Krótki wstęp do tego co sie stało i dlaczego cele na nowy rok są inne niz wszystkich:
TILT, TILCIK, TILTUNIO…….
Nareszcie!!!! Nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Czekałem na niego cały rok i oto nastał…. Ale po kolei…..
Nie jest tajemnicą, że lubię pograć w pokera czy to na żywo w lokalnej lidze czy w domu przed komputerem. Gram jak gram, raz lepiej , raz gorzej, raz wygrywam, innym razem przegrywam. Jest jednak jeden turniej, który rozgrywam raz w roku. Mimo, że moje umiejętności pokerowe nie pozwalają na równą walkę z Regami z najwyższych stawek, a mój bankroll jest totalnie nieprzystosowany i oderwany od rzeczywistości pokerowych wyjadaczy - gram turniej za 3000$*.
Jest to przedostatni dzień w roku, czyli dzień w którym mój kochany dziadek wyjeżdża na sylwestrowo - noworoczno – wypoczynkowy wyjazd do Ciechocinka z „paczką” ponad 80cio letnich kumpli. Jako, że mieszka na wsi, pod lasem, w totalnej ciszy i spokoju uznałem, że będę tam jeździł raz w roku na odpoczynek, regenerację ciała i duszy. Poprzez spacery po lesie, medytacje, spanie, słuchanie szumu drzew, karmienie sikorek i ogólne obcowanie z wiejską przyrodą ładuję „akumulatory” i wyciszam się zupełnie. Tak było przez 2- 3 lata, ale teraz w moje życie na stałe zawitał poker, więc plany uległy niedużej modyfikacji. Chill stanowi 2/3 dnia a wieczorem odpalam jeden , jedyny, upragniony i wymarzony turniej.
Laptop już czeka, ulubiony pokerowy room już otwarty, a kursor już ociera się o pasek z napisem „register now”. Jeszcze 15min do go godziny 20tej. Co tu robić? Napięcie i jednoczesne podniecenie jest ogromne. Zaparzam sobie herbaty w metalowym, starym imbryku, dodaję miodu, cytryny i odrobinę imbiru. Wyłączam telefon, mimo, że jest wyciszony przez cały dzień, poprawiam krzesło, sprawdzam czy piec kaflowy jest dostatecznie gorący i upewniam się czy cały mocz został opróżniony z pęcherza.
Zaczynamy! Klikam w rejestrację i czuję jak pot spływa mi po czole, cały drżę, nie wiem czy to strach czy euforia, ale jestem cały sparaliżowany. „ The Tournament will start within 1 minute”. A jeśli przegram te 3 koła, które tak ciężko było zdobyć i jednocześnie ukryć przed wścibską żoną? Zbierałem je cały rok, podkradałem dzieciom ze skarbonek, odmawiałem sobie piwa co tydzień, rzuciłem palenie, a na imprezy ze znajomymi przychodziłem na „krzywy ryj”, żeby tylko zaoszczędzić parę groszy. Raz napadłem też bezdomnego, który właśnie odebrał 3,50zł oddając kilkadziesiąt kilogramów cennego stalowego kruszcu na skup złomu. Nie ważne jakim sposobem, czasem nie do końca uczciwym , ale zdobyłem te 10.000zł i teraz już nie ma odwrotu: Bede grał w gre!
Przez pierwsze minuty wyrzucam wszystkie ręce zanim opadną emocje, czy to para dziewiątek czy AQ w kolorze wędrują do „macka”. Obserwuję zawodników, staram się skupiać na ich grze, robię notatki, żeby w późniejszych fazach gry zaatakować……
Tak minęły już dwie godziny, ciągle siedzę sparaliżowany jak przed egzaminem w szkole, patrzę na kartkę z notatkami, która jest praktycznie pusta….. kurwa co ja robiłem przez ten czas???!!! Blindy w znaczny sposób zeżarły mój stack początkowy, ale jeszcze ponad 25bb więc duży spokój….. może zacznę coś grać…. gapiłem się oszołomiony w jeden punkt, a gra toczyła się gdzieś daleko poza mną….
Musze szybko stanąć na nogi!! Wkładam głowę do wiadra z zimną wodą, którą wcześniej uciągnąłem ze studni, wymierzam sobie kilka plaskaczy w twarz i wreszcie pomogło! Otrzeźwiałem, wróciłem do żywych, zaczynam grać, „Coco jumbo i do przodu Bartek!!!”
19bb, karty dosyć słabe, AJ, KQ, JJ odpuszczam więc i czekam na lepszą rękę. Nie mogę przecież ryzykować stacka z takim syfem!!! Patrzę w notatki i widzę napis:
„Tobi_pizda: często calluje otwarcia i 3bety z: A5, A2 czy K7s.”
