałem ironicznie po prostu to skomentować, ale usnąłem, a na drugi dzień wytrzeźwiałem, więc poszło w odstawkę, bo chuj mnie to obchodziło co typ pierdoli i z jakiej jest sekty. Jakieś pół roku temu jednak gdzieś to do mnie wróciło i zaczęło mnie to męczyć co ten "pierdolec" w ogóle miał na myśli. Niestety doszedłem do wniosków, które mnie opór wkurwiają, dlatego stąd to pytanie. Po prostu chce, aby ktoś wyprowadził mnie z błędu i łudzę się, że źle na to patrzę i wnioski do których doszedłem są błędne. No a kogo mam pytać jak nie ludzi na forum pokerowym w momencie, w którym w moim otoczeniu nikt w pokera nie gra.

Jeżeli granie w karty nie wyczerpuje znamion definicji pracy, a powiedzmy, że hipotetycznie od września chciałbym utrzymywać się z grania w karty, to jak miałbym nazwać to, czym chce się zajmować ?

zaspokajanie nałogu itd

O chuj :yaoming: Co prawda zdarzyło mi się w przeszłości pić w towarzystwie osób, które nagle wyciągały strzykawkę i waliły w żyłę, albo worek i żachały klej ( o tym typie od kleju kiedyś napiszę ), ale gdybym miał poczucie, że im w jakimś stopniu w tym pomagam, raczej nie czułbym się z tym najlepiej i nie chciałbym stać się takim człowiekiem. Akurat z kartami nie ma tego problemu, bo ilu uzależnionych jest na mikro ? :pokerface:


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Moralność, praca, trud i podobne chujowiny to program wgrywany dzieciom biedaków, żeby w dorosłym życiu były łatwiejsze do kontrolowania.
Masz problem z tym, że potrafisz przeżyć nie wchodząc zbyt głęboko w system wyzysku mas?
Polecam kilka miesięcy pracy za granicą z Wolakami. Przerażające. Maszynki do robienia ojro bez życia poza pracą, żarciem, flaszką i snem. W wolne dni snują się jak zombi i czekają aż pójdą do roboty. A latka lecą i niedługo taki pracownik siądzie sobie w wypasionej furze, pod wypasioną chałupą z dziećmi listonosza i kolegi (kiedy miał zrobić?) i odwali kitę czując się zajebiście, bo zadbał o rodzinę i cośtam.
Niestety nie żył już od kilkudziesięciu lat, tylko nie zauważył.
Takietam wrażenia z roboty.
Lew, prezydent (niech żyje!), ksionc nie pracują i żyją. I jakoś nie widać u nich moralnych rozterek.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez yoovan
Masz problem z tym, że potrafisz przeżyć nie wchodząc zbyt głęboko w system wyzysku mas?
.

Nie, ale mam problem z tym, że mógłbym żyć wykonując coś, co jest szkodliwe społecznie. Chujowo godzić się ze stwierdzeniem "Wszyscy kradną, to pierdole i ja też będę". Pozwolę się nie zgodzić z tym, że praca to gówno. Takie stwierdzenie to ideologia czysto komunistyczna. Jeżeli nie pracujesz, a nikt cie nie utrzymuje ( co też jest gówniane ), to albo możesz żebrać albo kraść. W inny sposób nie zaspokoisz nawet podstawowych potrzeb. Nie wiem jak udało ci się to przekręcić, ale to właśnie praca jest wyznacznikiem tego jakim jesteś człowiekiem ( wolnym czy zniewolonym). Jak myślisz, kogo łatwiej kontrolować ? Typa, który nie potrafi na siebie zarobić, czy kogoś kto nie będzie musiał posuwać się do kradzieży aby godnie żyć ? Od lat 70 na nowo w Europie celowo obrzydza się etos pracy, a system oświaty produkuje samych tłuków, którzy nie potrafią nic robić poza wciskaniem kitu i to jest problem a nie sama praca. Niemcy pierdolną na ryj, bo to kraj nierobów właśnie, a pracuje na nich tania siła robocza, ale to na przestrzeni ostatnich lat się zmienia, stąd tak duże problemy u nich i w końcu to wszystko się załamie. Raczej prędzej niż później.

