Kuźwa jeszcze coś dopiszę bo dałeś przykład moralności na przykładzie złodzieja wyciągającego kasę z mojej kieszeni w autobusie. Więc tak mam kolegę, który nosił wszystkie dokumenty i kasę w nich w jeansach w tylnej kieszeni. Z ziomusiem podstawówkę i technikum obskoczyliśmy w jednej klasie. Nie raz ja i inni mu mówiliśmy a nawet na jaj zawijaliśmy mu te dokumenty bo jak siadł i wstawał to ruchem coraz bardziej mu wystawały tak że nie raz więcej niż połowa była na wierzchu, by skumał że w końcu ktoś mu je zajebie. Nic z tym nie robił i .... w końcu ktoś mu je zajebał. Okej ten co zajebał złodziej ale dla mnie kurwa nie złodziej jak odsłaniasz dupę to w końcu ktoś w nią trafi. Inna sprawa jak huja zrobiłeś i dostaniesz wpierdol i ktoś cię skroi.
Kurde sam wpakowałem się na minę. Głupio mi nie odnieś się do tego, co napisałeś, bo znamy się od początku, ale naprawdę chciałbym ten temat zostawić, bo mimo wszystko nie jestem odpowiednią osobą, aby wypowiadać się o moralności z jednej prostej przyczyny, a mianowicie takiej, iż jestem alkoholikiem i nie zawsze było mi z nią po drodze. Przepraszam, nie jest w porządku z mojej strony sugerować komuś, co ma być moralne, a co nie i nie wiem co sobie wyobrażałem. Skąd moralność się bierze napisać mogłem, bo to inna sprawa. Nie zgodziłbym się w kilku punktach z tobą. Ja chociażby uważam, że kradzieży w żaden sposób się nie legitymizuje, więc jeżeli ktoś wyczerpuje jej definicje, to nawet jak robi to w białych rękawiczkach, bo mu spierdolone prawo, czy też ustrój na to pozwala, nie jest ani zaradny życiowo ( wręcz przeciwnie), ani "przedsiębiorczy" w żaden sposób, tylko jest najzwyklej w świecie złodziejem i nazywam to po imieniu bez zbędnej semantyki. Dobrym przykładem mogą być tutaj firmy w Polsce, które stosują agresywną optymalizację podatkową. Masz rację po części, bo prawda jest taka, że naprawdę spora cześć osób nie jest nawet świadoma tego, iż kradnie, bo na kradzieży stoi cała Europa i to od wieków ( niestety), a samo pojęcie kradzieży od lat się w społeczeństwie rozmywa, a nawet uczy się jej w szkołach i na uniwersytetach ( serio), ale spiszmy może po prostu protokół rozbieżności i tyle. Pogadamy kiedyś o tym przy piwie, bo od zawsze chciałem odwiedzić Kraków i kiedyś to zrobię, ale proszę Szanownego Pana o zwolnienie mnie obecnie z odpowiedzi na pozostałe pytania ![]()
No dobra, odpowiem jeszcze na jedno najbardziej kontrowersyjne.. eh prawie się dałem namówić. W zasadzie odpowiedziałem na nie, ale go nie opublikuje. Jeżeli chcesz wiedzieć, w czym tak naprawdę tkwi problem jeżeli chodzi o grę w karty, to zainteresuj się pojęciem #pieniądz fiducjarny. Jeżeli nie znajdziesz niczego konkretnego, a wciąż nie będzie dawało ci to spokoju, to wyślę ci na priv to, co przed chwila z tego posta wyciąłem, a co powinno rozjaśnić nieco sprawę.
Sowiński, jeden z nielicznych dietetyków, na których można trafić w mediach, a który prezentuje zdroworozsądkowe podejście do tematu. No i "gluten", któremu zdarza się forsować niezłe głupoty (wręcz szkodliwe czasami), bo coś mu się tam wydaje ( choć w tej debacie zaprzecza sam sobie, bo twierdzi zupełnie odwrotnie), co nie znaczy, że typ nie ma wiedzy, bo tego mu odmówić nie można. Gdyby odłożył zbędny, szkodliwy marketing związany z promowaniem swojej osoby, i zastanawiał się bardziej nad tym co mówi ( bo wypowiadanie na jednym wdechu specjalistycznych terminów, na których można połamać język tylko pozornie robi z kogoś eksperta w oczach innej osoby ) może byliby z niego ludzie, no ale hajs musi się zgadzać
Tak czy inaczej polecam. W tle jest dość ciekawa reklama, a mianowicie test na badanie mikroflory, który chociażby Mauricz bardzo zachwala. Problem w tym, że nie wydaje się on być zbytnio zasadny a jest drogi, ale obecnie dokształcam się w temacie, więc daruje sobie kategoryczne hejtowanie takich rozwiązań, bo być może czegoś nie wiem.
Napisane przez chudyand1
Napisane przez txell2012
Moralności nie nauczysz drugiego człowieka, albo sam rozpozna, co jest czym, albo nie. Możesz mu jedynie pokazać, co jest przyjęte za odpowiednie lub nieodpowiednie, ale to on sam zadecyduje, czy przekroczy barierę, dopiero kiedy znajdzie się w sytuacji dającej mu bezpośredni kontakt z tym, o czym mu mówiono.
Moralność to wrodzony, oparty na własnych przeżyciach zbiór zasad, który pomaga wybrać między dobrem a złem. Nie jest to zbiór, który możesz sobie wydrukować i nakleić na ścianę, bo jest zapisany głębiej, a uaktywnia się dopiero w momencie, w którym sam konfrontujesz się z daną kwestią. Jeżeli w swojej "bazie danych" nie masz punktu odniesienia do danego zdarzenia, to dopiero efekt, skutek podjętej decyzji powie ci, do jakiej kategorii je zapisać. W następnej podobnej sytuacji sumienie podpowie, jak się zachować.Koncepcje moralności, którą przedstawiasz z tego co pamiętam zarysował już bodajże w osiemnastym wieku Adam Smith w „Teorii uczuć moralnych”. Jak bardzo pomylił się w swoich twierdzeniach udowodnił kapitalizm dziewiętnastego wieku a następnie dwie Wojny Światowe. Naprawdę trudno sobie współczesnemu człowiekowi wyobrazić na jaką skale był to wyzysk, i mało kogo obchodziły wtedy jakiekolwiek hamulce moralne.