Nie za wiele tych notatek…. ale zawsze coś, zawodnik ze Słowacji o śmiesznej nazwie nadal jest ze mną przy stole. Tobi to raczej imię, ale ciekawe co po słowacku czy czesku znaczy „pizda”? Ach pewnie jakiś normalny wyraz typu: król, mistrz, a może rekin?? Zaraz sobie sprawdze…. Klikam sobie szybko w google translator i oto wynik: „ pochwa, srom, cipa, wagina”. Zaśmiałem się po nosem, ale do dobry znak, już normalnie funkcjonuję….. gramy !!! szybkie dwa policzki i gramy kurwa!!! Gramy!!!!!
12bb. Jestem na buttonie. Trzymam AT. Hmmmm może nie za mocna ręka, ale stack mój stopniał, jak bałwan od pierwszych wiosennych promieni słonecznych. Myślę sobie: „ nikt nie otworzy to wsunę Olka na zawodników na blindach” . I tak się stało….. waham się jednak.
Na małej ciemnej siedzi big stack (ok. 120bb) a na dużym Blindzie siedzi mój znajomy z kartki. Dysponuje podobnym stackiem co ja, czyli ok. 11-12bb. Co robić? Trochę się boję patrząc na tego nabudowanego żetonami skurwiela, ale trudno ryzykuję!!! Pushuje AT i czekam co się stanie. Nastepują 2-3 sekundy i Kapitan Stołu (a może nawet całego turnieju) zastanawia się nad ruchem…… 10 sek…. Kurwa jestem cały mokry!!!! Biorę kubek z herbatą….. lodowata,…..wcale nie upita…. Biorę łyk i ……. Minęło 15 sek i „sitting out” UFFFFFFFF!!!!! Zegar wskazuje 00:55 więc pewnie wcześniej udał się na przerwę. Ale ulga!!! Jeszcze tylko ta „pizda” została i zgarniam blindy….
A tu co?!!!! Snap CALL!!!!!! Zastygłem…. Straciłem czucie w rękach i nogach. Kolejny paraliż! Tobi pokazuje jednak A8. „Hahahaha co za menda” pomyślałem, „doigrałeś się leszczu”. Ciało znów nabrało gibkości i stało się elastyczne. Czekam na flopa i już się nie mogę doczekać podwojenia i nadchodzącej przerwy. Flop jak marzenie: AT7 (tęcza), 2 pary, jestem w domu, uratowany, zaczynam wstawać z krzesła i już myślę ponownie o herbatce…. Turn 6……. Wstaję i już nastawiam imbryczek . Jeszcze 4minutki przerwy i zaczynam walkę o zwycięstwo. Minimum 25bb, do Itm jeszcze ok. 100 zawodników, a za wygraną ok. 175.000 $. Baja! Po drodze zahaczam jeszcze o kibelek (niestety jest nieogrzewany). Sikam z zadowoleniem i ulgą, wiem, że długa noc przede mną i być może jakaś fantastyczna wygrana, kto wie, może te parę tysiączków….. ?
Chłód w wucecie duży, żółta para unosi się nad szaletem i wznosi się aż do sufitu, uciekam czymprędzej i zasiadam do walki o największe nagrody!! Po drodze biorę kubek z herbatą i siadam do kompa. Biorę duży łyk i …. kurwa poparzyłem się w podniebienie…. Może to i dobrze, nie zasnę chociaż ponownie, a lekka ranka da mi trochę pozytywnej złości i nabuzowany będę lepiej grał.
Siadam i znowu zastygam!! Gdzie moje żetony??? Co się dzieje?? Gdzie mój stół??? Przesadziło mnie? Zamknąłem niechcący stolik przed przerwą czy co , do kurwy nędzy???.
Zapomniałem o riverze!!!!
Sprawdzam co się stało w „ripleju”. Spadła jebana dziewiątka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Upadłem na podłogę, nawet nie mam siły rozjebać monitora, nie mam odwagi, żeby upewnić się czy rzeczywiście się stało………
Minęły 3 godziny, obudził mnie zegar z kukułką, który ogłosił godzinę 4 nad ranem. Myślałem, że serce mi stanęło i już nie żyję, ale jednak to był tylko sen….!!! Biegnę do monitora, wygaszacz z rybkami ostro pracuje , więc szybko ruszam myszką, żeby wzbudzić ekran. To nie był sen!!!!!!!!!!!!!!!
Jestem załamany, ale próbuję trzeźwo ogarnąć gdzie jestem, co zrobić dalej, jak odzyskać pieniądze, jak spłacić długi, bo przecież połowę wpisowego do turnieju pożyczyłem od Mariusza!!
Wezmę ciepłą kąpiel i zastanowię się co dalej…..