BTW: Pracy za granicą nie trzeba mi polecać, bo ciężko pracuje u nas ( jeżeli już pracuje :coolface: ). Zresztą wiem jak to wygląda, bo pracują tam wszyscy moi najbliżsi znajomi i połowa rodziny.


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

OK. Słowoklucz - godnie. Nie ma nic godnego w tym, że ktoś zapieprza od rana do nocy za minimalną daleko od rodziny i zachlewa tęsknotę.
Szkodliwa społecznie jest właśnie praca tych speców od wmawiania ludziom, że urodzili się żeby mieć przewalone.
Matołki takie jak ja muszą oddać większość życia za możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb. To jest szkodliwe społecznie.
Jeśli potrafisz ściągnąć hajs do swojej okolicy to jest to lokalnie pożyteczne. I twoja radocha, luz, podniesione czoło podniesie poziom optymizmu na dzielni.
Nie mam nic przeciw normalnej pracy, ale u nas na wsch Wolski i za niektórymi granicami to patologia.
Myślę że łatwiej kontrolować etatowca niż złodzieja. Ten drugi ma wyjebane na część systemu, a pierwszy bez systemu zginie.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Rozumiem i się zgadzam w 90 % z ostatnim postem, jednak zboczyliśmy trochę z tematu i chciałbym do niego wrócić. Kto z was moi drodzy uważa granie w karty za pracę użyteczną i jak to sobie argumentuje ?

EDIT:

Ok, przepraszam za zawracanie dupy, jednak doszedłem do wniosku, że trzeba wrzucić ten temat do worka "Tematów, których nie powinno poruszać się w internecie". Jest zbyt obszerny i zbyt kontrowersyjny ( jak na forum pokerowe), aby ktoś kto nie interesuje się tym ( jak chociażby kreuje się pusty pieniądz, i dlaczego to jest złe) nie wkurwił się na mnie, a mnie ogranicza forma wypowiedzi jaką forum narzuca i ciężko będzie mi to wszystko argumentować i jednocześnie wskazywać z czym mam problem, bo jest tego za dużo. Dobrej nocy i jeszcze raz proszę o wybaczenie ;) Głupi ja.


Odpowiedz
Cytat
txell2012
Dołączył: 12.06.2012

Poker to dla 90% wygrywających sposób na zarobienie pieniędzy. Około 10% graczy jednak potrafi zamienić tą czynność w robotę, bo ich gra niesie ze sobą jakąś wartość dla innych, obojętnie, czy za sprawą programów, które piszą, filmów motywających, które nagrywają, czy usług, które świadczą, a które przynoszą "dobro" w postaci rozwoju osobistego innego człowieka. Numery oczywiście wziąłem z kosmosu, może to jest 20%, a może 1%. Tak, czy siak, bardzo mało jest takich ludzi.

Moralność, eh. Akurat nie zgodzę się z yoovanem, gdy mówi, że to jest coś, co wciska się dzieciom biedaków. Moralności nie nauczysz drugiego człowieka, albo sam rozpozna, co jest czym, albo nie. Możesz mu jedynie pokazać, co jest przyjęte za odpowiednie lub nieodpowiednie, ale to on sam zadecyduje, czy przekroczy barierę, dopiero kiedy znajdzie się w sytuacji dającej mu bezpośredni kontakt z tym, o czym mu mówiono.

Moralność to wrodzony, oparty na własnych przeżyciach zbiór zasad, który pomaga wybrać między dobrem a złem. Nie jest to zbiór, który możesz sobie wydrukować i nakleić na ścianę, bo jest zapisany głębiej, a uaktywnia się dopiero w momencie, w którym sam konfrontujesz się z daną kwestią. Jeżeli w swojej "bazie danych" nie masz punktu odniesienia do danego zdarzenia, to dopiero efekt, skutek podjętej decyzji powie ci, do jakiej kategorii je zapisać. W następnej podobnej sytuacji sumienie podpowie, jak się zachować.