Człowiek nie rodzi się z jakimś magicznym zestawem cech. Czy się to komuś podoba, czy też nie ( a co jest w zasadzie już dawno przez naukę potwierdzone –biologia, socjologia, psychologia rozwoju i wiele innych dziedzin ). Ludzie rodzą się jedynie z dwoma „zaprogramowanymi” lub też jak wolisz wrodzonymi mechanizmami, a są to instynkty i popędy. Ale jak to ? Czyżby w takim wypadku człowiek w chwili narodzin nie różnił się niczym od zwierzęcia ? Otóż różni się, ale nie tak bardzo jakby mogło się wydawać. Co prawda ludzie z biologicznego punktu widzenia są najlepiej rozwiniętymi zwierzętami, ale różnicę chociażby w odniesieniu do małp nie są zbyt wielkie. To czym różni się zdecydowanie człowiek od zwierzęcia w chwili narodzin jest chociażby fakt, że zwierzęta z reguły są o wiele lepiej przystosowane do przetrwania w naturalnym środowisku, ale już abstrahując od takich drobnostek, i skupiając się na najważniejszym czynniku, to można napisać, iż u zwierząt instynkty rozwijają się niejako same i nie da się ich nauczyć pewnych zachowań, które są charakterystyczne dla ludzi. Szkopuł tkwi w tym, że u ludzi można te cechy ( ludzkie) rozwinąć, jednak człowiek w stanie rozwinąć ich w sobie sam z siebie nie może. Najprostszym przykładem może być fakt ( który naocznie możesz zaobserwować ), iż dziecko ani mówić, ani pisać i czytać, a nawet chodzić w pozycji wyprostowanej nie nauczy się samo. Nie ważne jak mądrych miało rodziców taki dzieciak nie nauczy się sam z siebie gry na fortepianie. Tak więc człowiek w chwili narodzin nie jest w pełni człowiekiem w twoim rozumieniu ( moralnym, cechującym się wolną wolą, zdolnym do miłości), ale ma potencjał, aby się takim stać ( ale nie musi ) i to jest podstawowa i fundamentalna różnica między nim a zwierzęciem, bo chociaż byś stanął na głowie i był najlepszym treserem na świecie, to zaparzać herbaty lwa nie nauczysz <troll>. Imo człowiek w chwili narodzin nie jest takim, jakim sobie go wyobrażasz ( czyli w pełni ukształtowanym z paletą określonych ludzkich cech), a ma jedynie predyspozycji do tego by się takim stać, a to kim się stanie determinują czynniki zewnętrzne. Tak więc nie jest on zdolny sam z siebie do zachowań określanych jako ludzkie, więc o żadnej wrodzonej moralności mowy być nie może, dopóki tej cechy na etapie rozwoju biologicznego się w nim nie zaszczepi. Rozumiem, że ludzie lubią o sobie myśleć, iż są wyjątkowi, ale moralność, to nie jest coś co jest zapisane w genach, choć może być rozwinięta jedynie u ludzi. Kwestią osobną jest to czym jest ten "potencjał" do bycia człowiekiem i jaka "siła" go uruchomiła na przestrzeni dziejów, zmuszając człowieka pierwotnego ( kierującego się instynktami i popędami) do wynalezienia koła, pisma etc, ale na to nie jestem w stanie odpowiedzieć. Zasadnym myślę jest natomiast stwierdzenie, iż człowiek przekroczył granicę, którą go od zwierząt w pełni odróżnia i stał się takowym w pełni tego słowa znaczeniu, bo zmusiła go do tego natura... lub Stwórca
![]()
Człowiek jest wyjątkowy. Bezsprzecznie.
Problem jest taki, że część ludzi nie może wydobyć z siebie potencjału, o którym mówisz, a w którym mieszczą się takie terminy, jak moralność właśnie, a jeszcze inni nie posiadają tego potencjału w ogóle, bo bazują na umyśle, a temu moralność jedynie zawadza. Później można się zastanawiać, dlaczego wybuchają wojny, albo powstają ustroje i filozofie prowadzące do upadku moralności, ale prawda jest taka, że rządzą nami skurwiele bez sumienia, bez ludzkich odruchów i nie trzeba wielkich przekmin, żeby sobie to uzmysłowić. Rządzą nami zwierzaki, które chcą, żeby człowiek też się zezwierzęcił. Żeby zdobyć taką władzę, jak mają niektórzy, trzeba wyrzec się bycia człowiekiem. Śledząc historię, można wywnioskować, że zawsze był tu ktoś (i dalej jest), kto uważa się za formę wyższą od człowieka, ale to im właśnie się coś popierdzieliło w przewodach.
Niemniej człowiek, taki prawdziwy, posiada ten potencjał, który dobrze podlany zewnętrznymi wpływami świata, wyda owoc. Od tego, czym się karmi zależne jest, jaki ten owoc będzie, ale to nasienie jest w nim od początku. To mam na myśli mówiąc "wrodzone", bo jest jak zarodek osadzony w gruncie, który wzrasta, wydaje owoc, a w nim nowe nasiono, które znowu wzejdzie takie, jaka jest woda, którą podlewasz i nawóz, który sypiesz. I tak w kółko.
Więc tak, rodzimy się z zestawem, który nie jest wcale magiczny, a po prostu taki, jakie było poprzednie traktowanie. Dlatego jedni mają moralność rozwiniętą w większym stopniu, inni w mniejszym, podobnie z intelignecją, z wolą, z empatią, a te są na różnych poziomach u ludzi. Ja wiem, że profesorowie jeszcze tego nie rozkminili, bo nie jest to na rękę tym, którzy płacą, ale informacja jest przekazywana nietylko na fizycznym poziomie, z komórek do komórek, przy prokreacji, ale też w wymiarze duchowym informacja nie zginie, a człowiek właśnie, czyli te małe ziarenko, które dopiero wzejdzie i zakwitnie, jest tych informacji bankiem. W przyrodzie nic nie ginie.
Wiem, że mamy różne punkty widzenia i podejście do tych kwestii, ale polecałbym na chwilę spojrzeć na obraz z innej strony. Wyobrazić sobie, że człowiek moralnie upada od zarania dziejów, a nie jak mogłoby się wydawać, wraz ze wzrostem technologii, rozwija się. Tu tkwi haczyk. Trzeba wrócić do korzeni, tymczasem te są praktycznie zapomniane, choć kluczowe. To u siebie będę lepiej o tym pisał.. Historie o Adamie..
Pozdrawiam serdecznie
Fajnie się robi.