Woda gorąca, w łazience zimno, tak że ręce które wystają poza lustro wody staja się skostniałe….. ale co mnie to obchodzi? Mam wszystko w dupie, nie chcę mi się żyć!!
Biorę starą maszynkę do golenia dziadka (zapomniał zabrać do sanatorium), wyjmuję żyletkę i bez zastanowienia (tak szybko jak call Tobiego) tnę żyły!!!! Co ja robię? Nie mogę tego zrobić…. Już nawet nie chodzi o dzieci, żonę czy rodziców, muszę dopaść tego jebanego Słowaka!!!! Zawiązuję nadgarstki ręcznikiem i jadę na pogotowie….. parę godzin później można uznać, że mnie odratowano!
Na wpół przytomny, oszołomiony, załamany, zmęczony i oderwany myślami od świata wracam do domu. Przecież dzisiaj sylwester…… Żona nawet nie zwróciła uwagi, że mam bandaże na rękach i na wejściu opierdala mnie, że się spóźniłem i za godzinę musimy wyjść z domu na imprezę. „Te Twoje wyjazdy tuz przed sylwestrem zawsze mnie wkurzały, szybko zakładaj ubranie i jedziemy” – rzuciła wkurzona. „Mają być jacyś nowi znajomi a Ty wyglądasz jak zombie, wstyd”.
Dojechaliśmy na imprezę, w samochodzie się nie odzywałem wcale, ciągle myślałem o tym zabójczym riverze i o tym, że marzenia i prawie życie odebrał mi koleś o nicku „Tobi_pizda”.
W głowie mam tylko jedno – zemsta!!!!!!!
Impreza jak impreza, domówka, tańce, żarcie, alkohol…..
Ja siedzę osowiały, nic mi się nie chce. Oczy podkrążone, wyglądam jak wrak. Żona już wyluzowała i zaczęła się martwic i pytać o mój wygląd… zbyłem ją i odłożyłem rozmowę na jutrzejszy poranek.
Impreza nabiera rozpędu, 15min do nowego roku. Ludzie się śmieją, rozmawiają, wygłupy na parkiecie coraz większe. Ktoś podchodzi do mnie i pyta czy znam angielski…. Cos tam odburknąłem na odwal się unikając rozmowy, ale koleś jest wyraźnie natarczywy i męczy mnie łamanym polskim językiem i trochę angielskim. Pyta czemu się nie bawię itd. Myślę, że to pewnie ci nowi znajomi, którzy mieli przyjechać na imprezę z Węgier czy Bułgarii, nie pamiętam…..
Już miałem mu po chamsku powiedzieć: „wypierdalaj, nie mam ochoty na rozmowę”, ale koleś zaczął mi mówić, że nie lubi tańczyć i woli pograć w pokera…. Podjąłem temat rozmowy i wreszcie cos mnie zaciekawiło….. Nowy kolega stwierdził, że jest całkiem dobrym graczem i że u nich na Słowacji poker jest legalny. Takie tam pokerowe bla bla bla, aż ktoś przerwał nasza rozmowę: „chodźcie za minutę nowy rok!!!!” Odszukałem żonę, wyszliśmy na dwór z szampanem i zaczęło się odliczanie 3,2,1!!!!!!!!!!!! Happy New Year!!!!!!
Ze Słowacji???????? Co on powiedział????? Myślałem że to Węgier.
Poszedłem do kuchni po nóż, schowałem w rękaw kurtki i odszukałem „przyjaciela z poprzedniej nocki online”. Był podniecony petardami, życzeniami, alkohol też zrobił swoje, że nie poczuł jak trzy ciosy nożem przeszyły mu klatkę piersiową!!
Zadźgałem skurwiela!!!!
…….. byłem pewny, że to on chciał mnie „zabić” w Turku za 3 tysie…..
Pomyliłem się…. kolega ze Słowacji nie miał na imię Tobi………
Pisząc tą opowieść od 5ciu lat siedzę w pierdlu, rodzina zerwała ze mną kontakty, nie mam już przyjaciół, dziadek w akcie żalu, szaleństwa i desperacji spalił swój drewniany domek i zamieszkał w domu spokojnej starości.
Jedynie mój ukochany syn od czasu do czasu napisze list, prześle jakąś paczkę…. Tylko on we mnie wierzy i ciągle wspiera…….
Strażnik przynosi mi do celi paczuszkę…… otwieram….. to karty….
* - kwota wymyślona dla potrzeb opowieści
Cele na najbliższe 30 dni:
1) nauczyc grac w pokera przynajmniej 8 kolegów - więźniów, żeby zrobic przynajmniej jeden konkretny stolik do wspólnych sitków
2) raz w tygodniu napisac list do żony, żeby wybaczyła....
3) poszukac jak najwięcej kontaktów i powiązań, żeby dopaść tego skurwiela - prawdziwego Tobiego :-)