Nie wiem chudyand1, czy myślimy o tym samym "pierdolcu", ale jest coś niemoralnego w tej grze, a szczególnie, jeśli chodzi o cashgames. Bumhunting jest tego najwyższą ekspresją - siadasz i czekasz na frajera do zgolenia, nierzadko człowieka, któremu hazard już dawno rozjebał system w głowie. A co do hazardzistów na micro, to chyba też się znajdą. To nie stawka, którą się gra, czyni z człowieka hazardzistę.

Temat trudny, a i wnioski, które można wysnuć przynoszą więcej wątpliwości, niż można się spodziewać, bo jeśli spytam, czy ktoś zna inny sposób na zarabianie pieniędzy polegający na zabieraniu innym i dawaniu sobie i jaka jest jego nazwa to... może lepiej to zostawić w spokoju.

Dobrze, że się w porę wycofałeś :coolface:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Widzę małą sprzeczność w tym co napisałeś odnośnie pokera, ale jak zauważyłeś dyskusja na temat "poker to praca" szybko z oczywistych względów sprowadziłaby się do "argumentum ad personam", a na takiej dyskusji mi nie zależy. Dlatego obecnie nie będę kontynuował tego wątku, no chyba, że wszyscy co do jednej osoby, którzy odwiedzają ten blog wyrażą na to zgodę. Być możę kiedyś do tego wrócę, ale teraz ciach...

Natomiast pospieram się z tobą, jeżeli chodzi o moralność jako cechę wrodzoną, bo mam zupełnie odmienny punkt widzenia na ten temat, ale pozwolisz, że napiszę o tym w chwili kiedy znajdę trochę czasu ( pewnie jutro ). Przejdę (jak by się nic nie stało) w tym momencie do tego, z czego ten blog żyje ( czyli głupot )<wink>, by rozładować atmosferę, którą sam sprowokowałem, niepotrzebnie zresztą.

Wiecie jakie mam podejście do pewnych produkcji filmowych, bo nie raz o tym wspominałem. Dzisiejszego wieczora mam okazje spędzić czas z piękną niewiastą ( lewa strona) lub z kolesiami ( prawa strona)j. W obu wypadkach relaksując się przy seansie filmowym. Jak myślicie, co wybiorę ? :coolface:

Życie takie ciężkie !


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Mnie ciekawi opinia innych na temat niemoralnego i moralnego zarabiania pieniędzy.
Piękna niewiasta i "Minionki".


Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez txell2012
Moralności nie nauczysz drugiego człowieka, albo sam rozpozna, co jest czym, albo nie. Możesz mu jedynie pokazać, co jest przyjęte za odpowiednie lub nieodpowiednie, ale to on sam zadecyduje, czy przekroczy barierę, dopiero kiedy znajdzie się w sytuacji dającej mu bezpośredni kontakt z tym, o czym mu mówiono.
Moralność to wrodzony, oparty na własnych przeżyciach zbiór zasad, który pomaga wybrać między dobrem a złem. Nie jest to zbiór, który możesz sobie wydrukować i nakleić na ścianę, bo jest zapisany głębiej, a uaktywnia się dopiero w momencie, w którym sam konfrontujesz się z daną kwestią. Jeżeli w swojej "bazie danych" nie masz punktu odniesienia do danego zdarzenia, to dopiero efekt, skutek podjętej decyzji powie ci, do jakiej kategorii je zapisać. W następnej podobnej sytuacji sumienie podpowie, jak się zachować.

Koncepcje moralności, którą przedstawiasz z tego co pamiętam zarysował już bodajże w osiemnastym wieku Adam Smith w „Teorii uczuć moralnych”. Jak bardzo pomylił się w swoich twierdzeniach udowodnił kapitalizm dziewiętnastego wieku a następnie dwie Wojny Światowe. Naprawdę trudno sobie współczesnemu człowiekowi wyobrazić na jaką skale był to wyzysk, i mało kogo obchodziły wtedy jakiekolwiek hamulce moralne.