Ja widzę tak: rodzimy się z jakąś duszą czyjaktonazwać. Dusza chce mieć zabawę i niezłą jazdę. Stąd szaleństwa i nieśmiertelność młodych ludzi. Ale my, stare zgredy nie możemy pozwolić na takie sodomie i gomorie, więc od małego pakuje się dzieciakom w głowy, że to, tamto, sramto. I umysł zaczyna się bać.
Ten strach ogranicza kreatywność, indywidualność(uff) i takie tam niepotrzebne niewolnikom pierdoły.
I mamy obywatela!
Moralność? Szacunek dla życia i własności? Religie, rządy i inne korporacje nawet nie znają tych pojęć.
Nie jestem za tym żeby wyjść na ulice i rozwalać łby, nie wiem co z tym zrobić i to jest przewalone.
Heh.
Ja też nie jestem żadnym autorytetem moralnym (kto nim jest ?? Jan Paweł II ??, choć kto wie anonimowych może jest ich dużo), więc ja też przepraszam.
Poczytam o tym pieniądzu nawet wstępnie rzuciłem okiem.
Krótki wpis to sobie pioseneczkę wrzucę:
Gdzie jest motywacja ? Czy ktoś widział motywacje ? Przedawkowałem wiedzę, i teraz mam z tym problem, bo mi niektóre rzeczy, o których się dowiedziałem ciążą. Jak to mówią "Mniej wiesz, lepiej śpisz". A chociażby stawianie kropki po znaku zapytania jest podobno rekomendowane przez językoznawców, ale jak to wygląda ?. <troll>
Niby nie mam czasu, niby nie chce się trochę, ale dochodzę do wniosku, że tylko jakieś wyzwanie, które na blogu będę relacjonował wyrwie mnie z tej bezczynności. Żywienie pojechało sobie do Darłówka, trening wybrał się w góry, a poker został zatrzymany na granicy, i przebywa obecnie w areszcie wydobywczym, bez postawionych jasno zarzutów. Ja natomiast tkwię w limbo i miotam się jak Włoch na Sycili poproszony o ketchup do pizzy. Miałem wrócić do normalności wraz z nowym miesiącem, ale zaspałem. Wiem chyba mnie więcej, co odpowiada za taki stan rzeczy ( oczywiście prócz autyzmu). Wygląda na mechanizm obronny, bo podświadomie zdaje sobie sprawę, że jak zacznę pracować i wykonywać wszystko sumiennie jak Pan Bóg przykazał, to czeka mnie kilkumiesięczny kierat. Już tak mam, że jak pracuje, to na 100 % do porzygania, i analogicznie jak nic nie robię, to również na maksa, ale to już wiecie. Próbowałem kilka razy, ale się nie sprawdza jakikolwiek dłuższy okres balansu. Tzn. nie sprawdza się głównie w tej pierwszej sytuacji, bo jak nic mi się nie chce ( łącznie z myciem zębów), to jak je umyje magicznie nie sprawia, że następnego dnia wszystko wróci na dobre tory. Natomiast jak się domyślacie, jak ciężko pracuje i zrobię sobie odrobinę dłuższą przerwę, to z miejsca wystąpi efekt domino.
Drugim ciekawym zjawiskiem jest to, że ja zawsze odkładam coś, czego robić mi się nie chce na konkretne dni. Jest to powszechnie znany problem, ale u mnie pewnie podszyte takie zachowanie jest jakąś jednostką chorobową. Od wczoraj miałem się ogarnąć, ale nie wyszło, więc kolejnym dogodnym do tego terminem w tej sytuacji jest dopiero przyszły poniedziałek ( choć zdarza się i kolejny miesiąc etc). Serio, nieważne co bym zrobił, nie wyjdzie mi to, co sobie założę wcześniej, aż "coś" nie uzna, że zrobić to trzeba. Nie jest też pewnym, że zacznę od poniedziałku następnego, a jak nie zacznę, to znowu zaliczę co najmniej tydzień obsuwy. Można to wytłumaczyć tym, że to jakieś tam drobnostki ( trening etc) i gdybym był przyparty z czymś konkretnym do muru, to nie miałbym wyboru. Otóż tak też chyba to nie działa. Gdy groziło mi na czwartym roku studiów wywalenie z uczelni, to i do zaliczenia przygotowałem się po ostatecznym terminie ostatniego możliwego oficjalnie zaliczenia. Kilka razy powiedziano mi, że to już koniec. Nie chce czegoś przekręcić, bo to dawno było, ale sytuacja dotyczyła bodajże faktu takiego, iż po powtarzaniu przedmiotu i miesięcznym warunku z niego wciąż nie miałem wpisu do indeksu, a i to nie zmusiło mnie jakoś specjalnie do nagłego zrywu do nauki. Alkohol nie jest pewnie najlepszym przykładem (bo istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że do tego wrócę, i sukcesu nie da się ogłosić pewnie nigdy), ale możecie sobie wyobrazić ile razy próbowałem na przestrzeni dekady mieć dłuższą przerwę od nałogu, i nie udawało mi się to zazwyczaj na dłużej niż dwa miesiące. Ani rodzina, ani znajomi, ani kobieta, ani blisko trzy miesięczna terapia, ani bezdomność, ani policja ( śmieszna historia, warta jednak 5 zł, nick P* znacie), ani nawet to że byłem świadkiem dantejskich scen, bo często lądowałem w szemranym towarzystwie, w którym normalnie będąc trzeźwym nie chciałbym przebywać nawet w jednym województwie, a co dopiero pokoju...
Żadna z tych sytuacji nie była w stanie mnie zmusić do zaprzestania picia. To nie jest tak, że nie chciałem ( na terapie nie trzeba było mnie długo namawiać ), ale za każdym razem ponosiłem dość dotkliwą w skutkach porażkę, aż do momentu, gdy siedząc przy stole pełnym wódki, z fajnymi dziewczynami, wśród znajomych, z którymi znamy się od lat, w sielskiej atmosferze wstałem od stołu, parsknąłem przez zaciśnięte zęby "to koniec", bez żadnych wyjaśnień wyszedłem, i nie wróciłem do tego stołu do tej pory. Przynajmniej z relacji innych tak to wyglądało, bo ja zbytnio tego nie pamiętam heh. Mija 11 miesiąc abstynencji. Podobna rzecz (choć nie na taką skale) miała miejsce w przypadku zbijania wagi. Próbowałem, a nawet robiłem latami wiele, aby zrzucić zbędny balast, aż pewnego dnia, gdy wchodząc po schodach do kolesia na czwarte piętro nie mogąc złapać oddechu powiedziałem mu "nie kurwa", i mimo tego, że tygodniowe cugi alkoholowe mi w tym nie pomagały, zrzuciłem od tamtego momentu blisko 40 kg.
Następny przykład dość dobrze obrazuje, co tutaj się odpierdala i dość poważne niedojebanie móżgowe. Kilka lat temu miałem do zapłacenia grzywnę ( za nieprzyjęcie mandatu, który mi się akurat w tamtym momencie nie należał). Doszło do tego, że nawet monit, że zamieniają mi tą grzywnę na karę więzienia nie spowodował, że jakoś szczególnie zmusiło mnie to do jej zapłaty. Zrobiłem to już po ostatecznym terminie w zasadzie namówiony do tego, gdzie prawdopodobnie policja legitymując mnie na ulicy, tak jak w kapciach stałem zawiozłaby od razu do aresztu na odsiadkę ( bo tak to wygląda). Żeby była jasność, pieniądze, aby tą grzywnę uiścić miałem od samego początku. Można to nazwać wprost brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności, głupotą czy czymś tam jeszcze, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to raczej nie to (tzn. głupota tak, ale odpowiedzialnym wbrew pozorom zdarza mi się być). Wygląda no to, że coś w danej chwili załącza się, kiedy uzna to za stosowne, a ja nie do końca potrafię to rozpoznać i nazwać, i może się palić i walić, ale jak ten mechanizm nie uruchomi się sam, to ja mogę jedynie temu piekiełku wokół mnie się zdegustowany przyglądać. Dobra nie ma z tego co robić ideologi, po prostu pewnie jestem skrajnie pierdolnięty, niedojrzały, chory psychicznie, nieogarnięty i tyle. No ale, jakoś da się wbrew pozorom żyć w ten sposób i paradoksalnie jakoś to się nawet sprawdza. To całkiem ciekawe studium przypadku, gdy obserwuje to, gdy włączy się obszar mózgu odpowiedzialny za racjonalizm, ale nie polecałbym nikomu, komu zależy na tym, aby osiągnąć stosunkowo szybko korporacyjny sukces chociażby. Pocieszającym w tym wszystkim jest jednak fakt, że jak już zacznę coś "na serio" i ten przełącznik przeskoczy w odpowiednie miejsce, to nie zdarzyło mi się, abym celu nie osiągnął. Nie że na 90 %, nie że coś przeszkodziło, tylko zawsze osiągam to w 100 %. Aż boje się pomyśleć, co by się wydarzyło gdyby to zadziałało w momencie, w którym bym stwierdził, że chce nauczyć się latać <oink>
Pula samokrytyki na ten miesiąc się wyczerpuje, podobnie jak wena do pisania czegokolwiek co ma sens ( jak widać zresztą ), więc postaram się już nie smucić, a chyba jednym co mnie od tego powstrzyma będzie przerwa od forum. Tak więc wakacje przedłużają się o kolejny tydzień. Dobra pogoda, może sobie gdzieś pojadę w kraj pozwiedzać. Kto ma na stanie dobrą kokainę ?
Pokój myszki.
Motywacja to różnica potencjałów pomiędzy inspiracją i desperacją.
Ale chyba to już wiesz.

Niby ostatni dzień wakacji, ale chyba pamiętacie co pisałem ostatnio ? Po jutrzejszym śniadaniu <wink> zdecyduje się czy wejść do biura i trochę popracować. Daleko, bo muszę przemierzyć cały pokój, a dodatkowo profilaktycznie kilka dni temu zaminowałem wejście, by przypadkiem w przypływie szaleństwa nie rzucić się w wir pracy, gdy na zewnątrz fajna pogoda. Nie byłoby większym problemem rozbroić ten ładunek, i przeciąć odpowiedni kabelek, jednak rychło wczas przypomniało mi się, że jestem daltonistą, więc mogłoby to skończyć się małym dyskomfortem...
No nie wiem, być może zacznę pracę od jutra. Pewnym jest, że ogarnę się od 1 września ( bo nie mam wyboru, choć po ostatnim wpisie, wiecie, że tylko w teorii heh), jednak dobrze byłoby zacząć wcześniej, bo już trochę wstyd i nie przystoi się tak długi czas opierdalać. Za około trzy tygodnie obchodzę pierwsze urodziny związane z abstynencją, więc zapowiadam to już teraz, bo o ile mam wyjebane w prezenty na okazję związane z datą urodzenia, o tyle to wydarzenie jest ważne, i liczę, iż forumowa społeczność wysmarka w podarku z tego powodu chociaż to symboliczne PS4. W innym wypadku mogłoby się dojść do wniosku, że forum pokerowe, to w większości zbieranina niemiłych i pozbawionych empati ludzi, ale przecież pokerowa społeczność jeszcze nigdy nikogo nie zawiodła... a nie, czekaj #WolnyPoker ![]()
A tak całkiem serio, to trochę boje się tej daty, bo pewnie zwiększy się pokusa sięgnięcia po piwo, bo skoro mogę nie pić rok, to w czym problem, abym coś łyknął, i znowu zrobił sobie dłuższą przerwę ? No w czym ? Podajcie chociaż tysiąc dobrych argumentów...
Po urodzinach wracam do społeczeństwa, bo izolowałem się przez spory okres czasu ( o czym pisałem nie raz, chociaż to było trochę takie udawane siedzenie w komórce, bo zdarzyło się kilka razy uciec jak nikt nie patrzył) by nie kusić losu, więc można będzie obejrzeć mój ryj ponownie w prime time największych telewizji w Polsce. A nie, zapomniałem, że mogłem wam nie wspomnieć o tym, że jestem osobą znaną i rozpoznawaną ( no przynajmniej 10 lat temu tak było), ale jakoś nie nadarzyła się okazja do tego. Tak czy inaczej zorientujecie się, że ja to ja, chociażby na najbliższym zlocie PokerStrategy, bo tej niewinnej i sympatycznej twarzy nie da się zapomnieć, a jak ktoś nie zna, to nie zauważyć.
Czas wracać na kanapę, bo pozwoliłem sobie się z niej podnieść, by wysmarować tego posta i zaczynam czuć się z powodu tak dużego natłoku obowiązków zmęczony. Wiadomo, iż post o niczym, ale sezon ogórkowy ( zresztą to ja), więc raczej niczego konkretnego nie można od takiego gamonia oczekiwać...