Człowiek nie rodzi się z jakimś magicznym zestawem cech. Czy się to komuś podoba, czy też nie ( a co jest w zasadzie już dawno przez naukę potwierdzone –biologia, socjologia, psychologia rozwoju i wiele innych dziedzin ). Ludzie rodzą się jedynie z dwoma „zaprogramowanymi” lub też jak wolisz wrodzonymi mechanizmami, a są to instynkty i popędy. Ale jak to ? Czyżby w takim wypadku człowiek w chwili narodzin nie różnił się niczym od zwierzęcia ? Otóż różni się, ale nie tak bardzo jakby mogło się wydawać. Co prawda ludzie z biologicznego punktu widzenia są najlepiej rozwiniętymi zwierzętami, ale różnicę chociażby w odniesieniu do małp nie są zbyt wielkie. To czym różni się zdecydowanie człowiek od zwierzęcia w chwili narodzin jest chociażby fakt, że zwierzęta z reguły są o wiele lepiej przystosowane do przetrwania w naturalnym środowisku, ale już abstrahując od takich drobnostek, i skupiając się na najważniejszym czynniku, to można napisać, iż u zwierząt instynkty rozwijają się niejako same i nie da się ich nauczyć pewnych zachowań, które są charakterystyczne dla ludzi. Szkopuł tkwi w tym, że u ludzi można te cechy ( ludzkie) rozwinąć, jednak człowiek w stanie rozwinąć ich w sobie sam z siebie nie może. Najprostszym przykładem może być fakt ( który naocznie możesz zaobserwować ), iż dziecko ani mówić, ani pisać i czytać, a nawet chodzić w pozycji wyprostowanej nie nauczy się samo. Nie ważne jak mądrych miało rodziców taki dzieciak nie nauczy się sam z siebie gry na fortepianie. Tak więc człowiek w chwili narodzin nie jest w pełni człowiekiem w twoim rozumieniu ( moralnym, cechującym się wolną wolą, zdolnym do miłości), ale ma potencjał, aby się takim stać ( ale nie musi ) i to jest podstawowa i fundamentalna różnica między nim a zwierzęciem, bo chociaż byś stanął na głowie i był najlepszym treserem na świecie, to zaparzać herbaty lwa nie nauczysz <troll>. Imo człowiek w chwili narodzin nie jest takim, jakim sobie go wyobrażasz ( czyli w pełni ukształtowanym z paletą określonych ludzkich cech), a ma jedynie predyspozycji do tego by się takim stać, a to kim się stanie determinują czynniki zewnętrzne. Tak więc nie jest on zdolny sam z siebie do zachowań określanych jako ludzkie, więc o żadnej wrodzonej moralności mowy być nie może, dopóki tej cechy na etapie rozwoju biologicznego się w nim nie zaszczepi. Rozumiem, że ludzie lubią o sobie myśleć, iż są wyjątkowi, ale moralność, to nie jest coś co jest zapisane w genach, choć może być rozwinięta jedynie u ludzi. Kwestią osobną jest to czym jest ten "potencjał" do bycia człowiekiem i jaka "siła" go uruchomiła na przestrzeni dziejów, zmuszając człowieka pierwotnego ( kierującego się instynktami i popędami) do wynalezienia koła, pisma etc, ale na to nie jestem w stanie odpowiedzieć. Zasadnym myślę jest natomiast stwierdzenie, iż człowiek przekroczył granicę, którą go od zwierząt w pełni odróżnia i stał się takowym w pełni tego słowa znaczeniu, bo zmusiła go do tego natura... lub Stwórca :)


Odpowiedz
Cytat
szpaq2
Dołączył: 20.06.2009

Sorry skupie się tylko na pytaniu nie mam niestety czasu przebrnąć przez całą dyskusje z Yovanem. Według twojej definicji poker nie jest pracą i jeżeli tak postawisz definicje pracy to huj bombki strzeli, ale poker to nie praca. Niemniej czy jesteś tym maklerem, świadkiem Jehowy (kościół tych miśków mam niedaleko mieszkania, a fury pozazdrościć jakie tam wjeżdżają), trenerem NLP, trenerem na PokerStartegy czy pokerzystą to skoro zarabiasz kasę nawet na szwindlu a w dodatku lubisz to robić to na huj ideologia po porostu rób to.