Spoiler
...za darmo<baller troll>
Tymczasem myszki
Ultimate Fight :
Temat związany z policją i jej podejścia do szanownego obywatela (znaczy się głównie do mnie) i tym, dlaczego z reguły najpierw biją, a potem pytają.
Temat związany z wypiekiem pieczywa heh.
Choć po ostatnim feedbacku mogę podejrzewać, iż drugie zagadnienie może być interesujące jedynie dla ultrac'a ( weź to odmień piękny Panie), to przekornie jednak zapytam gawiedź, o czym chciałaby przeczytać w pierwszej kolejności. Oczywiście wszyscy szanujemy zdanie moderatora ( wink, wink), ale tak między nami, to nie ma się co oszukiwać i wiadomo, że na bezludnej wyspie w trakcie kryzysu związanego z pożywieniem, nawet gdyby był najmilszym i najmniej konfliktowym człowiekiem na ziemi zostałby zj... zjonizowany przez teleport, który wysyła ludzi do KFC jako ostatni, przez co byłby przez jakieś 10 sekund dłużej głodny niż pozostali. Wiem, ludzie są okrutni, no ale samo życie. Dobrze, że ultrac jest na urlopie i tego nie czyta, a wy moi mili nie mówcie mu, bo słyszałem, że gapa z niego ( a do tego wrażliwiec ) i jeszcze mógłby przez przypadek szlochając, pomylić chusteczkę z przyciskiem ban... No ale sam świadomie wybrał (ustawiając się w forumowej hierarchii nad "zwykłym" użytkownikiem i zyskując niedostępne dla przeciętnego czytelnika przywileje), to teraz nie ma co robić rabanu, że mu emeryturę zabierajo...:coolface:
Głosujcie. Oczywiście jak zawsze przypominam, że żyjemy w demokratycznym państwie, więc wyniki takiego głosowania mogę sobie wyrzucić do kosza i zrobić co uważam za słuszne, jak mi się pogoda nie spodoba.
Chudy: Tłum już sobie stąd polazł ?
God Admin: Yep, ktoś w dziale staking znowu kogoś ojebał, więc mają na twoje wypociny wylane.
No dobrze moderatorze, skoro jesteśmy tu obecnie sami, bo z zawodowego obowiązku zaglądać tutaj musisz czy to ci się podoba, czy też nie, to rozumiesz, iż na forum publicznym zmuszony jestem do uprawiania populizmu, bo to się sprzedaje i hajs zgadzać się musi, więc aby nie być totalnym gnojkiem polecę coś, co w jakimś stopniu zadośćuczyni tobie tą szykanę i budowanie sobie na twoich plecach popularności.
Tych hazardzistów, którzy poleźli do działu staking interesuje jedynie kasa ( więc nie zrozumieją), a ty jesteś przecież inny. Nie, żebym sugerował, że masz coś z psychopatą wspólnego, to był komplement.
:coolface::coolface::coolface:
Udało mi się wszystkich obrazić ? Jak nie, to następnym wejściu dostanie się ludziom, którzy płacą w sklepie kartą kredytowa. Jezu jak mnie to wkurwia ![]()
Tymczasem dziubaski
Chciałbym dzisiaj na serio zacząć jogę, ale... Nic to, muszę się do tego jakoś zmusić, bo to tylko pół godziny. Postanowiłem, iż wracam do roboty 1 września i nie ma od tego wymówki. Dwa miesiące wolnego jest dobre dla kogoś, kto jest na etapie szkoły podstawowej, a nie dla dorosłego faceta, i serio, aż mi głupio, że się tak długi czas obijam, choć z drugiej strony zapierdalałem na te wakacje nierzadko po 12-14 godzin dziennie. Tak czy inaczej do grudniowych świąt czeka mnie niezły kierat, bo inaczej pracować nie potrafię, przez co pewnie będę tutaj rzadziej niż zazwyczaj. Czasami zastanawiam się czy nie zamknąć bloga, bo nie jestem obecnie poza pisaniem bzdur nic konkretnego wam zaoferować ( nie wiem, wyjdzie w praniu). Jakoś na początku września wywracam również swoje życie o 180 stopni, bo najwyższy na to czas. Nawet jakoś strasznie mi obecnie, to jak się prowadzam nie przeszkadza, bo bez ostatniego roku, to dziesięć poprzednich lat to niezła degrengolada. Ciężko ( choć chyba bardziej trafnym jest stwierdzenie "dziwnie") jest komuś, kto zapomniał jak się na trzeźwo żyje w społeczeństwie pozbierać wszystko do ładu i składu, ale jestem na najlepszej drodze do tego, by to ogarnąć i najbliższe pół roku określi kierunek, w którym będę podążał. Czuje się trochę jak osoba, które z wioski przeprowadza się do dużego miasta w poszukiwaniu pracy, a przy tym nikogo nie zna, ale ze względu na pewne cechy osobowościowe nie jest to dla mnie bardzo dotkliwe, choć czasami przeszkadza. To też się zmieni, a nawet już zmienia od kilku miesięcy tak więc z fartem.
Idę upiec bułki na kolację i jakiś plan treningowy ułożę, bo obecny ssie, podobnie jak żywienie, choć to wraca do normy tym razem o dziwo małym krokami, a nie turbo pierdolnięciem z dnia na dzień, co jest pewną nowością u mnie, choć pewnie się nie sprawdzi na dłuższą metę.
Tymczasem.
hahaha chudzino, jaki obowiązek ![]()
status moderatora mam, bo nie mamy statusu "redaktor" na stanie
ale moderatorstwem nie zajmuję się od roku (tak na (zezowate) oko).
najciekawsze blogi czytam dla przyjemności (chociaż lektura twojego to chyba taka trochę bdsm przyjemność :|#49twarzychudego
Spoiler
)
o chlebkach mogę sobie poczytać w internetach, wolę historię z policjo!
Napisane przez ultrac
najciekawsze blogi czytam dla przyjemności
No i taki feedback to ja...
Napisane przez ultrac
#49twarzychudego
... ej ![]()
Jeszcze nikt nie obraził mnie tak dobitnie w internecie. Przez chwilę myślałem, że to easter egg w stylu klik
i poświęciłem kilka godzin na dekodowanie, ale nie
, to tylko zwykła obelga, więc zacny żart Jaśnie Panie, zacny żart...
Napisane przez ultrac
o chlebkach mogę sobie poczytać w internetach, wolę historię z policjo!
Dobra, bo należałoby mieć to za sobą. Na dysku kurzy się od lat post, o którym kilkukrotnie wspominałem. Napisałem go jeszcze chyba przed tym jak zostałeś redaktorem. Nie wiem na dobrą sprawę czemu jeszcze nie wisi na blogu, bo w sumie nie pogrąży mnie już bardziej, a jak na standardy alkusa z tamtego okresu może być jedynie odrobinę bardziej kontrowersyjny niż zazwyczaj. Bardziej nie publikowałem go chyba z powodu tego, że mógłby zostać odebrany jako "mało wiarygodny", bo sytuacja dość nietypowa, a właściwie na pewną skalę ewenement i chyba tylko dlatego się z tym wstrzymałem. Nie wiem, w sumie nie pamiętam, ale specjalnie dla ciebie naniosę poprawki i wrzucę, choć to trochę brudna historia. W pewnym sensie jestem zakładnikiem swojego forumowego wizerunku, więc raczej mi nie zaszkodzi, a może będzie pouczająca dla innych. Czas oczekiwania na ten wpis to kilka miesięcy, ale co to jest, skoro pierwsze zapowiedzi, że tą historię wrzucę datują się na 2013
Zacząłem oglądać z nudów "Grę o Tron", więc wszystko wskazuje na to, iż to ostatnie podrygi kurczaka, któremu łeb ucięto, bo do obecnego sezonu podchodziłem jak pies do jeża, i z większym entuzjazmem pewnie odpaliłbym game play z Kangurka Kao, ale jednak nie wszystko wbrew pozorą jest się w stanie znaleźć w internecie. Z jakiegoś powodu wolałem oglądać Riverdale, z tym, że to nawet nie jest gulity plesure dla mnie, i nie wiem do końca, co tutaj się zadziało (wyłączyłem na końcówce sezonu, ale raczej trzeźwy kończyć tego nie zamierzam). Tzn. wiem co mnie motywuje, ale będę udawał, że jest inaczej, bo głupio po raz kolejny wyjść na typa, który zatrzymał się w rozwoju na etapie szkoły podstawowej. Tak moi mili, jestem tak stary, że za moich czasów nie tylko były pedałówy, ale również parafrazując wielkiego myśliciela "My nie podawaliśmy nauczycieli do sądów, my dostawaliśmy od nich wpierdol"... Nie, serio, w tamtym czasie często od belfra można było wyłapać bułę na ryj, a dzisiaj wystarczy krzywo spojrzeć na takiego, aby miał kuratora i połowę KEN na głowie, więc trochę się pozmieniało. Nie oceniam czy to dobre, czy złe, piszę jedynie, że było inaczej, ale koła na nowo nie odkryłem zauważając oczywistą prawidłowość, iż czasy się zmieniają. Można byłoby dyskutować, czy to idzie w dobrą stronę, ale nie na merytorycznym blogu pokerowym dobra ?
Mała dygresja, ale wracając do "Gry o Tron" i pozostając w klimacie szkoły podstawowej jednocześnie, to pomimo tego, że obecny sezon oceniam miernie, to jedna postać nie zawodzi od samego początku, i pewnie tylko dla niej obecną odsłonę GOT w ogóle odpaliłem. Ja wiem, że zarzuca jej się grę bez emocji, że drewno, i jeszcze ma fory bo posiada smok...
Spoiler
...tak, Nocny Król definitywnie ma to coś w sobie
Wczoraj ze trzy razy pisałem post, w zasadzie o każdej porze dnia, i mimo tego, że każdy urósł do całkiem sporych rozmiarów, to dopiero ten (gówniany tbh) dzisiejszy kwalifikuje się do jako takiego opublikowania, więc sami możecie wywnioskować jak bardzo obecnie cierpię na brak weny. Już dawno tak ciężko nie składało mi się zdań, więc mimo tego, że nie chciałem tego robić, to jak dalej taki stan rzeczy się utrzyma, to zrobię sobie dłuższą przerwę od pisania.
Udało mi się również wczoraj dać do zrozumienia rodzinie w hidżabach, którą przepuściłem w kolejce w sklepie po ich podziękowaniu, że nie ma sprawy, przez co pewnie powinienem spakować się i jako zdrajca wypierdalać do Niemiec patrząc chociażby po minach tubylców, ale... (wydawca zażyczył sobie w tym miejscu cliffhanger).
Tymczasem, do bliżej nieokreślonego jutra
Jakoś co pół roku mam jednodniowy atak związany z kompulsywnym obżarstwem. Wychodzi z reguły w święta, ale w tym roku taki dzień wypadł wczoraj. Prawdopodobnie wspominałem o tym, że zjeść potrafię naprawdę sporo, więc kilogram ciasta i jednorazówka cukierków na wagę z biedronki to mniej więcej podwieczorek. Do samego obiadu zjadłem ze dwa kilogramy arbuza heh. Pewnie wczoraj zmieściłem w siebie tygodniowe zapotrzebowanie, ale do końca tygodnia spokojnie ten nadmiar kcal ze mnie zejdzie, bo prawie zawsze wszystko wraca po takim dniu wpychania w siebie pożywienia na siłę do normy. Treningu nie robiłem, bo dodatkowo cały dzień leżałem na rozłożonym łóżku, ale za to w ciekawym towarzystwie #prof.MarekChodakiewicz. Ruszałem się jedynie do WC, więc pewnie wszystkie prelekcje dostępne w sieci udało mi się wciągnąć za jednym podejściem.
Jak wspomniałem, to już końcówka bycia jebanym komunistą, dlatego te ostatnie dni to patologia overload, choć już dzisiaj zaciągnąlem hamulec bezpieczeństwa ( bo jestem o krok od tego, by z lenistwa zacząć srać w gacie), tak więc do poniedziałku powoli wyhamowuje sobie, by z dobrym zapleczem rozpocząć trwającą (wstępnie) do świąt zmianę jakiej jeszcze nie notowałem. To ciekawe, bo będzie trudniej, aniżeli rok temu, a jak ktoś zagląda i czyta w miarę regularnie, to pamięta pewnie jak jęczałem jak pizda chociażby w listopadzie.