Spoiler

No chyba że podświadomie czujesz że jednak chcesz coś tworzyć materialnego:

Spoiler

Odpowiedz
Cytat
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Szpaq jeżeli zarabiasz kasę na szwindlu, to przepraszam, ale napiszę wprost- kradniesz. I nie mam teraz na myśli gry w karty, kolesia NLP czy czegoś tam jeszcze, a jedynie pije do tego stwierdzenia. Nie wieże w to, że akceptujesz sytuacje, w której ktoś wyciąga ci portfel w autobusie, a ty nie masz z tym problemu, bo ta osoba lubi to robić, więc uznam, że to pytanie jest niefortunnie skonstruowane. Podstawowe zasady życia społecznego to żadna ideologia, nie sądzisz ?


Odpowiedz
Cytat
szpaq2
Dołączył: 20.06.2009

hmm... ciężko mi myśleć o tej porze (wiem że jest 21, ale ja zaraz idę spać więc dla mnie to noc). Chodzi mi o to że użyłem słowo szwindel w znaczeniu względnym, gdyż zarabianie pieniędzy a co najlepsze wzbogacanie się powoduje często ocenę tego jak to się stało że masz. I często pomimo tego że zarobiłeś zgodnie z prawem możesz być hujem i złodziejem co u po niektórych (np. prosty przykład zwolnisz kogoś w pracy bo koleś się nie nadaje, zaniedbuje swoje obowiązki etc. - często ta osobo nazwie swojego szefa hujem i złodziejem żerującym za stawkę minimalną na biednych obywatelach na swoje dobro). Wtedy być może w pewnej grupie osób jesteś tym złodziejem, który kradnie. Ba znam ludzi, którzy legalnie się bogacą a przez dziwnie skonstruowane prawo bogacą się jeszcze więcej wykorzystując kruczki prawne [ np. korzystają z socjalu bo na papierze ich biznesy dają tyle na członka rodziny co nic a kasa ciągle krąży i jest jej w sumie więcej]. Więc jak nazwać takich ludzi złodziejami zarabiających na szwindlu czy przedsiębiorcze osoby umiejące wykorzystać nadarzającą się okazję. Wszelkiego trenerzy NLP, sekty, kościoły też jedni użyją słowa szwindel a inni ocenią nie mylisz się to daje nadzieje etc. Tak samo poker. Jesteś "złodziejem" z jednej strony bo wykorzystujesz słabości innych, wykorzystujesz słabszych od siebie i wyciągasz ten portfel z kasą z ich kieszeni czyli zarabiasz na "szwindlu". Z drugiej strony już dawno zabiłem w sobie socjalistę (lewaka), którym u progu dorosłości byłem by powiedzieć "Who care". Jeżeli ktoś ma problem z hazardem lub alkoholem ,nie wiem nie czyta co podpisuje, niech wyrżnie w glebę i dopiero wtedy niech postanowi czy coś chce zrobić ze swoim życiem czy nie. Dlatego jak ktoś zarabia kasę np. na alkoholu na hazardzie etc. to niech to robi skoro mu to wychodzi. Jeżeli chcesz co realnie może dawać pokerzysta to strzyc ludzi którzy dają się strzyc dając im szanse na uświadomienie że robią źle i poprawę a jak nic z tym nie robią to tylko i wyłącznie ich problem. Pokerzysta jest kimś w rodzaju mesjasza, zbawiciela pokazuje swoją dobrą grą kierunek w jakim KAŻDY grający może podążyć. Zawód pokerzysta to drogowskaz. Okej kończę już pisać bo jak mi się oczy zamykają to już zaczynam odpływać. PZdr


Odpowiedz
Cytat