Pozytywna rzecz to taka, że to opierdalanie się do porzygania pozwoliło mi nie ruszać się od kompa (no poza treningami), więc przyswoiłem przez ostatni miesiąc bardzo dużo solidnej wiedzy, jeżeli chodzi o biologię, chemię, żywienie,sport,socjologię, historię, fizykę, astronomię,antropologię, medycynę, biotechnologię, psychologię i takie tam. Ostatnimi czasy również kostka i kolana za sprawą lżejszych treningów w miarę doszły do siebie, ale nie zamierzam ich jeszcze zbytnio forsować jeżeli nie nadarzy się ku temu okazja ( mecz etc). Drugi miesiąc wakacji rozjechał mi się kompletnie, ale hej mam na to wyjebane i przejmował za bardzo się nie będę, bo przez najbliższe pół roku postaram się to nadrobić z nawiązką.
Z fartem myszki.
Jakoś za mniej więcej tydzień wypada rocznica trzeźwości, a ja nawet nie dostanę medalu AA, bo po dwóch miesiącach spierdoliłem z terapii przed tymi dręczycielami w bezpieczne miejsce, jakim była budka z piwem. Pamiętam jednak sytuacje krótko po tym incydencie gdzie przypadkiem, to właśnie z moim terapeutą (przed którym zdezerterowałem), w spożywczaku jednocześnie chwyciliśmy za ten sam lekko sfermentowany owoc. Żaden ani myślał by odpuścić, jednak przeciwnik okazał się być bardziej doświadczony i przegrałem to starcie z kretesem, chociaż tak naprawdę na własne życzenie, bo coś mną poruszyło i oddałem to bez większej walki. W nerwach wykrzyczałem do zdarcia gardła ze łzami w oczach i poczuciem wielkiej niesprawiedliwości dziejowej "Weź go sobie hipokryto !", czego żałuje, jednak z perspektywy czasu coraz bardziej nabieram przekonania, że ja tam wtedy wygrałem...
Wideo chyba dobrze obrazuje mój stan ducha w tym momencie, bo jestem tak samo przerażony tym, czym może się to skończyć... i tak samo sztucznie tą emocje odgrywam heh. Odkreślam w kalendarzu i wspominam o tym często, bo chcąc czy też nie, to jednak ważny dzień, ale tak naprawdę stosunek chyba mam do tego ambiwalentny (jak do wszystkich rocznic zresztą). Uda się wytrzymać rok w trzeźwości - fajnie, nie uda się, no cóż- życie. Pewnie niektórzy mają wrażenie, że nieco dramatyzuję, no bo jak zjebanym można być, aby po tak długim czasie abstynencji nie wytrzymać w postanowieniu tych kilku dni ? Ogólnie zgodziłbym się, że to dość proste, ale opaczność lubi rzucać kłody pod nogi...
... a to jest jedna z nich. Byłem zmuszony wczoraj puścić to wstecz, aby mieć chociaż namiastkę tego, iż udało się mi od obejrzeć tą biografię, bo w innym wypadku istniałoby duże prawdopodobieństwo, iż stężenie alkoholu we krwi przekroczy encyklopedyczne normy (co nie jest w zasadzie trudne, bo kiedyś dmuchałem w alkomat policji na komendzie, i ku ich zdziwieniu, prowadziłem w miarę poprawną konwersację, choć w ich opinii byłem teoretycznie martwy). I to nie to, że po % bym sięgnął dobrowolnie, ale jakbym nic nie zrobił, to organizm najpewniej sam by sobie je wyprodukował, by uchronić się przed katatonią i urazem psychicznym na resztę życia. Niemożliwe i pierdole głupoty ? A słyszałeś, jak Wszechświat powstał z niczego ? No właśnie <troll>
Mam szczególny stosunek do typa, którego twórczość towarzyszy mi pewnie gdzieś od podstawówki. Pamiętam jak robili sobie ze mnie żarty, gdy był na niego hype, że to ja jestem tym jedynym w ekipie, który chodzi w obcisłych jaskrawych i przykrótkich rurkach. Dziś to oni łażą pod krawatem, a ja w ciuchach jego brandu, więc powiedz mi teraz, kto tutaj jest prawdziwym fanem dzifkoo ? No dobra prawda jest taka, iż wszyscy wydorośleli, a mnie nie było w tamtych czasach stać na nic innego, jak za małe spodnie z lumpu. Tak czy inaczej R.I.P 2 pac... na Kubie, odcinaj sobie te kupony <troll>:
Tak serio, to większość moich "idoli" z lat młodzieńczych smaży się w piekle, a do Paca mam szczególne podejście, i to na tyle, że powinienem chyba napisać poważny post, bo pośrednio miał wpływ na moje życie kiedyś tam, ale... nie chce mi się o tym pisać poważnie. Natomiast jak ktoś czyta uważnie, to mógł odnieś wrażenie, że reklamowałem kilka razy koniak, który pijał, choć tajemnicą jest to, że ja sam go nigdy nie próbowałem, a jak pisałem, że tak, to kłamałem (witaj w świecie internetu, nie pierwszy raz ktoś cie robi w chuja <troll>). Prawdopodobnie dlatego, że ja nie lubię perfumowanych alkoholi, choć prawdziwy powód tego jest taki, że to właśnie ze względu na szczególny stosunek do czarnucha, nigdy nie nadarzyła się tak ważna i wzniosła okazja ( by pić gónwno, które mi nie smakuje, a które jest opór drogie), ale nic straconego, bo taką wydaje się ta, która jest za tydzień...
Tymczasem.
A tak pozostając w temacie jeszcze na chwilę, to od kilku dni próbuje sprawdzić "dokładnie" datę pierwszej rocznicy, o której wspominałem, bo wypada między 5 a 8 września, a w stanie nie jestem tego sobie przypomnieć, bo wiąże się to z syndromem odstawienia podczas którego człowiek doświadcza psychoz maniakalno-depresyjnych, i moja świadomość nie zarejestrowała, a raczej nie była na siłach dokładnie rozróżnić co było faktem a co fikcją w tamtym okresie czasu, ale serwer PS ( bo taka informacja znajduje się na forum) wywala notorycznie się na ryj za każdym razem, kiedy próbuje się do tej chwili cofnąć. Przypadek ? Tylko dzisiaj próbowałem ze trzy razy, co dla typa, który potrafi przez pól godziny rozważać w łazience czy powinien tego dnia umyć zęby wieczorem (rano myje 100 % czasu bez dylematu heh) jest dość problematyczne <troll>
Wracając do filmu, to po małej obsuwie czasowej, aby jak najszybciej zapomnieć o słabym "All eyez on My" zmęczyłem również "Zwierzęta Nocy", a skoro wytrzymałem cały seans, znaczy, iż sam film musiał mnie w jakimś stopniu zaciekawić, a więc wielki sukces, iż nie wyłączyłem w połowie jak to ostatnio ma często miejsce. Wrażenia i ich opis sobie daruje, bo pewnie mało kogo to obchodzi. Jakiś serial by się na długie wieczory przydał, ale z wyborem u mnie jest niezmiernie trudno, bo jestem typem, który tak chwalony "Breaking Bad" uważa za przeciętne widowisko. Z "Rodziną Soprano" wytrzymałem połowę pierwszego odcinka
i takie tam. Tych "oburzonych" uspokoję , że to nie jest tak, że uważam te seriale za mega słabe ( wbrew pozorom jestem w miarę normalny i nie silę się na oryginalność), po prostu mi z jakichś tam powodów nie leżą, a samo to, że do "Rodziny Soprano" zamierzam wrócić ( pewnie będzie to trwało ze 20 lat jak w przypadku "Łowcy Androidów" do którego próbuje się taki okres czasu zmusić) niech będzie wyrazem dobrej woli heh. Zresztą umówmy się, że ocenienie całego serialu po jednym odcinku nie jest za mądre, co nie zmienia faktu, że i tak jest ostatni do obejrzenia, z tych, których seans odłożyłem w czasie. No i bez przesady, bo kilka odcinków "Wikingów" oraz "Peaky Blinders" oglądałem z zaciekawieniem bez większych torsji, więc nie jest tak, że wszystko co "popularne" neguje, chociaż gdybym był zmuszony do wyboru jednego serialu, który prawie w całości mi przypadł do gustu, to wybór będzie dość prosty, bo taki serial jest w zasadzie tylko jeden, to i wybierać nie ma z czego... Znajduje się w TOP 10 na Filmwebie ![]()
Wpadnę za tydzień dać znać, czy dało radę wytrzymać jak przystało na mężczyznę w trzeźwości, czy też będę pierdolił głupoty w stylu "Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami." W tym drugim wypadku chuj mi w dupę, a chociażby za to, iż kłamał bym odnośnie własnej inteligencji :yaoming:. BTW: Nie daj się zwieść drogi czytelniku Hemingway zawsze w moim sercu heh.
Tymczasem myszki. Praca wzywa. Oczywiście super pomysłem było zaczynać w piątek, w którym większość pracę kończy i ma dwa dni urlopu :rage:;)
O, "Penny Dreadful" też był całkiem znośny. Jest coś podobnego w tym klimacie ? Tylko proszę nie piszcie, że "American Horror Story". Swoją drogę to dość ciekawe jak czasami pokrętnie funkcjonuje moja psychika, bo widziałem tego trzy sezony (pełne !). Od połowy pierwszego każdy odcinek powodował, że wydłubywałem sobie oczy. No, ale gen Prometeusza i w try miga "odrastały" i takie tam, rozumiecie nie ?
Rodzina wczoraj podsunęła mi pod nos pizze. Nie przepadam, ale zawsze daje się złapać na "żryj, bo wyrzucę". Nie zwykłem marnować żywności (łącznie z przeterminowaną :rolleyes:), a sami nie chcieli jeść, bo stwierdzili, że trochę za ostra. Co mi tam, przecież mogę raz na pół roku zjeść fast food. Jak powiedziałem tak uczyniłem. Faktycznie była dość ostra, ale ja całkiem znośnie toleruje SHU, więc zjadłem bez większych problemów. Stwierdziłem jedynie, że szkoda na to kasy, bo ta ostrość tłumi wszystko inne. Widziałem po ich minach, że coś nie gra, ale pal sześć. Potem brat mi powiedział, że to była Carolina Reaper, co by tłumaczyło te kartony walającego się mleka w kuchni, bo rodzina powyginana umierała tam po małych kawałkach tej pizzy, ale ja nie musiałem nawet tego popijać i chyba trochę zepsułem rodzeństwu bekę ze mnie. Nie wiem jak z ostrością tej papryki w formie sproszkowanej. Prawdopodobnie jest nieco mniej ostra od całych strączków, ale nawet zakładając ostrożne szacunki, to mogę chyba odznaczyć z check listy żarcie <1 mln SCU.
Z bardziej poważnych spraw, to muszę odwiedzić lekarza, bo pieprzyk na szyi próbuje dać mi raka eh. Problem w tym, że ja mam tendencję do bagatelizowania takich spraw, chociaż największą przeszkodą jest sam lekarz, który nauki chyba pobierał w Hogwarcie, bo zamiast realnie diagnozować rzuca magiczne zaklęcia. Nie jest to jedynie moja opinia, a na zadupiu ciężko o innego dermatologa, dlatego wizyta prywatna nie rozwiązuje raczej problemu. Zresztą nie mam ubezpieczenia obecnie, więc i tak do lekarzy jak muszę, to chodzę prywatnie. Nie wiem co się z tym pieprzykiem odjebało. Jest duże prawdopodobieństwo, iż zahaczyłem go maszynką do golenia czy coś, i dlatego zaczął żyć na własną rękę. Tak czy inaczej kwalifikuje się do konsultacji, ale mając na uwadze to, że do dentysty wybieram się od trzech lat nie napawa mnie to optymizmem nic a nic. W sumie co się może stać ? W najczarniejszym scenariuszu odetną mi głowę, ale i tak z niej nie korzystam, so nvm.
Wpłaciłem hajs ostatnio (pierwszy raz) na akcję charytatywną. Wspominam o tym, bo z wielu względów tego nie robię, więc postąpiłem trochę na przekór sobie, ale nie będę teraz pisał o tym z jakich powodów tak się dzieje. Zaznaczę jedynie, że obecnie naprawdę jestem trzeźwy, stary i wrażliwy skoro to zrobiłem. Nie wiem czy to dobrze, ale wyjdzie w praniu, chociaż ta wrażliwość trochę mi przeszkadza, bo ludzie dziwnie się na mnie patrzą, jak zanoszę się szlochami na widok dobrze wypieczonej bułki w piekarni.
Do widzenia.
Rozwiązałem problem który miałem z kartami, więc teoretycznie mogę wrócić do gry. Zastanawiam się czy warto, bo jeżeli to zrobię, to albo na serio, albo wcale. Nie chce mi się już klikać dla samego klikania. Nie wiem, ale najpierw należałoby zbudować BM, bo wszystko poszło na kobiety lekkich obyczajów, schron podziemny i drukarkę 3D do naleśników. Decyzję podejmę pod koniec tygodnia, więc może coś się będzie tutaj jeszcze działo w temacie pokera, a nie umierania z "pragnienia"